poniedziałek, 5 grudnia 2016 r.

Lublin

Bez pieniędzy nie wyzdrowieją


13-letni Marek przyjmuje kroplówkę z lekami podczas lekcji chemii. Jego nauczycielem jest Andrzej Bo
13-letni Marek przyjmuje kroplówkę z lekami podczas lekcji chemii. Jego nauczycielem jest Andrzej Bo

Sale są pełne chorych. W jednej trwa lekcja chemii. 13-letni Marek zapisuje w zeszycie polecenia nauczyciela. Czerwona zawartość kroplówki, do której podłączony jest chłopiec spływa w jego żyły. Nastolatek jest w trakcie chemioterapii

Tak wyglądają lekcje w naszej szkole. Łączymy przyjmowanie leków z nauką - mówi Andrzej Bodzak, nauczyciel przedmiotów ścisłych zatrudniony w klinice.
Marek jest w szpitalu od maja: - Nauka idzie mi całkiem dobrze - jego bladą buzię rozświetla uśmiech.
W następnej sali mały Łukasz leży na łóżku, a obok siedzi jego tata. Łukasz patrzy na tatę, a tata patrzy na Łukasza. - Choroba zaczęła się nagle - mężczyzna odrywa spojrzenie od syna. - To chłoniak, czyli nowotwór węzłów chłonnych.
Od sierpnia Łukasz jest w klinice. Ma 3 lata, a wie, że jest chory. Że musi się leczyć. Że wyzdrowieje. Że wróci do domu. - To świetny chłopak - z dumą i wzruszeniem mówi tata. - Podobnie, jak i inne dzieci choroba bardzo go hartuje.

Leczenie kosztuje 100 tys. zł

Sześcioletni Tomek siedzi na łóżku. Podłączona kroplówka nie interesuje go. Patrzy na mamę. Spokojnie i poważnie. - Miesiąc temu zauważyłam, że jest blady - mama uśmiecha się do syna. - Tę bladość widać było nawet w oczkach. Nic go nie cieszyło.
Mama pomyślała, że to tylko anemia. Ale to było coś gorszego. - Ostra białaczka limfoblastyczna - mama powtarza to, co usłyszała od lekarzy. - Profesor mówi, że jest wyleczalna.
Trzeba jednak wziąć wiele cykli chemioterapii. Tomek bierze drugi. - Bardzo rozpaczałam, ale lekarze powiedzieli, żeby się cieszyć, bo wyniki są lepsze - mówi kobieta.
Aby leczenie przyniosło efekt, trzeba przestrzegać ściśle określonych standardów leczenia. - Precyzyjnie wylicza się dawki leków - objaśnia prof. Jerzy Kowalczyk, kierujący kliniką. - Nie można na niczym oszczędzać.
Wyleczenie jednego dziecka kosztuje ok. 100 tys. zł. - Sama chemioterapia to ok. 6,5 tys. zł - oblicza profesor. - Niezbędne leczenie wspomagające, bez którego dziecko nie przeżyłoby, to kolejne ok. 45 tys. zł. Diagnostyka 20 tys. zł. I jeszcze płace dla kadry.
Razem 100 tys. zł. - A nam brakuje pieniędzy - profesor rozkłada ręce. - Lubelska kasa chorych daje o wiele mniej niż inne ośrodki w Polsce. Być może rodzice dzieci będą zmuszeni do szukania sponsorów i pokrywania kosztów terapii. Kasa chorych, do której zwracałem się o pomoc mówi, że ich nie ma.
Gdyby faktycznie przyszło do płacenia, mama Tomka nie mogłaby zapłacić, bo ma 560 zł renty.

Moje dziecko wróciło do zdrowia

Prof. Kowalczyk szybkim krokiem przemierza szpitalny korytarz. Zagląda przez szybę do sali objętej reżimem sanitarnym. Zagląda do drugiej. Tam leżą dzieci, których układ odpornościowy wyniszczyła przyjmowana chemia. Może do nich wejść tylko personel i rodzina. Najpierw jednak w specjalnej śluzie trzeba na ubranie nałożyć fartuch, a na twarz maseczkę. - Większość dzieci możemy wyleczyć - mówi profesor. - Odsetek wyleczonych z ostrą białaczką limfoblastyczną sięga 90 proc., a w przypadku niektórych nowotworów dochodzi do stu.
Na dowód wyciąga rękę w kierunku otwartych drzwi. - O! To bardzo interesująca pacjentka - woła radośnie na widok 17-letniej Reni, która kończy leczenie. - Możecie teraz ponarzekać - wchodzi i zachęca do rozmowy dziewczynę oraz jej mamę. - Wyłącznie na cierpienie. Nigdy na szpital. Opieka wspaniała - mamie szklą się łzy w oczach.
Renia jest w klinice rok. - Wcześniej wszystko było dobrze - trochę zdenerwowana poprawia się na łóżku. - Chodziłam do szkoły, spotykałam się z przyjaciółmi.
Zachorowała nagle. Mama opowiada, że córce powiększyły się węzły chłonne. - Myślałam, że to świnka. Badania krwi wykazały, że białaczka. Jedne święta w szpitalu, drugie w szpitalu - wspomina z trudem. - Jedyny ratunek. Przeszczep szpiku.
Spogląda na profesora. - Pan jest dobrym człowiekiem - dziękuje. - Chyba raczej złym - żartuje on. - Kasa chorych twierdzi, że jestem draniem, bo chcę pieniędzy. - Ale ja bym pana po rękach całowała. Moje dziecko wróciło do zdrowia. Jestem szczęśliwa.

Prof. Jerzy Kowalczyk - kierownik Kliniki Hematologii i Onkologii DSK

Kiedyś kasy chorych dawały środki tylko na hospitalizacje. Dodatkowe pieniądze na leczenie wspomagające otrzymywaliśmy z ministerstwa zdrowia. Ale zadanie finansowania wszystkich procedur medycznych, ministerstwo przekazało kasom chorych, które podpisały z klinikami dodatkowe umowy. Zaczęły im refundować cytostatyki, hematopoetyczne czynniki wzrostowe, leki przeciwwymiotne, dając drugie tyle pieniędzy co na samą hospitalizację. Kasa dolnośląska daje 8 tys. zł na hospitalizację jednego dziecka plus drugie tyle na leczenie wspomagające, kasa mazowiecka 6 tys. plus dodatkowe pieniądze. My dostajemy tylko 4,6 tys. na hospitalizację i żadnych dodatkowych pieniędzy •

Anna Józefczuk-Majewska - rzecznik prasowy LRKCh

Nasz poziom finansowania hospitalizacji nie odbiega istotnie od oferowanych przez inne kasy. Dla przykładu koszt średniej hospitalizacji
w oddziale onkologicznym dla dzieci w łódzkiej kasie chorych wynosi 2,4 tys. zł, a w podlaskiej 3,6-3,8 tys. zł. Sugestia o tym, że rodzice będą zmuszeni finansować leczenie jest nie do przyjęcia i takie zagrożenie nie może zaistnieć. LRKCh inspirowana przez prof. Kowalczyka podjęła prace nad stworzeniem programu leczenia wspomagającego stosowanego w chemioterapii, jednak sytuacja finansowa nie pozwala na jego wdrożenie
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO