poniedziałek, 23 października 2017 r.

Lublin

Bocian dziecka nie przyniesie

  Edytuj ten wpis
Dodano: 16 kwietnia 2007, 17:25
Autor: Ewa Stępień

Bezdzietnym parom może pomóc już tylko marszałek województwa. Lubelski ośrodek zajmujący się leczeniem niepłodności nie ma szans na przetrwanie.

Klinika to niewielki zniszczony budynek na terenie szpitala klinicznego nr 1 przy ul. Staszica w Lublinie. Wczoraj nie było w niej łóżek ani pacjentek. - Broniliśmy kliniki, ale się nie udało - rozkłada ręce prof. Grzegorz Jakiel.
Fatalny stan sanitarny i techniczny - z tego powodu kilka lat temu nad kliniką zawisła groźba likwidacji. Poprawiając nieco warunki, udało się ją podratować, ale nie uratować. Zakres jej działalności stopniowo kurczył się. Z 30 łóżek zostało 8. Teraz stoją kątem na innych oddziałach szpitala. - My, pacjentki, składałyśmy podpisy pod petycją przeciwko likwidacji - mówi Joanna. - Okazało się, że szanse na przetrwanie kliniki są zerowe. Przecież to jedyna szansa dla par niemogących mieć dzieci. Nie będzie nas stać na prywatne leczenie.
Klinika istnieje 20 lat. - Prowadzimy wszystkie rodzaje leczenia niepłodności, oprócz zapłodnienia in vitro - mówi prof. Jakiel. - Rocznie hospitalizujemy ok. 1,2 tysiąca pacjentek. W poradni szpitalnej leczy się 5 tysięcy. Dyrekcja mówi, że nie ma pieniędzy na remont ani możliwości przeniesienia do innego budynku.
Adam Borowicz, dyrektor szpitala klinicznego nr 1 w Lublinie potwierdza, że klinikę likwiduje, ponieważ nie ma warunków lokalowych. - W szpitalu jest ciasno - wyjaśnia. - A stan techniczny budynku kliniki jest tak zły, że nie opłaca się go remontować. Przychodnia leczenia niepłodności na razie będzie istniała. Diagnostyka i operacje mogą być wykonywane na oddziałach ginekologicznych w Lublinie.

Nie wypaliło przeniesienie kliniki do szpitala wojskowego w Lublinie ani do Łęcznej. Prof. Andrzej Drop, prorektor ds. klinicznych lubelskiej Akademii Medycznej, której szpital wraz z kliniką podlega, zapowiada dalsze poszukiwania. - Nie chcemy zniszczyć tej kliniki - zapewnia. - Jest jedną z dwóch takich w Polsce. Będziemy rozmawiać z marszałkiem województwa. Być może uda się znaleźć miejsce w jakimś szpitalu jemu podległym.
- Nie wykluczam pomocy - mówi Andrzej Olborski, wicemarszałek ds. służby zdrowia. - Trzeba tylko usiąść i porozmawiać.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!