środa, 22 listopada 2017 r.

Lublin

Chcieli mnie puścić w skarpetkach

  Edytuj ten wpis
Dodano: 7 maja 2007, 19:24

Cztery lata temu wyjechał do Włoch z nadzieją na lepsze życie. Do rodziny nie odezwał się ani razu ani razu. Oszukany i wykorzystany wrócił kilka dni temu.

Pawlik znalazł się na opublikowanej przez policję we wrześniu zeszłego roku liście prawie 120 Polaków, którzy w ciągu ostatnich sześciu lat zaginęli we Włoszech. - Straciłem nadzieję, że go jeszcze zobaczę - mówił wtedy z łzami w oczach Władysław Pawlik, ojciec zaginionego. Jego syn wyjechał do Włoch w listopadzie 2003 r. Od tamtej pory nie dał znaku życia.
- Nie odzywałem się, bo było mi wstyd - przyznaje Ryszard Pawlik. - Jechałem po lepsze życie, dla mnie i dla rodziny. Włoska rzeczywistość okazała się całkiem inna.
Pawlik pojechał w okolice miejscowości Cosenza, w regionie Kalabria. Nie znał włoskiego. - Miałem mieć pewną pracę za 35 euro na dzień - tłumaczy. - Na miejscu dowiedziałem się, że z pracy nic nie wyszło.
Pan Ryszard trafił więc do punktu skupu złomu, gdzie pracował przez cztery miesiące. - Do dziś nie dostałem pieniędzy za połowę tego czasu - przyznaje.
Potem zatrudnił się przy wycince drzew. - Mieszkałem w fatalnych warunkach, w baraku w środku lasu. Robota miała być ciężka, ale dobrze płatna. Była, ale przez pierwsze tygodnie. Za następne trzy miesiące nie dostałem ani euro.
I tak ciągle. - Oszukał mnie nawet ksiądz, któremu pomagałem przy budowie kościoła - podkreśla Pawlik. - We Włoszech każdy chce tylko wykorzystać pracowników ze Wschodu. Nie tylko włoscy pracodawcy, ale nawet Polacy, którzy pośredniczą w zatrudnieniu.

- Najgorzej trafić do jednego z obozów pracy. Wszyscy się tego boją - przyznaje pan Ryszard. - Na dworcu w Cosenzie spotkałem pięcioro młodych Polaków, którzy ledwie uciekli z obozu koło Bari. Byli zmuszani do katorżniczej pracy, mieszkali w zwierzęcych warunkach. Ale i tak cieszyli się, że uszli z życiem.
W lipcu zeszłego roku włoska policja rozbiła dwa obozy w okolicach Bari i Foggi. Karabinierzy uwolnili 119 przetrzymywanych tam osób, głównie Polaków.
Cztery miesiące później w Lublinie policjanci zatrzymali przywódcę międzynarodowej grupy przestępczej. Sprzedawali Polaków do włoskich obozów pracy. Łącznie w tej sprawie zatrzymano do tej pory prawie 60 osób, także z Lubelszczyzny. Na ich działalności mogło ucierpieć ponad tysiąc osób z całej Polski.
- Dobrze, że mężczyzna poszukiwany przez nas nie był wśród nich - podkreśla Dariusz Szkodziński, zastępca komendanta powiatowego we Włodawie. - Nazwisko pana Pawlika w ciągu kilku dni zostanie usunięte z listy zaginionych.

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!