niedziela, 4 grudnia 2016 r.

Lublin

Daj życie po śmierci

Dodano: 2 września 2002, 20:32

Dorota Sobczak i Bożena Rykalska leżą w jednej sali w Klinice Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej SPSK nr 4 w Lublinie. Są związane w sposób szczególny: mają po jednej nerce od tego samego, zmarłego dawcy.

Sobczak mieszka w Skarżysku-Kamiennej. Ma 37 lat. Na niewydolność nerek choruje od 12 lat. Trzy lata czekała na przeszczep, dializując się. - Trzy razy w tygodniu - mówi. - Cztery tygodnie temu dostałam telefon, że jest dawca.
Na przeszczep przyjechała do Lublina. Podobnie jak 53-letnia B. Rykalska z Łodzi, która zachorowała na nerki w wieku 25 lat. - Od 3 lat jestem dializowana - opowiada pacjentka. - Telefon od lekarza dostałam o godzinie 14, a o północy już się zaczęła operacja.
Pacjentki wiedzą tylko tyle, że dawcą był mężczyzna. Są szczęśliwe. - Dziękujemy rodzinie dawcy, że się zgodziła na pobranie nerek - mówią. - To takie trudne. Abyśmy mogły żyć, ten człowiek musiał umrzeć.
Chociaż transplantacja narządów jest akceptowaną metodą ratowania życia, aż 60 proc. polskich pacjentów z niewydolnością nerek umiera. Lista potrzebujących tych organów - i czas oczekiwania - wydłuża się. Około 40 proc. chorych dializowanych czeka na dawcę ponad 5 lat. W kraju wykonuje się rocznie średnio 800 przeszczepów na 1800 oczekujących.
Tymczasem codziennie w wypadkach samochodowych giną ludzie, których narządy mogłyby uratować innym życie.
- Wśród lekarzy nie ma zrozumienia problemu. Nie zgłaszają potencjalnych dawców - tłumaczy dr hab. Sławomir Rudzki, kierownik lubelskiej kliniki transplantologii, jedynego w regionie ośrodka wykonującego przeszczepy nerek. - W ubiegłym roku wykonaliśmy 12 przeszczepów oraz 6 operacji, podczas których pobraliśmy od zmarłych serce, wątrobę po to, by ośrodki w innych miastach mogły je przeszczepić chorym.
Przyczyną małej liczby przeszczepów są też opory rodzin osób zmarłych. Niektóre rodziny nie zgadzają się. - Ich decyzja jest brana pod uwagę, aby nie powodować złej atmosfery wokół transplantologii - dodaje dr Rudzki.
Zgodnie z prawem to nie rodzina zmarłego decyduje o przeszczepie, ale potencjalny dawca jeszcze za swojego życia. Ustawa o pobieraniu i przeszczepianiu narządów przyjmuje konstrukcję zgody domniemanej potencjalnego dawcy, polegającą na braku wyrażonego za życia sprzeciwu. Takie sprzeciwy przyjmuje Centralny Rejestr Sprzeciwów w Warszawie. Już 22 tys. osób z całej Polski zgłosiło swój sprzeciw, w tym 901 z województwa lubelskiego.

Tomasz Samborski ma 33 lata. Od 6 lat czeka na przeszczep nerki. - U nas jest bardzo niska świadomość społeczna - mówi. - Mało kto myśli o tym, że można uratować komuś życie. Rodziny tragicznie zmarłych protestują, lekarze nie chcą mieć kłopotów i mimo ustawy rezygnują z pobrania organów. Niektórzy
w ogóle się nie doczekają przeszczepu. Ja ciągle mam nadzieję (mad.)

Podejmij decyzję

Sprzeciw zgłasza się na specjalnym formularzu dostępnym w szpitalach. Moc prawną ma również noszone przy sobie, podpisane oświadczenie sprzeciwu lub oświadczenie ustne złożone wobec dwóch świadków w czasie pobytu
w szpitalu. Natomiast osoba, która chce, by po jej śmierci pobrano od niej narządy, może nosić przy sobie podpisane oświadczenie woli.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO