poniedziałek, 23 października 2017 r.

Lublin

Ekstremalna Droga Krzyżowa. "To doskonała podróż, w głąb siebie"

  Edytuj ten wpis
Dodano: 15 marca 2015, 12:30

Pierwsi uczestnicy lubelskiej Ekstremalnej Drogi Krzyżowej dotarli w sobotę do sanktuarium w Wąwolnicy jeszcze przed wschodem słońca. Nie wszyscy jednak dali radę przejść całym szlakiem liczącym 44 km. Zabrakło sił. Przeszkodą był też padający deszcz.

Sobota, godzina 5.30. Koło XIII stacji przy kapliczce Matki Bożej w Kęble spotykamy trzech mężczyzn. Do ostatniej stacji - kaplicy Matki Bożej w Sanktuarium w Wąwolnicy mają jeszcze 2 km.

- Końcówka szlaku jest najtrudniejsza. Brakuje sił - przyznają. - Trasa jest bardzo dobrze poprowadzona. Dobrze oznakowana - chwalą.

Za mężczyznami do sanktuarium w Wąwolnicy zmierzają też kolejni uczestnicy pierwszej Ekstremalnej Drogi Krzyżowej, która w piątek w nocy wyszła z Lublina. Trasa, którą mieli do pokonania wiodła bocznymi drogami, głównie gruntowymi, przez lasy, między polami, zagajnikami. Osoby biorące udział w EDK wyruszyli w dwóch grupach: "katedralnej” i "dominikańskiej”. Po mszy szli przez Czuby, Konopnicę, Marynin, Radawiec, Spornik, Palikije, Wojciechów, Stary Gaj i Kębło. Zainteresowanie było ogromne. Na szlak wyruszyło ponad tysiąc osób. Niektórzy w grupach, inni pojedynczo zmierzali do celu.

- Ciężko było, ale warto. Ze względu na przeżycie duchowe - przyznaje Adam Pliszko, którego po godz. 6 spotkaliśmy na szlaku. - Jezus Chrystus dźwigał krzyż, a my go powinniśmy naśladować - wskazuje.

Czym dla uczestników jest udział w EDK? - Wkraczamy tutaj już na grunt moich osobistych przeżyć i relacji z absolutem - zaznacza Agata Witkowska, której także udało się dojść do sanktuarium w Wąwolnicy. - To jest doskonała podróż, w głąb samej siebie. Zarówno w poprzednim roku, kiedy wzięłam udział w tomaszowskiej Ekstremalnej Drodze Krzyżowej, jak też teraz podoba mi się to, że idzie się w nocy. Jest zmęczenie, są też różne niedogodności, które trzeba pokonać. Człowiek nad wieloma rzeczami może wtedy pomyśleć.

Droga z Lublina do Wąwolnicy nie była łatwa, ale i być nie miała. Dodatkowo w marszu przeszkadzał padając deszcz. Nie wszystkim udało się pokonać własne słabości, wygrać ze zmęczeniem i bólem.
- Od IX stacji już nie idę. Do Wąwolnicy dojechałam samochodem - przyznaje Agnieszka Gozdek z Jastkowa, która pierwszy raz wzięła udział w EDK. - Strasznie rozbolały mnie nogi. Na IX stacji stały już panie i czekały na pomoc. Czekałyśmy wszystkie razem.

Więcej relacji uczestników lubelskiej EDK w piątkowym Magazynie.

  Edytuj ten wpis
maja
Aga
Wladimir
(13) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

maja
maja (7 kwietnia 2015 o 19:36) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Pytasz dlaczego księża nie biorą udziału w EDK. Odpowiedz jest jedna - trzeba mieć ogromną wiarę w Boga, Stwórcę Jedynego aby wziąć udział w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej. Poza tym popatrz na wygląd księży. Spasieni do granic możliwości z dobrobytu jaki im niesie zawód księdza katolickiego. 

Idą księża bo szli jak ja szłam w tym roku

Rozwiń
Aga
Aga (7 kwietnia 2015 o 19:35) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Z katolickim pozdrowieniem - Bóg zapłać.

Idą księża ,W tej co szłam to szedł

Rozwiń
Wladimir
Wladimir (16 marca 2015 o 08:46) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Olo póki co to sami anty rozdzierają szaty jak im z tym źle, że ktoś ma głębsze potrzeby od tego aby się nażreć nachalć itp.

Póki co mamy wolność sumienia i wyznania, jest to podstawowe prawo człowieka. Nikgo się nie zmusza aby se modłi, więc o co ciągle ten lament...?

Rozwiń
olo
olo (16 marca 2015 o 07:25) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Idziecie po tym błocie, a jak przyjdziecie, to dobrego słowa nie powiecie do bliźniego. Zakłamańcy, katoliccy hobbyści.

Rozwiń
Gość
Gość (15 marca 2015 o 20:31) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Ale pielgrzymują...czyż to nie jest wyzwanie...?!

Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (13)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!