poniedziałek, 24 lipca 2017 r.

Lublin

A mnie złości brak trzeźwości

Dodano: 25 listopada 2003, 20:26

Alkohol w lubelskich sklepach ma być sprzedawany w torbach z napisem „A mnie złości brak trzeźwości”. – A mnie złoszczą takie pomysły. Piłem, piję i będę pić – odgraża się pan Mareczek. – I nie obchodzi mnie, w jakiej torbie dostanę wino

Pan Mareczek większość dnia spędza na świeżym powietrzu razem ze swoimi kolegami. Mają swoje ulubione miejsca. Wczoraj pana Mareczka znaleźliśmy pod jednym ze sklepów z alkoholem w centrum miasta. Miał trzy złote i kilka zwrotnych butelek po tanim winie. Dzięki tej kumulacji kapitału stać go na kolejne wino. Na razie w normalnej reklamówce. – Te nowe torby to mi w ogóle nie będą przeszkadzały. Jak będę chciał wypić, to wypiję i nic mi w tym nie przeszkodzi. Chyba że w sklepie nie będą mi chcieli sprzedać.
Jego koledzy mają podobną opinię. – Zrobiliby coś porządnego, zamiast takie rzeczy wymyślać. Chociaż, reklamówka zawsze się przyda – podkreśla Stefan, obecnie bezrobotny, który również większość dnia spędza w okolicy sklepu.

I tak nie będą mniej pili

Nieco inaczej komentują ten pomysł sprzedawcy alkoholu. – Warto robić cokolwiek, żeby ludzie mniej pili. Bo piją coraz więcej – mówi ekspedientka w lubelskich delikatesach. – Taka akcja jest dobra, tylko że ona trafi raczej do ludzi, którzy i tak piją z umiarem. Bo ci, którzy cały dzień siedzą pod sklepem i zbierają na tanie wino, pewnie nawet nie zauważą tych napisów na torbie.
– Nawet jeśli ktoś kupi alkohol w takiej torbie, to i tak nie zrezygnuje z jego wypicia. Skutek akcji będzie pewnie podobny jak z papierosami, na których są ostrzeżenia, a ludzie i tak palą. Ale dobrze, że prowadzi się działania tego typu. Zawsze coś się dzieje – uważa Sławomir Ziemniewski, właściciel sklepu „Świat Alkoholi” w Lublinie.
Torebki to nie jedyny sposób władz miejskich na walkę z alkoholizmem. Czy skuteczny? To już osobny problem.
– Często mamy szkolenia na temat sprzedawania alkoholu nieletnim i nietrzeźwym – mówi kierowniczka jednego z lubelskich sklepów. – Dowody osobiste sprawdzamy u każdego, kto wygląda młodo. I żaden nietrzeźwy nie dostanie u nas nawet piwa. Przestrzegamy tego, bo w razie kontroli złamanie tych przepisów grozi nawet utratą koncesji.

Kto zrezygnuje z następnego piwa?

W Lublinie pojawią się nie tylko specjalne torebki, ale i specjalne podstawki pod piwo podawane w pubach i kawiarniach. Zastąpią one podstawki dostarczane przez producentów piwa. – Ma to sens – przyznaje Norbert Podleśny, właściciel pubu „Obsesja”.
Czy ktoś, kto wypił np. sześć piw i zobaczy napis na podstawce, to nie zamówi już siódmego? – Nie wiem, ale na pewno parę osób się nad tym zastanowi – dodaje Podleśny.
Lokale rozrywkowe, podobnie jak sklepy, obowiązują surowe przepisy. – Przestrzegamy wszystkich zakazów. Sprawdzamy dowody osobiste i to my decydujemy o tym, komu sprzedać alkohol. Nietrzeźwy na pewno u nas nie kupi – wyjaśnia N. Podleśny. – Ale te napisy na torbach czy podstawkach nie mają sensu w przypadku nałogowych alkoholików.
– Ta akcja na pewno będzie efektowna, tylko czy efektywna? – zastanawia się pracownik poradni antyalkoholowej w Lublinie (nie chciał podać swego nazwiska). – Napisami może przejmą się ludzie rozsądni, którzy z piciem nie mają problemów. Mam nadzieję, że zauważą je też młodzi, którzy coraz częściej sięgają po wódkę.

Kampania antyalkoholowa

„A mnie złości brak trzeźwości” to pomysł na dotarcie z profilaktyką antyalkoholową do ludzi dorosłych. Hasło wraz z logo Gminnego Programu Profilaktyki i Rozwiązywania Problemów Alkoholowych pojawi się na 60 tys. torebek papierowych i 50 tys. podstawek pod szklanki. Przygotuje je miasto. Jeszcze w grudniu trafią do sklepów z alkoholem i do restauratorów.
Przetarg na wykonanie torebek i podstawek ma być rozstrzygnięty na początku przyszłego tygodnia. Miasto szacuje, że akcja będzie kosztować
ok. 50 tys. zł. W tym roku Lublin na profilaktykę i rozwiązywanie problemów alkoholowych ma 4,5 mln zł.

Paweł Fijałkowski dyrektor Ośrodka Leczenia Uzależnień w Lublinie

- A mnie ten pomysł się podoba. Nie jest to żaden zakaz czy namolny dydaktyzm. Dla kupującego to może być sygnał: pomyśl! Może zamiast dwóch butelek kupi tylko jedną? Np. w Anglii uczy się barmanów nie tego, jak odmawiać sprzedaży kolejnego drinka, tylko jak rozmawiać z klientem, żeby zostawił kluczyki od samochodu i wziął taksówkę,
żeby zamówił lżejszego drinka albo wodę.
Chodzi o ograniczanie spożycia, a nie zakazywanie picia. •
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!