niedziela, 28 maja 2017 r.

Lublin

Finał koncertu "Wschodnie dźwięki" na zamku przy nielicznej publiczności

Dodano: 4 maja 2009, 00:34

Jazzowe granie, zwłaszcza dwóch ostatnich grup w ramach imprezy "Wschodnie dźwięki - Muzyczne smaki Europy”, okazało się ponad siły lubelskich słuchaczy. Z ok. 500 osób, które były na początku, została do końca mniej więcej jedna dziesiąta.

Pomysł na koncert był niemal idealny. Zrobić na zamku, na którym 1 lipca 1569 roku zaprzysiężono związek Korony Królestwa Polskiego z Wielkim Księstwem Litewskim, jedną z imprez inaugurujących obchody 440. rocznicy zawarcia Unii Lubelskiej.

Przy czym zaprosić artystów z Ukrainy, Litwy, Białorusi i Polski, a zatem z krajów dziedziczących unijną tradycję. A scenę ustawić na dopiero co wyremontowanym, pięknym zamkowym dziedzińcu, który jest na tę porę roku znakomitym miejscem na koncerty.

Impreza zaczęła się ok. godz. 19. Najpierw dyrektor Muzeum Lubelskiego Zygmunt Nasalski i prezydent Lublina Adam Wasilewski wytłumaczyli ideę niedzielnego wydarzenia. Powiedzieli o roli zamku w powstaniu Rzeczpospolitej Obojga Narodów.

Wasilewski ze znawstwem wprowadził też publiczność w jazzowe klimaty, jakie dla niej przygotowano. Tym razem był w o wiele lepszej formie niż dwa dni wcześniej na placu Litewskim przed operą "Straszny dwór”.

Był drobny kiks. Zanim muzycy białoruskiego tria Port Mone zaczęli grać, musieli uporać się z nieprzygotowaną do koncertu aparaturą. Kto trzymał kciuki za powodzenie ich walki, w nagrodę dostał hipnotyzujące dźwięki z pogranicza jazzu i folku, grane na akordeonie, bębnie i gitarze basowej.

Jako drudzy wystąpili Litwini Kriste & West Coast Project. Wykonali przyjemną dla ucha wokalno-instrumentalną fuzję soulu, funku i jazzu doprawioną delikatnie narodowym folklorem.

Polskę reprezentowało trio P.K.P., którego nazwa została utworzona od pierwszych liter imion muzyków - łodzianina Piotra Gwadery, lublinianina Karola Gadzało i wrocławianina Piotra Łyszkiewicza.

Perkusista, kontrabasista i saksofonista odpłynęli w swój freejazzowy kosmos. Kiedy kończyli, publiczność liczyła już nie więcej niż 50 osób. Ostatni zespół (ukraiński z niemiecką domieszką) nie utrzymał do końca swojego występu nawet tej liczby słuchaczy.

Ciekawa, ale trudna - mocno rozimprowizowana, awangardowa - muzyka, okazała się ponad siły lubelskich słuchaczy.

Chyba więc trochę przesadzono z ambitną stylistyką programując ten poczwórny koncert. Można było na koniec zaplanować jakąś komunikatywniejszą i popularniejszą grupę od Yatoku. Wtedy finał byłby równie okazały frekwencyjnie jak początek.

Najważniejsze jednak, że udało się wreszcie zrobić niezły koncert na dziedzińcu zamkowym, na którym przed laty odbywały się podobne imprezy, a potem zostały zarzucone. To doskonałe miejsce.


Czytaj więcej o:
Gość
Gość
margott
(10) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (4 maja 2009 o 22:34) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
a moze jakies "Kino pod gwiadami" na dziedzińcu zamkowym:) myślę, że to bardzo dobre miesjce na takiego typu przedsięwzięcia
Rozwiń
Gość
Gość (4 maja 2009 o 22:30) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
straszny dwór -
-toi toi przy samej widowni? fakt, porażka organizatora
-brak telebimu? moze czas, pomyślec nad zakupem, niech się ktos weżmie do roboty!

wschodnie dzwięki -
-przede wszystkim reklama, porażka, ludzie jak z łapanki.jako artysta nie czułbym się zbyt komfortowo i raczej nic pozytywnego po koncercie do kraju bym nie zawiózł

imprezy studencki- dziwi mnie dobór zaproszonych gości, jak nie powtórka z kilku poprzednich lat albo doda, to jakis zespół o którym nie wiele osób słyszało
Rozwiń
margott
margott (4 maja 2009 o 22:21) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Witam, nie jestem wielbicielką jazzu, ale zainteresowała mnie próba Kriste & West coast, tylko dla nich przyszłam na koncert. Uciekałam oczywiscie wcześniej(głównie z powodu temperatury:), ale winy za niską frekwencję na koncercie i brak umiejętnosci utrzymania publicznosci nie można raczej zrzucać na "niski poziom lubelskiej publiczności".
Po pierwsze, gdyby reklama tej imprezy dodarła do prawdziwych wielbicieli jazzu, a nie do dziadków po 50 (którzy przyszli bo przyszli i wcale się nie dziwię, że sobie poszli bo i tak podziwiam, że tyle wysiedzieli, jak na swój wiek i upodobania muzyczne) to wypełnienie dziedzińca słuchaczami byłoby bardziej satysfakcjonujące.

Mam wrażenie, ze brakuje w Lublinie animatorów i organizatorów kultury takich z prawdziwego zdarzenia, którzy potrząsneliby tą calkiem sporą grupą studentów i innych osób, glodnych kultury, potrafiliby skutecznie promować wydarzenia i dokonywać trafnych wyborów w kwestii zaproszonych artystów.

Cieszę się, ze lublin kandyduje do europejskiej stolicy kultury 2016, nie wygra(bo pewnie mieszkańcy lubelszczyzny nie będą wiedzieli ze trzeba glosować, ale wiele się zmieni-już sie zmieniło.
Ja te zmiany dostrzegam i jestem dumna z tych jeszcze małych kroczków rozwoju kulturalnego.
Liczę, na więcej:) nie uważam, aby pieniądze podatników wydane na kulturę były pieniędzmi wyrzuconymi w błoto.

ps.mam tylko jedna sugestię następnym razem toi-toiki bardzo prosze ustawić nieco dalej od publicznosci, tak aby komfort widowni nie mógł zostać zaklucony odorem toitoi, przeciez plac litewski jest calkiem duży:)
Rozwiń
jola
jola (4 maja 2009 o 16:19) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Kolejna świetna inwestycja kulturalna, oczywiście z naszych podatków. Chciałoby się powiedzieć jakie miasto tacy artyści, ale wolę jacy animatorzy kultury taki spektakl i realizacja przedsięwzięcia. Znowu powtarza się schemat z realizacji "Strasznego Dworu" sporo ludzi chętnych do obejrzenia widowiska, ciekawy całkiem pomysł i zaraz po tym problematyczny dobór artystów nie potrafiących zatrzymać publiczności (tylko niech nikt nie narzeka na niewyrobiony gust artystyczny lubelskiej widowni) oraz wspomniane w artykule problemy firmy nagłąśniającej z planowym czasem rozpoczęcia koncertu (na "Strasznym Dworze za niska scena, ewentualnie brak telebimu, trochę cicho i coś jakby telefonem podlatywało, do tego ktoś źle zaplanował godzinę rozpoczęcia spektaklu przed zachodem słońca a próba ratowania sytuacji okazała się fatalna w skutkach).

Ciekawe czy do tego schematu dołączy koncert inauguracyjny imprez studenckich na placu zamkowym bo jak widzę jako gwiazdę zagraniczną grupę Futureheads o której nikt z moich znajomych nie słyszał a poruszają się w naprawdę wielu stylach muzycznych to pachnie mi kolejnym topieniem wspólnych pieniędzy z naszych podatków w przedsięwzięcie, które było świetnym pomysłem z corocznie coraz gorszym wykonaniem. Mam nadzieję, że nagłośnienie i oświetlenie się nie zmieni bo co roku było super.
Rozwiń
Marchewka
Marchewka (4 maja 2009 o 10:44) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Pomysł rewelacyjny,miejsce świetne tylko faktycznie zabrakło reklamy i uważnego doboru zespołów...
Jak dla mnie PORT MONE fajnie zaczęli, ale za długo grali przez co do ostatniego zespołu nie dotrwałam.
Kriste & West coast - rewelacja, świetny kontakt z publicznością,
PKP - zbyt "ortodoksyjni" i ciężcy jak dla przeciętnego słuchacza - od razu było to widać po starszej części widowni... Zresztą ja też sobie odpuściłam ich występ...trzeba się wczuć a że temperatura zrobiła swoje to wolałam się w domu ogrzać niż patrzeć jak kontrabas służy za pudło do wystukiwania bliżej nieokreślonych dźwięków...
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (10)

Pozostałe informacje

Alarm 24

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń:

Alarm24 telefon 691 770 010
Kliknij i dodaj swojego newsa!