niedziela, 20 sierpnia 2017 r.

Lublin

Daj życie po śmierci

Dodano: 2 września 2002, 20:32

Dorota Sobczak i Bożena Rykalska leżą w jednej sali w Klinice Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej SPSK nr 4 w Lublinie. Są związane w sposób szczególny: mają po jednej nerce od tego samego, zmarłego dawcy.

Sobczak mieszka w Skarżysku-Kamiennej. Ma 37 lat. Na niewydolność nerek choruje od 12 lat. Trzy lata czekała na przeszczep, dializując się. - Trzy razy w tygodniu - mówi. - Cztery tygodnie temu dostałam telefon, że jest dawca.
Na przeszczep przyjechała do Lublina. Podobnie jak 53-letnia B. Rykalska z Łodzi, która zachorowała na nerki w wieku 25 lat. - Od 3 lat jestem dializowana - opowiada pacjentka. - Telefon od lekarza dostałam o godzinie 14, a o północy już się zaczęła operacja.
Pacjentki wiedzą tylko tyle, że dawcą był mężczyzna. Są szczęśliwe. - Dziękujemy rodzinie dawcy, że się zgodziła na pobranie nerek - mówią. - To takie trudne. Abyśmy mogły żyć, ten człowiek musiał umrzeć.
Chociaż transplantacja narządów jest akceptowaną metodą ratowania życia, aż 60 proc. polskich pacjentów z niewydolnością nerek umiera. Lista potrzebujących tych organów - i czas oczekiwania - wydłuża się. Około 40 proc. chorych dializowanych czeka na dawcę ponad 5 lat. W kraju wykonuje się rocznie średnio 800 przeszczepów na 1800 oczekujących.
Tymczasem codziennie w wypadkach samochodowych giną ludzie, których narządy mogłyby uratować innym życie.
- Wśród lekarzy nie ma zrozumienia problemu. Nie zgłaszają potencjalnych dawców - tłumaczy dr hab. Sławomir Rudzki, kierownik lubelskiej kliniki transplantologii, jedynego w regionie ośrodka wykonującego przeszczepy nerek. - W ubiegłym roku wykonaliśmy 12 przeszczepów oraz 6 operacji, podczas których pobraliśmy od zmarłych serce, wątrobę po to, by ośrodki w innych miastach mogły je przeszczepić chorym.
Przyczyną małej liczby przeszczepów są też opory rodzin osób zmarłych. Niektóre rodziny nie zgadzają się. - Ich decyzja jest brana pod uwagę, aby nie powodować złej atmosfery wokół transplantologii - dodaje dr Rudzki.
Zgodnie z prawem to nie rodzina zmarłego decyduje o przeszczepie, ale potencjalny dawca jeszcze za swojego życia. Ustawa o pobieraniu i przeszczepianiu narządów przyjmuje konstrukcję zgody domniemanej potencjalnego dawcy, polegającą na braku wyrażonego za życia sprzeciwu. Takie sprzeciwy przyjmuje Centralny Rejestr Sprzeciwów w Warszawie. Już 22 tys. osób z całej Polski zgłosiło swój sprzeciw, w tym 901 z województwa lubelskiego.

Tomasz Samborski ma 33 lata. Od 6 lat czeka na przeszczep nerki. - U nas jest bardzo niska świadomość społeczna - mówi. - Mało kto myśli o tym, że można uratować komuś życie. Rodziny tragicznie zmarłych protestują, lekarze nie chcą mieć kłopotów i mimo ustawy rezygnują z pobrania organów. Niektórzy
w ogóle się nie doczekają przeszczepu. Ja ciągle mam nadzieję (mad.)

Podejmij decyzję

Sprzeciw zgłasza się na specjalnym formularzu dostępnym w szpitalach. Moc prawną ma również noszone przy sobie, podpisane oświadczenie sprzeciwu lub oświadczenie ustne złożone wobec dwóch świadków w czasie pobytu
w szpitalu. Natomiast osoba, która chce, by po jej śmierci pobrano od niej narządy, może nosić przy sobie podpisane oświadczenie woli.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!