niedziela, 22 października 2017 r.

Lublin

Arka zbudowana w Lublinie

  Edytuj ten wpis
Dodano: 12 grudnia 2008, 18:36

Uroczysty śpiew kantora towarzyszył niedawnemu odsłonięciu Aron Ha-kodesz - świętej skrzyni zwanej też arką. To w niej przechowywane są zwoje Tory.

- Przyszło do mnie dwóch panów zamówić drewniane poręcze do balustrady schodowej - zaczyna Krzysztof Chilimoniuk, właściciel Pracowni Renowacji Artystycznych Wyrobów z Drewna w Lublinie. - Akurat robiłem sekretarzyk z gruszy z nadstawką, na rzeźbionych nogach i przeszkloną witrynę. Przyszli, przyjrzeli się i bardzo im się spodobało. Porozmawiali chwilę i wreszcie pytają: Czy podjąłby się pan wykonania arki dla lubelskiej synagogi?

Prawdziwi artyści

- Powiedziałem: Czemu nie? Mogę zrobić arkę - kontynuuje Chilimoniuk. - Jeszcze raz mnie spytali, czy poradzę sobie z takim wyzwaniem - uśmiecha się lekko Chilimoniuk, bo zna swoje możliwości i wie, co potrafi. - No to dali mi wolną rękę, jeśli idzie o rzeźbę. Niezwykle ważne było utrzymanie kolorystyki arki w tonacji jesziwy, no i złocenie kolumn.

- Bardzo istotne jest wzajemne zrozumienie - nie ukrywa Beata Klimek, która była wykonawcą prac pozłotniczych. - Chilimoniuk rozumie tę robotę. Mogę powiedzieć, że jest wysokiej klasy rzemieślnikiem artystą. Bardzo ładnie wyrzeźbił kapitele, precyzyjnie z mnóstwem zakamarków.

Spotkało się przy tej niezwykłej robocie dwoje ludzi, którzy dobrze wiedzieli, na czym ona polega. Świadomi, że trzeba zachować kolejność, że wszystko ma określony czas, którego nie można przyspieszyć, a taka praca jest złożonym procesem. Profesjonaliści, którzy posiedli wiedzę o rzemiośle i o kanonach, jakich trzeba przestrzegać przy budowaniu przedmiotów związanych z kultem religijnym.

Tajemnice zawodu

- Trzeba zachować określony porządek, ilość warstw, mieć czas na przygotowanie niezbędnych składników - Beata Klimek mówi z przekonaniem człowieka, dla którego zawód nie ma tajemnic.

Dodaje jeszcze, że procedury są znane, techniki opisane, ale najważniejsze jest doświadczenie. Ot, na przykład - drewno ma określoną wilgotność, pracuje, zmienia zachowanie w zależności od temperatury. Jak położyć złote płatki, żeby nie popękały? - Tak, trzeba mieć doświadczenie.
Co wolno, a czego nie?

Płatki są cienkie jak pajęcza nić. Gdy dmuchnąć - pofruną w górę. W książeczce jest ich 25 o rozmiarach 8 x 8 cm.

- Zużyłam 9 książeczek - uśmiecha się Beata Klimek. - Na początku pracy pytałam, czy mam do tego zadania podejść w sposób specjalny, czy mam to wykonać dawnym sposobem. Dostałam jedynie wskazówki, gdzie ma być na połysk, gdzie na mat.

Pozornie nic wielkiego: połysk i mat. Ale przecież taki efekt trzeba było uzyskać z zastosowaniem starych metod, żmudnie, precyzyjnie, agatem polerskim, pochylając się nad każdym ułamkiem złotego centymetra. Chwali Chilimoniuka, że tak precyzyjnie wszystko wyrzeźbił, ale to ona musiała z niezwykłą zręcznością dostać się, dosięgnąć każdego zakamarka, każdego załomka tej jego pracy.

- Dostałem fotografię tamtej arki - mówi Chilimoniuk o tej, która stała w przedwojennej jesziwie. - Niewiele na niej było widać, czarno-biała. Pokazywała jednak podest i proste elementy balustrady. Ale też dostarczono mi projekt techniczny i kolorystyczny.

Ten projekt był bardzo szczegółowy, ale elementy rzeźbione zaznaczono konturami. - Niewiele z niego wynikało, jeśli idzie o zwieńczenie górne i nad drzwiami - wspomina Chilimoniuk. - Zastanawiałem się nad tym, bo przecież arka powinna być bogato zdobiona. Ale jak? Co było mi wolno, a czego nie?

Przypominał sobie, przestudiował zasady i zakazy. Wreszcie zwrócił się z tym pytaniem: czy może sam wprowadzić elementy dekoracyjne, roślinne. - Odpowiedzieli, że tak, że dają mi wolną rękę.

Wyrzeźbił tylko rośliny

Stara pracownia przy ulicy Kowalskiej nie jest obszerna ani wysoka. Dłuta od lat używane przez artystów i rzemieślników, ręczna robota, pył szlifowanego drewna i sploty barokowych elementów leżące na półkach; to stanowi jej niepowtarzalny klimat. - Ledwo tu się zmieściła - śmieje się Chilimoniuk, bo arka ma 3,65 m wysokości.

Najpierw powstał stelaż obłożony pięknym dębowym fornirem. Zero uproszczeń: wszystko na cynki, bez gwoździ czy wkrętów. Tak, jak robili kiedyś. Prawdziwa politura, a nie jakiś tam nowoczesny lakier. Później robił elementy rzeźbione z drewna afrykańskiego aningre.

- To dobry materiał - chwali Chilimoniuk. - Chodziło o surowiec odporny na warunki atmosferyczne. Ono szło pod złoto więc nie mogło się kurczyć.

Wspomina, że bardzo pilnował, żeby pojawiały się wyłącznie elementy roślinne. - Powtarzają się ślimaki, listki o różnych profilach, gałązki odchodzące. Nie, żadnych kwiatków nie ma.

Wyzwanie

Tak, w trakcie wykonywania były wizyty. Cóż, każdy zamawiający ma prawo zobaczyć, jak posuwa się robota. Na pewno najtrudniejszym etapem było zbudowanie samej konstrukcji i wykonanie rzeźb. Ale podchodził do tego bez kompleksów, jak człowiek, który wie, co jest wart. W ciągu trzech miesięcy wykonał zamówienie.

- Cieszę się, że dane mi wykonywać taki zawód - nie ukrywa satysfakcji Beata Klimek. - Z tą pracą jest jak z haftem - można go wykonać nowoczesną techniką, ale czy haft komputerowy, powtarzalny, bezduszny zyska uznanie? Dzieło, w które wkłada się całą wiedzę, doświadczenie, które powstaje z zamiłowania, takie dzieło ma blask i duszę.

- Każda praca to dla mnie wyzwanie - dodaje Chilimoniuk. Mam nadzieję, że pójdzie w świat wiadomość, że arka w lubelskiej synagodze powstała właśnie w tym mieście.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!