niedziela, 11 grudnia 2016 r.

Lublin

Drodzy opiekunowie

Dodano: 17 września 2001, 22:49
Autor: (er),

Lekarz i siostra z ośrodka pomocy stanęli przed sądem oskarżeni
o wyłudzenie mieszkania wartego 100 tys. zł od zniedołężniałej staruszki

Taka była jej wola - twierdzili
na wczorajszej rozprawie przed Sądem Rejonowym w Lublinie lekarz oraz siostra z ośrodka opiekuńczego oskarżeni
o wyłudzenie 50-metrowego mieszkania w centrum Lublina
od zniedołężniałej umysłowo staruszki, którą się opiekowali. Oboje nie przyznali się do winy.
- Jak przychodziłam do ciotki, to oskarżeni uchylali drzwi i mówili, że ona nie chce się ze mną widzieć - opowiadała przed sądem krewna staruszki i jej prawna opiekunka. - Do środka mogłam wejść tylko z policją i psychiatrą.
85-letnia kobieta była właścicielką 50-metrowego mieszkania w centrum Lublina. W połowie lat 90. sporządziła testament, w którym spadkobierczynią uczyniła wnuczkę swojej siostry. W marcu ub. roku w obecności notariusza połowę mieszkania darowała znajomemu lekarzowi i pracownicy ośrodka opiekuńczego, która się nią zajmowała. Pozostałą połowę mieszkania sprzedała im za 50 tys. zł. Na początku kwietnia trafiła do domu starców. W październiku ub. roku przy notariuszu podpisała pokwitowanie, że dostała od lekarza i opiekunki 50 tys. zł. Co się stało z pieniędzmi - nie wiadomo.
- Nie mam się do czego przyznać - odpowiedział 30-letni lekarz po usłyszeniu prokuratorskiego zarzutu. Nie chciał odpowiadać na pytania. W prokuraturze twierdził, że staruszka zapisała na niego i opiekunkę mieszkanie, bo nie chciała, żeby trafiło do jej krewnych, którzy zachowywali się nagannie i nie opiekowali się nią.

Źle o krewnych staruszki mówiła też oskarżona opiekunka. - Nie widziałam ich na oczy, dopóki nie zaczęło chodzić o mieszkanie - mówiła przed sądem. Kobieta utrzymywała, że staruszka postąpiła tak ze swoim mieszkaniem, bo chciała się zrewanżować za opiekę.
- Taka była jej wola - twierdziła oskarżona.
Na wczorajszej rozprawie przesłuchana została tylko krewna staruszki. Mówiła, że lekarz zaczął się pojawiać w mieszkaniu kobiety w 1999 roku. - Przyprowadził go ksiądz, który kontaktował się z ciotką w sprawach religijnych - opowiadała. - Lekarz mówił wtedy, że opiekuje się ciotką z potrzeby serca.
Zeznająca kobieta twierdziła, że najpierw ona zajmowała się staruszką. Robiła jej zakupy. Dopiero potem namówiła na skorzystanie z pomocy ośrodka opiekuńczego, który zaczął przysyłać opiekunkę - obecną oskarżoną. Początkowo opiekunka dobrze wywiązywała się z obowiązków, potem było gorzej. - Powiedziała, że za to co wykonuje musi mieć godziwą zapłatę, a nie to co dostaje - opowiadała kobieta.
Następna rozprawa w październiku.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO