sobota, 3 grudnia 2016 r.

Lublin

Chcą zrobić ze mnie wariatkę

Dodano: 13 listopada 2003, 20:55

Jadwiga Bańka z Janowa Lubelskiego z podejrzeniem zatrucia trafiła do szpitala. Lekarze uznali, że ma urojenia, kobieta wyszła
ze szpitala z diagnozą: nerwica depresyjna. Tymczasem
lubelski toksykolog rozpoznał przewlekłe zatrucie tlenkiem węgla.

Pani Jadwiga od września ma bóle głowy i brzucha. Najpierw je bagatelizowała. W końcu poszukała pomocy lekarza. W połowie października trafiła do szpitala. - Poszłam tam z objawami zatrucia, prosiłam o odpowiednie badania, byłam gotowa za nie zapłacić. Ale lekarze zrobili ze mnie wariata - płacze pani Jadwiga.
Na karcie informacyjnej z 4-dniowego pobytu na Oddziale Wewnętrznym szpitala w Janowie stoi czarno na białym: "Rozpoznanie - nerwica depresyjna”.
- Znalazłam namiary na toksykologię w Lublinie. Pojechałam. Zrobiłam badania na zawartość hemoglobiny tlenkowej we krwi. Wynik: 3,5 proc., a norma to do 0,7 proc. - opowiada kobieta.
- Wynik i objawy wskazują na wielomiesięczne narażenie pacjentki na działanie tlenku węgla - mówi Zdzisław Brzeski, toksykolog z Instytutu Medycyny Wsi w Lublinie.
Czy tlenek we krwi może być urojeniem? - Nie - odpowiada Brzeski.
Zadzwoniliśmy do SP ZOZ w Janowie Lubelskim.
• Dlaczego nie oznaczono pacjentce tlenku węgla?
- Pacjentka chce, a my mamy wykonać? Pani wybaczy, nie mamy na to środków - mówi Roman Kaproń, zastępca dyrektora SP ZOZ w Janowie. - To jest kuzynka lekarki, miała zrobione wszystkie możliwe badania. Skarżyła się na wadliwą wentylację, ale to się nie potwierdza. Traktujemy to jako urojenia.
Kobieta zaczęła szukać przyczyn złego samopoczucia w domu. Budynek ogrzewa od jakiegoś czasu nowoczesna kotłownia gazowa. Sprawdziła wentylację.
- Kominiarz powiedział, że nie dziwi się, że źle czuję się, bo w przewodach kominowych coś jest nie tak. Zaślepił kratkę wentylacyjną i otworzył inną. - Rzeczywiście. Mistrz kominiarski przepiął łazienkę do innego ciągu - twierdzi Marek Winiarczyk, zastępca prezesa PGKiM w Janowie. - Kontrola stwierdziła bowiem, że po wymianie okien i drzwi mieszkanie "nie oddycha”.
Kobieta dalej źle się czuła. Inny specjalista zalecił wyczyszczenie przewodów z sadzy i odcięcie ciągu od dolnych kondygnacji. PGKiM deklaruje, że to zrobi. Tylko czy to cokolwiek zmieni? PGKiM ma dwie analizy, z których wynika, że tlenku węgla w mieszkaniu nie ma.
- Musi być źródło. Znam przypadki, że ludzie podłączali nielegalnie piecyki, a tlenek węgla dostawał się do sąsiadów. Ale to bardzo trudno udowodnienić - mówi Brzeski.

Trzy pytania do... Zdzisława Brzeskiego, toksykologa z Instytutu Medycyny Wsi w Lublinie

• 3,5 proc. hemoglobiny tlenkowej we krwi to dużo?
– Jej zawartość nie powinna przekroczyć 1 proc. U palaczy, w tym biernych, norma ta może być przekroczona, ale Jadwiga Bańka do nich nie należy.

• Jak to możliwe, że z zatrutego robią wariata?
– Wielomiesięczne narażenie na działanie tlenku węgla wywołuje zespół zaburzeń, które mogą przybierać postać nerwicy. Rozpoznanie wymaga oznaczenia hemoglobiny tlenkowej
we krwi. Badanie można wykonać w każdym szpitalu.

• Dlaczego tlenek węgla jest niebezpieczny?
– Jest trucizną tzw. protoplazmatyczną, która blokuje transport tlenu z płuc do tkanek.

Pytała Izabela Leszczyńska

Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO