wtorek, 12 grudnia 2017 r.

Lublin

Fachowcy pilnie poszukiwani!

  Edytuj ten wpis

Aby zamówić siodło, trzeba jechać do innego województwa, gdyż jedyny siodlarz na Lubelszczyźnie właśnie zmarł. Być może już za kilka lat nie będzie u kogo naprawić butów czy zamówić beczki. Już teraz ze świeczką szukać trzeba wykwalifikowanych murarzy czy tynkarzy.

Sławomir Kukacki, właściciel firmy budowlanej szuka pracowników już od ponad dwóch miesięcy. Potrzebuje tynkarzy i specjalistów do ocieplania budynków. Za dzień pracy płaci nawet 140 zł. Chętnych jednak nie ma. Oferty rozesłał już do 12 urzędów pracy w Polsce. Bez odzewu. –Wolą brać zasiłek, siedzieć w domu i pić piwo albo wyjechać na harówkę do Niemiec. U nas już nikt nie chce pracować – mówi.
W powiatowym, jak i miejskim urzędzie pracy w Lublinie, propozycji dla budowlańców jest w bród. – Właśnie się dowiedzieliśmy, że pracodawca potrzebuje zbrojarzy, murarzy i cieślów. Zatrudni też kierowników budowy i kierowców. W sumie 150 osób – mówi Małgorzata Goławska, kierownik działu rynku pracy w Miejskim Urzędzie Pracy.
Na Lubelszczyźnie brakuje nie tylko murarzy, tynkarzy, glazurników, zbrojarzy. W urzędach pracy raz po raz pojawiają się pracodawcy szukający sprzedawców, kierowców, szwaczek, kucharzy. Jednak, aby dostać pracę trzeba mieć potwierdzenie na wykonywanie swojego zawodu. – Potrzebny jest dyplom, świadectwo ukończenia szkoły – tłumaczy Goławska. – Przecież pracodawca nie może zatrudnić kogoś, kto się kompletnie nie zna na fachu.
A tych co chcą się znać na rzemieślniczym fachu jest coraz mniej. – Od dwóch lat nie prowadzimy naboru do klasy o specjalizacji: monter instalacji budowlanych i technik urządzeń sanitarnych. Nikt nie chce się w nich uczyć – mówi Grażyna Kubuj-Bełz, dyrektorka Zespołu Szkół Budowlanych w Lublinie.
Nikt nie interesował się też zawodem murarza, tynkarza i glazurnika. – Wszyscy mają ambicję, by pójść do liceum, na studia. Ale przecież nie każdy może być lekarzem, czy prawnikiem. Wszystkie zawody są nam potrzebne – mówi Kubuj-Bełz.
Jednak nie wszystkie występują na Lubelszczyźnie. Lada moment
w naszym regionie zabraknie szewców, kaletników, zdunów czy bednarzy. Świadczą o tym telefony do Lubelskiej Izby Rzemieślniczej. – Dzwonią do nas pracodawcy szukający różnych rzemieślników. Ostatnio szukano kołodziejów robiących drewniane koła. Potrzebni są do wykonania ogromnej ilości bryczek – mówi Jerzy Miszczak, prezes LIR. – Ale u nas ich ze świeczką szukać.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!