środa, 23 sierpnia 2017 r.

Lublin

Harcerze ocaleni

Dodano: 17 lutego 2004, 22:46

Wybrali za trudną trasę, nie mieli ubrań do wędrówki po górach. Pięciu harcerzy z Lublina nie dało rady wrócić z Beskidów do schroniska. Życie zawdzięczają ratownikom. Sprawę bada policja.

Stefan Kopka z Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, który kierował akcją ratowniczą, nie ma wątpliwości, że winni są organizatorzy obozu. To oni przecenili siły harcerzy.
- Wybierając trasę trzeba uwzględnić pogodę i fizyczne możliwości grupy - mówi. - Droga, którą poszli harcerze z Lublina, była zbyt długa. Gdyby akcja ratownicza trwała dłużej, doszłoby do tragedii.
Ponaddwudziestoosobowa grupa nastolatków ze Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej wyjechała z Lublina w niedzielę. Nad gimnazjalistami czuwało czterech opiekunów. Zakwaterowali się w Szkole Podstawowej w Wisłoku Wielkim. W poniedziałek rano wyruszyli na szlak, pasmem Bukowiny. Wchodzili pod górę. Piątka harcerzy odłączyła się od grupy. Znikła kolegom z oczu. Kilka godzin później grupa bez problemów wróciła do szkoły. Około 19. zagubieni harcerze zadzwonili z telefonu komórkowego na policję. Wzywali pomocy.
Na poszukiwania wyruszyli goprowcy, straż graniczna i policja - kilkadziesiąt osób.
- Nie mogliśmy nawiązać kontaktu z harcerzami, bo zeszli poza zasięg telefonów - mówi Kopka. - Około godziny 23. straż graniczna na skuterze wpadła na ich ślad. Pół kilometra od tego miejsca znalazła wyczerpanych i zmarzniętych harcerzy.

Jeden z chłopców nie mógł iść o własnych siłach. Ratownicy sprowadzili go z gór, a karetka pogotowia zabrała do szpitala w Sanoku. Miał wychłodzony organizm. Dzisiaj powinien wyjść ze szpitala. Jego kolega ma odmrożony palec.
Według Kopki opiekunowie dzieci popełnili błąd, pozwalając na to, żeby harcerze podzielili się na dwie grupy.
- Zostałem z tyłu z czterema chłopcami, którzy nie nadążali - tłumaczy Marek Karczmarz, opiekun. - To dlatego grupa się rozdzieliła. Potem postanowiliśmy wracać krótszą drogą niż pozostali.
Karczmarz tłumaczy, że wezwał pomoc, bo jeden z chłopców już nie mógł iść. Próbowali rozpalić ognisko, ale zapałki namokły.
- Harcerze byli dobrze wyposażeni - uważa ich opiekun, Tomasz Mędrek. - Wszyscy mieli górskie buty za kostki. Nie wypuściłbym ich w adidasach w śnieg po kolana.
Innego zdania są ratownicy.
- Harcerze zbyt wiele godzin musieli wytrzymać w ubraniach, które nie nadają się do górskich wędrówek - twierdzi Kopka.
Opiekunowie nie zamierzają odsyłać grupy do Lublina. Zimowisko ma potrwać do piątku - jeśli pozwoli na to kuratorium oświaty.
- Nikt nie zarejestrował u nas tego zimowiska - mówi Krystyna Błotnicka z kuratorium w Rzeszowie. - Wysłaliśmy tam wizytatora. Albo nakażemy obóz zalegalizować, albo zlikwidować.
Konrad Konefał, komendant lubelskiej chorągwi ZHR uważa, że wyjazd był legalny. - Do pięciu dni to jest biwak i nie potrzeba go zgłaszać - mówi.
Sprawą zajęła się policja. - Zastanawiamy się nad wszczęciem postępowania w sprawie odpowiedzialności opiekunów harcerzy - mówi Katarzyna Wójtowicz z Powiatowej Komendy Policji w Sanoku.

Bezpieczny wypoczynek

Wizytatorzy Kuratorium Oświaty w Lublinie nadzorują wypoczynek uczniów w woj. lubelskim - tel. 0-81 532 33 11; www.kuratorium.lublin.pl Informację o wiarygodności organizatora wypoczynku można znaleźć w Centralnym Rejestrze Zezwoleń Organizatorów Turystyki i Pośredników Turystycznych Ministerstwa Gospodarki - tel. 0-22 693 46 47; www.turystyka.crz.mg.gov.pl oraz w Regionalnej Izbie Turystyki - tel. 0-81 532 16 88; www.rig.lublin.pl/rit.htm Nadzór nad bezpieczeństwem obiektów wypoczynkowych i transportem dzieci prowadzi Wydział Prewencji Komendy Wojewódzkiej Policji - tel. 0-81 535 51 00; www.kwp.lublin.pl Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe - tel. 0-18 201 41 52; 0-601 100 300 (telefon ratunkowy w górach) lub 985; www.gopr.pl Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe - tel. 018 200 14 86; www.topr.pl
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!