niedziela, 4 grudnia 2016 r.

Lublin

Córeczko, wróć

Dodano: 15 grudnia 2003, 21:15

Była żona Andreasa S. podstępnie sprowadziła córkę z Anglii do Puław. Wczoraj przed sądem zakończył się proces o wydanie dziecka pod jurysdykcję Anglii i Walii. Decyzja zapadnie w przyszłym tygodniu.

Andreas przyjeżdża z Londynu na każdą rozprawę. Szuka pomocy w mediach, chętnie opowiada o swojej sprawie. Jego żona przeciwnie. – Ze względu na dobro dziecka nie będę rozmawiać – powiedziała nam przed salą rozpraw.
Rodzice dziecka rozwiedli się w 2001 roku, gdy córka miała trzy lata. Okazało się, że matka jest bigamistką. Wzięła ślub z Andreasem, nie mając rozwodu z poprzednim mężem, Włochem. W tym roku Sąd Rejonowy w Puławach uznał ją winną bigamii.
Po rozwodzie dziewczynka zamieszkała z matką w Londynie. Ojcu pozwolono na kilkugodzinne widzenia z córką – dwa razy w tygodniu. Ostatni raz spotkał się z nią w marcu zeszłego roku.
– Usłyszałem od byłej żony, że już więcej nie zobaczę dziecka – opowiada ojciec. – A ja będę walczył o córkę ze wszystkich sił.
Krótko potem matka zawiadomiła londyńską policję, że dziewczynka jest wykorzystywana seksualnie przez ojca. Ale policja nie znalazła dowodów i zamknęła dochodzenie. Andreas nie ma wątpliwości, że była żona wymyśliła oskarżenie, by mieć pretekst do pozbawienia go opieki nad dzieckiem.
Przed londyńskim sądem matka obiecała, że bez zgody ojca nie wywiezie dziecka z Anglii. W czerwcu ub. roku zapowiedziała w szkole dziecka, że na kilka tygodni chce zabrać córkę do Polski. Do Anglii wróciła bez dziecka. Londyński sąd uznał, że dziewczynka została wywieziona bezprawnie. Wydał nakaz sprowadzenia jej do Anglii.
Latem zeszłego roku ojciec wystąpił do Sądu Rejonowego w Puławach o wydanie dziecka pod jurysdykcję angielską. Sąd ustalił, że dziecko zostało bezprawnie wywiezione z Anglii. Nie zgodził się jednak na jego wydanie. Uzasadnił, że niekorzystnie odbiłoby się to na psychice dziewczynki. Postanowienie to uchylił Sąd Okręgowy i sprawa znowu wróciła do sądu w Puławach.
Konwencja Haska nakazuje, by podobne postępowania przeprowadzać w ciągu sześciu tygodni. Ale przed lubelskimi sądami postępowanie trwa już ponad rok. Na dodatek orzeczenie, które zapadnie w przyszłym tygodniu, będzie nieprawomocne.
– Postępowanie trwa długo, bo niektóre dokumenty musiały być ściągane z Anglii w drodze pomocy prawnej – tłumaczy Barbara du Chateau, rzecznik Sądu Okręgowego w Lublinie.
Andreas ma żal do lubelskiego wymiaru sprawiedliwości.
– Gdy ktoś jest obcokrajowcem, to traktuje się go jako niegodnego uwagi. Nikt nie bierze pod uwagę uczucia pięcioletniego dziecka, które chce widzieć ojca – mówi. •
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO