czwartek, 8 grudnia 2016 r.

Lublin

A mnie złości brak trzeźwości

Dodano: 25 listopada 2003, 20:26

Alkohol w lubelskich sklepach ma być sprzedawany w torbach z napisem „A mnie złości brak trzeźwości”. – A mnie złoszczą takie pomysły. Piłem, piję i będę pić – odgraża się pan Mareczek. – I nie obchodzi mnie, w jakiej torbie dostanę wino

Pan Mareczek większość dnia spędza na świeżym powietrzu razem ze swoimi kolegami. Mają swoje ulubione miejsca. Wczoraj pana Mareczka znaleźliśmy pod jednym ze sklepów z alkoholem w centrum miasta. Miał trzy złote i kilka zwrotnych butelek po tanim winie. Dzięki tej kumulacji kapitału stać go na kolejne wino. Na razie w normalnej reklamówce. – Te nowe torby to mi w ogóle nie będą przeszkadzały. Jak będę chciał wypić, to wypiję i nic mi w tym nie przeszkodzi. Chyba że w sklepie nie będą mi chcieli sprzedać.
Jego koledzy mają podobną opinię. – Zrobiliby coś porządnego, zamiast takie rzeczy wymyślać. Chociaż, reklamówka zawsze się przyda – podkreśla Stefan, obecnie bezrobotny, który również większość dnia spędza w okolicy sklepu.

I tak nie będą mniej pili

Nieco inaczej komentują ten pomysł sprzedawcy alkoholu. – Warto robić cokolwiek, żeby ludzie mniej pili. Bo piją coraz więcej – mówi ekspedientka w lubelskich delikatesach. – Taka akcja jest dobra, tylko że ona trafi raczej do ludzi, którzy i tak piją z umiarem. Bo ci, którzy cały dzień siedzą pod sklepem i zbierają na tanie wino, pewnie nawet nie zauważą tych napisów na torbie.
– Nawet jeśli ktoś kupi alkohol w takiej torbie, to i tak nie zrezygnuje z jego wypicia. Skutek akcji będzie pewnie podobny jak z papierosami, na których są ostrzeżenia, a ludzie i tak palą. Ale dobrze, że prowadzi się działania tego typu. Zawsze coś się dzieje – uważa Sławomir Ziemniewski, właściciel sklepu „Świat Alkoholi” w Lublinie.
Torebki to nie jedyny sposób władz miejskich na walkę z alkoholizmem. Czy skuteczny? To już osobny problem.
– Często mamy szkolenia na temat sprzedawania alkoholu nieletnim i nietrzeźwym – mówi kierowniczka jednego z lubelskich sklepów. – Dowody osobiste sprawdzamy u każdego, kto wygląda młodo. I żaden nietrzeźwy nie dostanie u nas nawet piwa. Przestrzegamy tego, bo w razie kontroli złamanie tych przepisów grozi nawet utratą koncesji.

Kto zrezygnuje z następnego piwa?

W Lublinie pojawią się nie tylko specjalne torebki, ale i specjalne podstawki pod piwo podawane w pubach i kawiarniach. Zastąpią one podstawki dostarczane przez producentów piwa. – Ma to sens – przyznaje Norbert Podleśny, właściciel pubu „Obsesja”.
Czy ktoś, kto wypił np. sześć piw i zobaczy napis na podstawce, to nie zamówi już siódmego? – Nie wiem, ale na pewno parę osób się nad tym zastanowi – dodaje Podleśny.
Lokale rozrywkowe, podobnie jak sklepy, obowiązują surowe przepisy. – Przestrzegamy wszystkich zakazów. Sprawdzamy dowody osobiste i to my decydujemy o tym, komu sprzedać alkohol. Nietrzeźwy na pewno u nas nie kupi – wyjaśnia N. Podleśny. – Ale te napisy na torbach czy podstawkach nie mają sensu w przypadku nałogowych alkoholików.
– Ta akcja na pewno będzie efektowna, tylko czy efektywna? – zastanawia się pracownik poradni antyalkoholowej w Lublinie (nie chciał podać swego nazwiska). – Napisami może przejmą się ludzie rozsądni, którzy z piciem nie mają problemów. Mam nadzieję, że zauważą je też młodzi, którzy coraz częściej sięgają po wódkę.

Kampania antyalkoholowa

„A mnie złości brak trzeźwości” to pomysł na dotarcie z profilaktyką antyalkoholową do ludzi dorosłych. Hasło wraz z logo Gminnego Programu Profilaktyki i Rozwiązywania Problemów Alkoholowych pojawi się na 60 tys. torebek papierowych i 50 tys. podstawek pod szklanki. Przygotuje je miasto. Jeszcze w grudniu trafią do sklepów z alkoholem i do restauratorów.
Przetarg na wykonanie torebek i podstawek ma być rozstrzygnięty na początku przyszłego tygodnia. Miasto szacuje, że akcja będzie kosztować
ok. 50 tys. zł. W tym roku Lublin na profilaktykę i rozwiązywanie problemów alkoholowych ma 4,5 mln zł.

Paweł Fijałkowski dyrektor Ośrodka Leczenia Uzależnień w Lublinie

- A mnie ten pomysł się podoba. Nie jest to żaden zakaz czy namolny dydaktyzm. Dla kupującego to może być sygnał: pomyśl! Może zamiast dwóch butelek kupi tylko jedną? Np. w Anglii uczy się barmanów nie tego, jak odmawiać sprzedaży kolejnego drinka, tylko jak rozmawiać z klientem, żeby zostawił kluczyki od samochodu i wziął taksówkę,
żeby zamówił lżejszego drinka albo wodę.
Chodzi o ograniczanie spożycia, a nie zakazywanie picia. •
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO