poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Lublin

Andrzej R. jest ciężko ranny, nie ucieknie ze szpitala

Dodano: 3 sierpnia 2012, 19:16

Andrzej R. nie chciał oddać się w ręce policji. Odkręcił cztery butle z gazem. Huk eksplozji było sł
Andrzej R. nie chciał oddać się w ręce policji. Odkręcił cztery butle z gazem. Huk eksplozji było sł

Prokuratura zdecydowała, że nie będzie wysyłać policjantów do pilnowania Andrzeja R., który we wtorek wysadził się w swoim sklepie na Kalinowszczyźnie

Według lekarzy ze Łęcznej, stan pacjenta jest poważny. Nie jest w stanie samodzielnie się poruszać.

– Nie ma potrzeby, żeby był pilnowany na szpitalnym oddziale – mówi Beata Syk-Jankowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Andrzej R. we wtorek rano odkręcił gaz i wysadził się w swoim sklepie "Pod Tarasem”. Dzień wcześniej w mieszkaniu przy ul. Kunickiego w Lublinie znaleziono zwłoki jego żony. Kobieta była uduszona. Jej mąż zniknął. Dla policji stał się głównym podejrzanym. Mundurowi przyjechali pod jego sklep w nocy z poniedziałku na wtorek.

– Nikogo nie było w środku, a na drzwiach były kłódki zamknięte z zewnątrz, więc odjechali – mówi Janusz Wójtowicz, rzecznik KWP w Lublinie.

Po raz kolejny policja pojawiła się przy pasażu handlowym przy ul. Kleeberga we wtorek rano. Andrzej R. był już w środku. Odkręcał właśnie butle z gazem. Po chwili budynek wyleciał w powietrze. Ranny został właściciel sklepu i dwóch policjantów, który stali najbliżej. Ich zeznania pozwolą wyjaśnić czy Andrzej R. celowo podpalił nagromadzony w pomieszczeniu gaz, czy też do eksplozji doprowadziła przypadkowa iskra.

– Nie można ich przesłuchać. Są pod działaniem silnych środków przeciwbólowych – informuje Syk-Jankowska.

Andrzej R. formalnie nie jest podejrzany jeszcze o żadne przestępstwo. Prokuratura może jednak wydać postanowienie o postawieniu mu zarzutów nawet gdy będzie nieprzytomny.
Andrzej R. i jego żona Małgorzata mieszkali w Lublinie dopiero od dwóch lat. Kamienice przy ul. Kunickiego i w Krasnymstawie odziedziczyli po bogatej ciotce.

– Część rodziny nie utrzymywała z nimi kontaktów, bo dostali cały majątek po ciotce – mówi jeden z ich krewnych. – Ale jak widać pieniądze im szczęścia nie dały.
Czytaj więcej o:
salo(no)wa
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

salo(no)wa
salo(no)wa (4 sierpnia 2012 o 11:36) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
.....Według lekarzy ze Łęcznej....
A jeśli ten poparzony (;leżacy w szpitalu we Łęcznej) miał jakichś wspólników,to należy mieć pewność,że zostanie WYKRADZIONY!!!!!!
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!