środa, 23 sierpnia 2017 r.

Lublin

Czekając na zmartwychwstanie

Dodano: 9 kwietnia 2004, 21:36

Taka zbieżność terminów Wielkanocy w obu Kościołach zdarza się średnio raz na dziesięć lat. Wczoraj wierni obu wyznań uczestniczyli w uroczystościach Męki Pańskiej, dziś święcą pokarmy, a jutro skoro świt ruszą na nabożeństwa wielkanocne.

- Tradycja katolicka i prawosławna są sobie najbliższe w całym chrześcijaństwie - mówi ojciec Tomasz Dostatni, prezes Dominikańskiej Fundacji "Ponad Granicami”. - W pierwszych wiekach chrześcijaństwa, pomimo różnic, był to jeden Kościół. Dopiero po roku 1054 Kościoły te zaczęły się rozchodzić. Teraz, po wiekach, starają się przybliżyć do siebie.
Dziś razem święcimy pokarmy. Zawartość koszyczka i dawniej, i teraz bardziej zależy od statusu społecznego i rodzinnych tradycji niż od wyznania. Jeszcze przed wojną "koszyczek” był pojęciem umownym. Np. na Roztoczu używano siewnicy - pojemnika na ziarno do siewu. W innych regionach potrawy zbierano do lnianej płachty.
- Musiał być baranek, kiełbasa, chleb, drożdżowa babka, jajka, pisanki - wylicza Małgorzata Michalska-Nakonieczna z Działu Edukacji Muzeum Wsi Lubelskiej. - Obrzędy religijne mieszały się jednak z magicznymi. Stąd sól, bo chroniła od zepsucia, i chrzan, który dezynfekował, i wędzone żeberka, które po ogryzieniu trzeba było zakopać w ziemi, aby odpędzały krety.
W tradycji prawosławnej nie ma w sobotę zwyczaju święcenia wody i ognia. Do koszyczka wkłada się niewielkie ilości pokarmów, w tym jajka i babkę z sera. Po powrocie z niedzielnej uroczystości o świcie siada się do krótkiego posiłku - "rozgowienija”. W Cerkwi nie ma też tradycji lanego poniedziałku. Za to przez 40 dni po święcie Paschy wierni witają się słowami "Christos Woskresie!”.
Nie wszyscy spędzą te święta z rodzinami. Osadzeni w lubelskim areszcie śledczym na wielkanocne śniadanie dostaną barszcz biały, kiełbaskę z chrzanem i jajko. A na obiad zupę węgierską, pieczeń myśliwską w sosie pomidorowym i kapustę zasmażaną. Ale posiłki będą musieli jeść samotnie w celach. - Świąt nie spędzą przy wspólnym stole ze względów bezpieczeństwa - tłumaczy Stanisław Franczak, dyrektor Aresztu Śledczego w Lublinie.
Do wspólnego jajeczka zasiądą za to bezdomni ze schroniska św. Brata Alberta. W wielkanocną niedzielę najubożsi przełamią się jajkiem na lubelskim Placu po Farze. Dwieście porcji białego barszczu przygotowało dla nich stowarzyszenie ludzi bezdomnych Emaus. Każdy dostanie też kawę, a palący także... papierosa.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!