czwartek, 19 października 2017 r.

Lublin

Będzie ciasno w przedszkolach. Zerówki wracają do szkół

Dodano: 11 stycznia 2016, 11:39

Po likwidacji obowiązku szkolnego dla sześciolatków, w przedszkolach może zabraknąć miejsc dla najmłodszych dzieci. Dlatego urzędnicy chcą organizować w szkołach zerówki. Inni namawiają rodziców sześciolatków aby i tak posłali dzieci do szkół.

Artykuł otwarty

Czytaj Dziennik Wschodni bez ograniczeń. Sprawdź naszą ofertę

Artykuł otwarty

To już pewne, we wrześniu tego roku do szkół obowiązkowo pójdą dopiero siedmiolatki. Pięciolatki realizować będą musiały natomiast roczne przygotowanie przedszkolne. W oddziałach zerowych pozostaną też dzieci, które uczą się w nich obecnie. Tegoroczne sześciolatki wpadają bowiem w dziurę, w której edukacji rozpoczynać jeszcze nie będą musiały.

– Oznacza to, że tzw. klas zerowych będzie musiało być więcej, bo pójdą do nich aż dwa roczniki. Przedszkola nie są przecież z gumy i dodatkowych sal w nich nie ma. Dlatego boję się, że zabraknie miejsca dla mojego synka – denerwuje się Marta Juda, mama 2-letniego dziś Stasia. – Przedszkola w pierwszej kolejności będą przecież musiały zapewnić miejsca w zerówce. Rodzice maluchów zostaną pozostawieni sami sobie.

Podobne obawy mają też samorządowcy. Żeby zapewnić maluchom miejsca w przedszkolach wrocławski magistrat, który szacuje że do przedszkoli nie dostanie się ok. 3 tys. zapisanych dzieci, chce zachęcać rodziców sześciolatków, żeby od września posłali je do szkół, mimo że prawo im tego nie nakazuje. Problem widzi też samorząd Słupska, który wyliczył, że w wyniku reformy około 20 nauczycieli klas I-III może stracić pracę.

Namawiać rodziców do posyłania dzieci do szkoły chcą też w Chełmie. – Liczymy się z tym, że we wrześniu liczba klas pierwszych może zmniejszyć się nawet o kilkanaście oddziałów – przyznaje Roland Kurczewicz, pełnomocnik prezydent Chełma. – W tym tygodniu przedstawiciele wydziału oświaty urzędu miasta spotkają się, aby rozmawiać o tym z dyrektorami szkół i przedszkoli. Chodzi o to, aby zachęcać rodziców, aby posyłali 6-latki do szkół – dodaje.

Inny pomysł na rozwiązanie problemu ma Lublin. – W 2013 r. w Lublinie przy szkołach podstawowych działały 53 oddziały przedszkolne w przygotowanych do tego celu pomieszczeniach. Teraz jest ich niewiele ponad 20. Dlatego chcemy zachęcać dyrektorów szkół do reaktywowania tych oddziałów. Jest na to czas, bo przecież baza lokalowa jest już gotowa i dostosowana do potrzeb tak małych dzieci – tłumaczy Ewa Dumkiewicz-Sprawka, dyrektor Wydziału Oświaty i Wychowania Urzędu Miasta w Lublinie. – Każda szkoła, która uruchomi oddział zerowy i zbierze grupę dzieci otrzyma zgodę na prowadzenie tzw. klas zerowych.

W akcję włączyć mają się też dyrektorzy przedszkoli, którzy informować mają rodziców sześciolatków o możliwości zapisania ich do szkolnej zerówki. – Jeśli rodzice zaakceptują ten pomysł w przedszkolach zwiększy się liczba wolnych miejsc dla młodszych dzieci – przyznaje Dumkiewicz-Sprawka i dodaje, że jeszcze w tym miesiącu rozpoczną się spotkania z dyrektorami szkół i przedszkoli w tej sprawie.

Sześciolatki do zerówek znajdujących się w szkołach chcą wysyłać także urzędnicy z Puław. – Bierzemy pod uwagę ponowne uruchomienie 15 oddziałów przedszkolnych przy naszych szkołach. W każdym z nich znalazłoby się miejsce dla 25 przedszkolaków – mówi Marzena Klimek, kierownik Wydziału Edukacji i Sportu w Urzędzie Miasta Puławy.

kierowca
Gość
nauczyciel
(25) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

kierowca
kierowca (13 stycznia 2016 o 17:09) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Ręce opadają. Kolejna osoba wyliczająca jak mało nauczyciele pracują. Ludzie najpierw się zorientujcie jak jest naprawdę, a potem coś piszcie. A tak wychodzi ignorancja i totalny brak wiedzy na dany temat. Nauczyciel też chciałby 8 godz. dnia pracy. np. od 8.00 do 16.00, ale po tym czasie koniec z pracą. Żadnych rad, wywiadówek , wieczorków, wycieczek, pisania papierów, wieczorków, dyskotek, telefonów od rodziców dzieci itp. Wolałby normalny urlop, ale wzięty kiedy tego potrzebuje, a nie tylko w wakacie i ferie zimowe. Dni wolne, to było kiedyś. Teraz szkoły pracują, nie ma tylko zajęć, ale opieka nad dzieckiem musi być.

Hmm...Nie mówię, że praca nauczyciela jest lekka łatwa i przyjemna ale rady, wywiadówki , wieczorki, wycieczki, dyskoteki nie odbywają się chyba codziennie. Poza tym jakby nie było to macie 2 miesiące wakacji (normalny pracownik ma koło miesiąca i to pod warunkiem, że  nie pracuje u prywaciarza bo wielu prywaciarzy daje "lewe" urlopy tzn. formalnie masz urlop dla Państwowej Inspekcji Pracy, ale do roboty musisz chodzić bo jak nie to znajdę pracownika na twoje miejsce). Macie wolne weekendy (w przeciwieństwie do wielu osób zatrudnionych w handlu i usługach), swoją drogą wku***a mnie pojęcie weekendu bo weekendy mają tylko uczniowie, nauczyciele i budżetówka no i studenci (pod warunkiem, że nie studiują zaocznie), z niedzielami sytuacja wygląda trochę lepiej choć nie zawsze (zwłaszcza w handlu i gastronomii). Ferie zimowe wolne, świąteczne wolne,  lekcje 45 minutowe, pensum chyba 20 godzin (chyba, że się coś ostatnio zmieniło), może do urlopu nie masz prawa w dowonym terminie, ale jak zachorujesz to możesz pójść na zwolnienie itp. Poza tym praca nauczyciela nauczycielowi nie równa. Inna jest praca polonisty czy nauczyciela matematyki a inna pani od plastyki czy muzyki czy pana od wf-u. Ja jestem jednoosobowym przedsiębiorcą (usługi transportowe) i teoretycznie mam prawo do dowolnego urlopu, ale jak nie pracuję to nie zarabiam. A składki, ubezpieczenia i inne pierduły muszę płacić niezależnie czy pracuję czy nie....

Rozwiń
Gość
Gość (13 stycznia 2016 o 14:52) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ręce opadają. Kolejna osoba wyliczająca jak mało nauczyciele pracują. Ludzie najpierw się zorientujcie jak jest naprawdę, a potem coś piszcie. A tak wychodzi ignorancja i totalny brak wiedzy na dany temat. Nauczyciel też chciałby 8 godz. dnia pracy. np. od 8.00 do 16.00, ale po tym czasie koniec z pracą. Żadnych rad, wywiadówek , wieczorków, wycieczek, pisania papierów, wieczorków, dyskotek, telefonów od rodziców dzieci itp. Wolałby normalny urlop, ale wzięty kiedy tego potrzebuje, a nie tylko w wakacie i ferie zimowe. Dni wolne, to było kiedyś. Teraz szkoły pracują, nie ma tylko zajęć, ale opieka nad dzieckiem musi być.
Rozwiń
nauczyciel
nauczyciel (13 stycznia 2016 o 11:32) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Warto poczytać http://edukacja.dziennik.pl/aktualnosci/artykuly/510418,podstawowka-tomasz-elbanowski-ratujmy-maluchy-rejonizacja-nabor-szesciolatki-szkola.html

Rozwiń
Piotr
Piotr (12 stycznia 2016 o 12:00) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

A jeszcze inni nauczyciele będą namiawiać rodziców, aby wnioskowali o to by ich syn/córka powtarzali klasę I jak nawet sobie całkiem dobrze radzą. Po to by za rok ich koledzy/ koleżanki (głównie koleżanki) za rok mieli robotę. Słyszałem o takim przypadku (mówił mi znajomy). Ma 6 letnie dziecko, które we wrześniu poszło do I klasy. Radzi sobie całkiem nieźle. Ale nauczycielka mówi, że jego syn jest dziecinny i powinien I klasę powtórzyć. Namawia do tego również kilkoro innych rodziców. Klasa obecnie liczy chyba 24 uczniów (nie jestem pewien). Chce by za rok uczniów było 18. Liczy, że dzięki temu utrzyma klasę, ale również dzięki temu po ssmuwaniu drugoroczniaków z kilku klas uda się pierwsze klasy utworzyć. Dodam jeszcze,że ten mój znajomy (inżynier) myślał nad odroczeniem dziecka, ale ostatecznie uznał, że on po studiach, żona po studiach więc byłoby to dla nich trochę upokarzające. Więc zrobił jak zrobił...

Zgadza się też słyszałem o takich przypadkach tyle że nie ze strony nauczycieli pierwszaków a ze strony dyrektorów szkół. Narazie czekają zachęcają rodziców 6 latków by zapisali swoje dzieci do szkoły, jak ten wariant nie wypali będą sięgać po inne metody.

Rozwiń
Ewa76
Ewa76 (12 stycznia 2016 o 10:34) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Wypisujecie bzdury, że rodzice ambitni chcą dzieci rok wcześniej do szkoły posyłać a inni z kolei chcą by jeszcze rok zostały w domu. Bzdury, moim zdaniem jest wręcz odwrotnie. To właśnie rodzice z rodzin zacofanych, słabo wykształconych, biednych, wielodzietnych są zwolennikami wcześniejszego posłania dzieci do szkoły. Dziecko wcześniej posłane do szkoły to dziecko rok wcześniej samodzielne, rok wcześniej zarabiające pieniądze, rok krócej pozostające na ich utrzymaniu. A jak ktoś ma kilkoro dzieci? Ludzie z takich środowisk potrafą rachować i liczyć...

Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (25)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!