czwartek, 24 sierpnia 2017 r.

Lublin

Ekobomba nad rzeką

Dodano: 20 czerwca 2006, 21:01
Autor: Dominik Smaga

Zwały śmieci odkryliśmy na terenie miejskiego składowiska ziemi w Lublinie, na którym nic oprócz ziemi i gruzu leżeć nie może. Szkodliwe substancje bez trudu mogą dostać się do wód gruntowych i płynącej tuż obok Bystrzycy.

Ul. Turystyczna, miejskie składowisko ziemi, zaledwie 20 metrów od rzeki Bystrzycy. Właśnie tu trafiają wywożone z placów budów ziemia i gruz. Terenem na zlecenie władz miasta zarządza spółka Kom-Eko, której podstawowa działalność to wywóz śmieci. Firma ta ma na bieżąco wyrównywać nawiezione zwały i pilnować, co wjeżdża na składowisko. Nie może przyjąć tu nic poza ziemią i gruzem.
Wtorek, godzina 13. Na plac wtacza się wielka wywrotka. Wysypuje ładunek śmieci. Kwadrans później podjeżdża kolejna wywrotka na zamojskiej rejestracji. I pojawia się następna sterta śmieci. Plac wokół pokrywa warstwa odpadów rozgarniętych już przez spychacz. - Chyba widzieli, co rozgarniają. W tej sytuacji zarządca składowiska nie wykręci się, że nie wiedział o śmieciach - mówi nasz informator, który zaalarmował redakcję. Pracownicy Kom-Eko byli przy tym, jak wywrotki wysypywały śmiecie. Nie reagowali.

- Jeśli teren nie jest przystosowany do składowania odpadów, to istnieje niebezpieczeństwo skażenia nie tylko gleby, ale także wód podziemnych oraz płynącej obok rzeki - ocenia Małgorzata Szalast-Piwińska z Ministerstwa Środowiska. Chodzi o szkodliwe substancje wypłukiwane ze śmieci przez deszcz. - W pierwszej kolejności powinny się tym zająć władze miasta i Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska.
Z reklamówką śmieci zebranych ze składowiska idziemy do Ratusza. - To nie ma prawa tam leżeć - mówi Ryszard Pasikowski, zastępca prezydenta Lublina. - Powinien pan złożyć zawiadomienie w tej sprawie. To sprawa dla Straży Miejskiej, a nie policji. Bo policja raczej nie chce się tym zajmować.

Ale policja mówi co innego. - Zaraz tam pojedziemy - zapewnia Agnieszka Pawlak, rzecznik Komendy Miejskiej Policji. Kontrolę obiecuje też prezydent Pasikowski. Ale zamiast natychmiast wysłać tam miejskich speców od ochrony środowiska... dzwoni do prezesa Kom-Eko. A ten sam kontaktuje się z naszą redakcją. - Dostałem telefon od prezydenta Pasikowskiego. Jaki ma pan problem? - pyta Wojciech Lutek, szef spółki. I zaczyna tłumaczyć, że w ziemi znalazły się jakieś konary. Gdy mówimy, że mamy zdjęcia, worek śmieci, a sprawą zajmuje się policja, zmienia ton. - Wsiadam w samochód i już tam jadę. Jak najszybciej usuniemy stamtąd śmiecie.
Jak znaczne jest zanieczyszczenie gleby? Czy doszło do skażenia wód? - Zajmiemy się tym jutro rano - obiecuje Mariola Król, pełniąca dyżur w Wojewódzkim Inspektoracie Ochrony Środowiska.
• Jutro? Przecież administrator składowiska może zacierać ślady.
- Ale teraz nawet nie ma kierownictwa, by wydać odpowiednie dyspozycje. To jest tylko telefon dyżurny. •
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!