wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Lublin

Był, ale się zmył

Dodano: 25 lipca 2006, 22:54
Autor: Rafał Panas

Krzysztof Daszyński, prawa ręka byłego lewicowego wojewody, przepadł bez wieści. A razem z nim służbowy laptop, dziewięć telefonów komórkowych i fałszywa pieczęć. Urzędnika poszukuje policja i prokurator. Na razie bezskutecznie.
Daszyński był do stycznia jednym z najważniejszych ludzi na Lubelszczyźnie - dyrektorem generalnym w Lubelskiem Urzędzie Wojewódzkim. Odszedł z hukiem, kiedy nastał nowy wojewoda Wojciech Żukowski z PiS.

Dla kojarzonego z SLD urzędnika nie było już miejsca. Ale nowa ekipa nie mogła go zwolnić, bo był pracownikiem służby cywilnej. Premier przeniósł go więc 16 stycznia do pracy w lubelskiej Delegaturze Urzędu Skarbu Państwa. W Daszyńskim zagotowała się krew. Uznał przeniesienie za bezprawne. Argumentował, że od 16 stycznia jest na zwolnieniu. Urzędnikom rozesłał pismo, w którym zarzucił Żukowskiemu kłamstwo.
Wojewoda poszedł do prokuratury. Rozsierdziło go, że na piśmie Daszyński przybił pieczątkę "Dyrektor Generalny”. Nie mogła być oryginalna, bo ta leżała w tym czasie zamknięta w urzędzie. Wojewoda uznał także, że były dyrektor naruszył godność osoby piastującej ważne stanowisko publiczne.
Prokuratura kilka miesięcy temu zabrała się do roboty, ale śledztwo stanęło w miejscu. - Zawiesiliśmy je 21 czerwca, bo podejrzany nie stawia się na przesłuchania - informuje Katarzyna Czekaj, zastępca szefa Prokuratury Rejonowej Lublin-Północ.
Daszyński nie odbierał wezwań. Nic nie wskórali policjanci, którzy mieli go doprowadzić na przesłuchanie.
Na dodatek Daszyński nie rozliczył się z byłym pracodawcą. - Nadal ma służbowego laptopa i aż dziewięć telefonów komórkowych. Wszystkie mają zablokowane rozmowy - informuje rzecznik wojewody.
Postanowiliśmy poszukać Krzysztofa Daszyńskiego. - Trudno będzie go złapać. Zaszył się gdzieś - usłyszeliśmy od jednego z działaczy SLD.
Daszyński formalnie pracuje teraz w lubelskiej Delegaturze USP. - Nie pojawił się u nas. Przesyła cały czas zwolnienia - mówi Grażyna Dec z delegatury. - Przed przeniesieniem nigdy nie brał zwolnień lekarskich - informuje Piotr Kowalczyk, rzecznik prasowy obecnego wojewody.
Z poszukiwanym nie ma kontaktu. Nie zastaliśmy go wczoraj pod adresem, który zostawił w urzędzie. - Jest w szpitalu, nie wiem, kiedy wróci - stwierdziła kobieta, którą zobaczyliśmy na balkonie domu.
Udało nam się dodzwonić do syna Krzysztofa Daszyńskiego. - Zapytam, czy zechce z panem rozmawiać. Ale nic nie obiecuję, bo nie wiem, czy ojciec jest w Lublinie - stwierdził wczoraj rano. Do wieczora nie doczekaliśmy się odpowiedzi.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!