poniedziałek, 24 kwietnia 2017 r.

Lublin

Bo nie będzie co czytać

Dodano: 26 grudnia 2005, 18:41

Bibliotekarze z Lublina walczą o większe pieniądze na pensje i książki. W najbliższy czwartek przyjdą na sesję Rady Miasta z transparentami.
Pracownicy Miejskiej Biblioteki Publicznej im. H. Łopacińskiego walczą o dodatkowe fundusze od września. W tym roku dostali z kasy miasta 165 tys. zł na nowe książki. Starczy na 300 – tanich – pozycji dla każdej z 31 filii bibliotek. To mało.

– Według standardów Unii Europejskiej, księgozbiór powinniśmy wymienić co osiem lat. U nas to niemożliwe – opowiada Małgorzata Członkowska, szefowa bibliotekarskiego związku zawodowego. Dodaje, że kiepsko jest z płacami – średnie wynagrodzenie (z pensjami dyrekcji, nagrodami i odprawami emerytalnymi) wynosi 1819 zł brutto. Bibliotekarze chcą ok. 200 tys. zł na podwyżki.
Radni poszli na rękę pracownikom „Łopacińskiego”. Zaproponowali, żeby w przyszłorocznym budżecie miasta dać w sumie 350 tys. zł na wynagrodzenia, kupno książek i remonty bibliotek. Prezydent zgodził się na 250 tys. zł. Jeśli radni przegłosują w czwartek budżet, to MBP dostanie w przyszłym roku
ok. 5,4 mln zł dotacji.
– Mimo tych zmian jesteśmy niezadowoleni. Przyjdziemy na sesję, by przekonywać radnych do naszych racji, weźmiemy transparenty. Strajk będzie ostatecznością, której chcemy uniknąć – zapowiada Małgorzata Członkowska.
Miejska Biblioteka Publiczna powstała pod koniec 2001 roku z podziału biblioteki wojewódzko-miejskiej. W Lublinie ma 31 filii, zatrudnia blisko 90 pracowników. Z usług bibliotek korzysta 70 tys. osób, w tym ok. 16 tys. to ludzie bezrobotni, a 11 tys. – studenci. (rp)
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24