środa, 16 sierpnia 2017 r.

Lublin

Chcę podarować nerkę

Dodano: 6 lipca 2007, 19:11
Autor: EWA STĘPIEŃ

Skazany Grzegorz J. chce oddać komuś nerkę. I nie chce czekać z tym do śmierci. Nie on jeden. Jednak mimo braku narządów do przeszczepów, nie można zostać dawcą za życia.

To czy dawca siedzi za kratkami czy jest na wolności nie ma tu nic do rzeczy.
- Czuję taką potrzebę. Jestem zdrowy, nie mam nałogów. Chciałbym pomóc ludziom w biedzie - mówi Grzegorz J. z Aresztu Śledczego w Lublinie - Przez kilka ostatnich miesięcy słyszałem w radiu, czytałem w prasie, że brakuje dawców, że ludzie umierają.
Grzegorz J. napisał do Kliniki Chirurgii i Transplantologii szpitala klinicznego nr 4 w Lublinie zajmującej się przeszczepami nerek. - W Wielkiej Brytanii dawstwo altruistyczne jest możliwe. Dawca nie wie, do kogo trafi jego nerka. W Lublinie nie pobieramy nerek od żywych ludzi, dlatego przesłaliśmy list tego pana do Warszawy - mówi prof. Sławomir Rudzki, kierownik kliniki. - Nieczęsto, ale zdarzają się sytuacje, że osoby żyjące proponują oddanie swojej nerki nic w zamian nie chcąc.
Kandydaci na dawców za życia są odsyłani do Centrum Organizacyjno-Koordacyjnego ds. Transplantacji "Poltransplant” w Warszawie. - Dawcą za życia można zostać tylko w określonych przypadkach - wyjaśnia Krystyna Antoszkiewicz z Centrum. - Matka może oddać nerkę dziecku, mąż żonie, brat siostrze, ewentualnie bardzo bliski znajomy bardzo bliskiemu znajomemu. I za zgodą sądu. W innych przypadkach dawcami są zmarli. Tak stanowi polskie prawo. Nie można oddać nerki komuś nieznajomemu tak, jak krew lub szpik kostny oddaje się do banków tkanek. Nie ma banków narządów.
A statystyki są smutne. 60 proc. pacjentów z niewydolnością nerek umiera, bo nie może się doczekać dawcy. Około 40 proc. dializowanych czeka na nerkę ponad 5 lat. Kolejka po narządy jest długa. Na nerkę czeka ponad tysiąc chorych.
Tymczasem liczba przeciwników transplantologii wzrosła po aferze z Mirosławem G. ze szpitala w Warszawie. Transplantologowi oprócz korupcji zarzucono zabójstwo polegające na wszczepieniu za łapówkę serca nie pasującego tkankowo. W efekcie w jedynym, lubelskim ośrodku transplantologicznym w tym roku pobrano od zmarłych dawców tylko siedem nerek. To o połowę mniej niż zwykle, bo rodziny zmarłych się nie godzą.
Dawców dramatycznie ubywa - widać to też po Centralnym Rejestrze Sprzeciwów w "Poltransplancie”, gdzie każdy może zastrzec swój sprzeciw przeciw pobraniu jego narządów po śmierci. W całym 2006 roku zarejestrowano 272 sprzeciwy. Tylko do kwietnia tego roku już 383 (kilkadziesiąt osób pochodzi z naszego terenu). Nie pomagają apele metropolity lubelskiego i argumenty, że ofiarowanie organu na przeszczep jest wyrazem chrześcijańskiej miłości.
Arcybiskup Józef Życiński kupił dla wiernych 80 tysięcy kart, na których każdy może wyrazić zgodę na pobranie organów do przeszczepu w przypadku śmierci. Można się po nie zgłosić do swojej parafii, wypełnić i nosić w portfelu.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!