wtorek, 12 grudnia 2017 r.

Lublin

Bestie poza kontrolą

  Edytuj ten wpis
Dodano: 18 listopada 2005, 20:10
Autor: Dominik Smaga

Ile niebezpiecznych psów żyje w Lublinie? Dokładnie 51. Teoretycznie. Bo tylko tyle czworonogów zgłosili ich właściciele do urzędowego rejestru. I choć zgłoszenie jest obowiązkowe, za jego zlekceważenie nic nie grozi. Dlatego rejestry świecą pustkami.

– Byłam z wnuczką na spacerze. Nagle nadbiegł rottweiler. Powalił mnie na ziemię – opowiada Maria Banach z Lublina. – Boleśnie podrapał. Na szczęście miał kaganiec. Asia do tej pory płacze na widok psa – skarży się kobieta. Kto zawinił? Kto nie dopilnował psa? Właściciela można by ustalić, gdyby rejestr agresywnych psów działał jak należy. Ale nie działa.
Do wykazu powinny trafiać psy 11 ras. Ich listę ustalił minister spraw wewnętrznych i administracji. Jeśli wierzyć rejestrowi, w Lublinie jest tylko 51 takich zwierząt. W tym roku przybyło aż... 6. W Chełmie od stycznia właściciele zarejestrowali trzy psy. W ubiegłym roku żadnego. Ile jest w sumie? Chełmscy urzędnicy nie wiedzą. Musieliby sprawdzać to w archiwum. W zamojskich rejestrach jest łącznie 19 psów. Wszystkie zgłoszone cztery lata temu. Od tamtej pory cisza.
Zdrowy rozsądek podpowiada, że groźnych czworonogów jest znacznie więcej. – Widzimy na ulicy psy, których nie ma w rejestrze – przyznaje Katarzyna Ciastoch, która w lubelskim Urzędzie Miasta prowadzi wykaz „agresorów”. – Przykład? Starsza kobieta prowadzi dwa szalejące pitbulle. Ledwo je trzyma. I tłumaczy, że one nie gryzą.
Wąwóz w lubelskiej dzielnicy Czuby to ulubione miejsce spacerów z pupilami. W czwartkowy wieczór spędziliśmy tam ponad godzinę. Naliczyliśmy 5 psów, które powinny być wpisane do rejestru. Ale nie były. – Pierwsze słyszę. Po co to komu? – śmieje się z niedowierzaniem mężczyzna prowadzący buldoga. – Ale on nie jest agresywny – przekonywała para w średnim wieku. Tak jak inni rozmówcy nie chcieli się przedstawić. – Jeszcze nam mandat wlepią.
Kary, owszem, są. Teoretycznie. – Areszt lub grzywna – informuje Tomasz Skłodowski, rzecznik ministerstwa. – Nadzór nad wykonaniem przepisów należy do Inspekcji Weterynaryjnej.
– Nic do tego nie mamy. Rejestry i kontrole prowadzą urzędy gmin – zaprzecza Jan Dziekanowski, szef chełmskiego inspektoratu. Nieco lepiej jest w Lublinie. – Kontrole robimy wtedy, gdy jest jakieś zgłoszenie. Sami po domach nie chodzimy i psów nie sprawdzamy – odpowiada Ryszard Reszkowski, szef inspekcji w Lublinie.
Jest jeszcze większe zagrożenie. Skundlone „agresory”. – Nie można przewidzieć charakteru mieszańca. Nie wiadomo, kiedy zaatakuje – przyznaje Halina Dmowska z lubelskiego oddziału Polskiego Związku Kynologicznego. Widziała już wiele sądowych spraw o pogryzienie. Chodzi tam jako biegła. – Nie znam przypadku, by kogoś pogryzł pies z rodowodem.
Mieszańców jest mnóstwo. – Nieraz ktoś przychodzi do nas z pupilem, myśląc, że to pies rasowy. A to jakaś krzyżówka. W Lublinie więcej jest psów wyglądających na rasowe niż tych naprawdę rasowych – mówi Dmowska. A to dlatego, że w podlubelskich wsiach działa kilka nielegalnych hodowli. Istnych fabryk psów. W których liczy się tylko zarobek, a nie rasa. •
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!