poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Lublin

Dzieci jak sardynki. W szkolnych świetlicach jest za ciasno

Dodano: 21 stycznia 2016, 20:01

W co drugiej szkolnej świetlicy dzieciom jest za ciasno. Dyrektorzy podstawówek robią co mogą. A sanepid stwierdza: To problem przejściowy, w przyszłym roku będzie luźniej

Jeśli możemy to nie posyłamy córki do świetlicy, bo to dla niej czas stracony – przyznaje ojciec pierwszoklasistki jednej z lubelskich szkół. – Nawet nie ma krzesełek dla wszystkich dzieci. Kiedy chcą odrobić lekcje lub coś narysować muszą to robić to na dywanie.

Problem doskonale zna lubelski sanepid. – Kontrolujemy wszystkie szkolne świetlice – przyznaje Irmina Nikiel, szefowa Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Lublinie. – Szczególną uwagę zwracamy na zagęszczenie. Jeśli jest ono zbyt duże to oprócz niedogodności nadmiernego ścisku dzieci mogą łatwiej zarażać się od siebie chorobami przenoszonymi drogą kropelkową.

W ubiegłym roku sanepid skontrolował 26 z 33 świetlic w lubelskich szkołach. – Nadmierne zagęszczenie stwierdzono w 13 świetlicach – mówi Nikiel. Przyznaje jednak, że nie ma normatywów powierzchniowych, mówiących o tym ile metrów powierzchni powinno przypadać na jednego ucznia.

– Sale mają zwykle ok. 50 mkw. Z naszych obserwacji wynika, że powinno w nich przebywać około 25 uczniów oraz nadzorujący ich jeden nauczyciel – tłumaczy Barbara Czaplińska, kierownik działu higieny dzieci i młodzieży lubelskiego sanepidu.

Najciaśniej jest w godz. 11-13, kiedy do świetlicy schodzą uczniowie, którzy skończyli już lekcje, a w pomieszczeniu są jeszcze maluchy rozpoczynające zajęcia po południu.

– To niedobra sytuacja, bo dzieci powinny mieć zapewnione warunki do zabawy i nauki. Dlatego powiadamiamy o problemie organ prowadzący i prosimy o wprowadzenie zmian – tłumaczy Nikiel. – Dyrekcja ma wiele możliwości. Może na przykład zaadoptować na dodatkową świetlicę inną salę lekcyjną.

– Po kontroli zdecydowaliśmy o rozdzieleniu świetlicy na dwa pomieszczenia. Wykorzystaliśmy salę po szkolnej zerówce, która została zlikwidowana rok wcześniej. Dzieci z klas pierwszych zostały w starej świetlicy, a uczniowie klas II i III przeszli do nowych sal – usłyszeliśmy w jednej z szkół.

– Część dzieci zabieramy do pracowni komputerowej gdy nie odbywają się tam lekcje. Innym organizujemy czas w bibliotece albo w sali gimnastycznej. Kiedy pogoda na to pozwala świetlica wychodzi też na spacery czy na boisko – tłumaczy dyrektor innej placówki.

– Nie ma potrzeby dobudowywania kolejnych pomieszczeń, bo nadmierne zagęszczenie świetlic to problem przejściowy – uważa Irmina Nikiel. – W ubiegłym roku do szkół poszło wyjątkowo dużo dzieci ze względu na wprowadzenie obowiązku szkolnego dla 6-latków. Teraz, kiedy 6-latki zostaną w zerówkach sytuacja sama wróci do normy.

Czytaj więcej o: sanepid świetlice
Gość
Gość
Gość
(9) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (27 stycznia 2016 o 15:07) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A skąd ma pani wiedzę ze do otwarcia 1 klasy jest potrzebna ta magiczna 7 ( 7 osób), u nas w szkole powiedzieli że 11 dzieci, gmina tak mówi.
Rozwiń
Gość
Gość (27 stycznia 2016 o 13:23) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Do Gość z 20:44, Doskonale panią rozumiem, chociaż ja zaczęłam walczyć o to żeby przedszkolaki z zerówki mojego syna poszły do I klasy, ale ponieważ dyrektor postraszył wszystkich wizją dowożenia dzieci do innej szkoły to stulili uszy i chcą zostawić mimo wszystko dzieci w zerówce drugi raz! Nawet jeśli kilkoro z nich nadaje się do szkoły i jest wystarczająco dojrzała. I w ten sposób Dyrektor zablokował również rodziców dzieci odraczanych z aktualnej klasy I!! A wystarczy 7 osób i gmina nie może nikomu kazać dojeżdżać!!! Żałuję że rodzice idą za owczym pędem zamiast za rozumem!!!
Rozwiń
Gość
Gość (26 stycznia 2016 o 20:44) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ja odroczyłam dziecko była radość i świętowanie, a teraz masakra , prosimy ,błagamy mamy dzieci 6-letnich aby poszły do 1 klasy bo okazało się że dla naszych ODROCZONYCH dzieci nie ma miejsca w tutejszej szkole bo jest ich mało.Jestem zawiedziona że nikt nie pisze o tych odroczonych dzieciach które muszą iść a raczej jechać pare kilometrów do szkoły, a tu miały praktycznie szkołę za płotem.
Rozwiń
Gość
Gość (22 stycznia 2016 o 10:04) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Do Mucha38. Skąd to oburzenie? Miałaś prawo wyboru szkoły, więc trzeba było pójść sprawdzić warunki i zapisać dziecko do innej placówki, jeśli ta ci nie odpowiadała. Jednak zapewne się nie chciało, tylko wysłało dziecko, do tej która była pod nosem. A potem szuka się pretensji, bo wszystko źle. Szkoła zapewnia opiekę w zakresie takim, jakie ma możliwości lokalowe. Wychowanie i opieka nad dzieckiem należy do RODZICA! Szkoła ma wspierać, a nie wyręczać. Jeżeli praca zawodowa rodziców i dziadków nie pozwala na opiekę nad dzieckiem, a warunki w szkole szanownemu państwu nie odpowiadają, zawsze można wynająć opiekunkę, która dziecko odbierze ze szkoły i się nim zajmie pod nieobecność rodziców. Tylko... hmmm... tak ciężko wydać kasę, łatwiej w internecie oczernić szkołę.
Rozwiń
Gość
Gość (22 stycznia 2016 o 06:52) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
zielona wyspa tuska i petruska
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (9)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!