wtorek, 27 czerwca 2017 r.

Lublin

Ja chcę na radnego!

Dodano: 29 września 2002, 21:33

Duże pieniądze biznesmena? Bagaż życiowych doświadczeń bezrobotnego? A może spojrzenie na rzeczywistość okiem dziennikarza? Nasi reporterzy usiłowali zapisać się na listy wyborcze kandydatów na radnych

Najpierw próbujemy sił jako kandydaci do Rady Miejskiej w Lubartowie.
– Nie wystawiamy kandydatów w tych wyborach – ucina rozmowę Janusz Bodziacki, pełnomocnik Komitetu Wyborczego Wyborców „Rodzina i Sprawiedliwość”.
Nie zrażeni niepowodzeniem postanawiamy zostać radnymi w Łukowie. Kontaktujemy się ze sztabem wyborczym PSL.


Doświadczenie albo egzamin
– Trzeba mieć doświadczenie w działalności samorządowej na szczeblu gminnym – informuje uprzejmie jeden z urzędników. – Jeżeli brakuje doświadczenia, trzeba przejść egzamin.
– Ile trzeba zapłacić, aby zostać kandydatem? Bo ja jestem bezrobotny.
– Nic. Jest składka 20 zł. Ale nieobowiązkowa. Kandydaci płacą pieniądze w zależności od zamożności. Kandydat nie może też być sponsorowany przez prywatną firmę.
Bogatsi o tę wiedzę dzwonimy do Bychawy. Tomek od razu zaznacza, że jest bezrobotny i nie stać go na składkę.


To nic nie kosztuje
– Na razie to nic nie kosztuje – uspokaja pełnomocniczka komitetu „Porozumienie i współpraca”, Grażyna Chromczak. Po chwili milczenia dodaje: Niech pan przyjdzie na spotkanie o godz. 15, to porozmawiamy.
Podszywanie się pod bezrobotnego trochę Tomka znudziło, więc postanawia tym razem podać się za przedsiębiorcę z politycznym zacięciem i dużą kasą. Wybór pada na komitet o obiecującej nazwie: „Przedsiębiorczość – Aktywność – Praca” z Poniatowej.
– Już zamknęliśmy listę – informuje pełnomocnik Andrzej Kurowski. – Ale jeśli pan zadzwoni do pana (tu nazwisko i numer telefonu komórkowego) to może jeszcze coś da się zrobić.
– Jakie wymagania stawiacie kandydatom?
– Obywatelstwo polskie i stały adres zamieszkania w regionie.
– A jakie trzeba mieć poparcie?
– Wszyscy muszą mieć 200 podpisów poparcia. Ale w tej chwili może być nawet bez podpisów.


Jak biznesmen to z kasą
Zelektryzowany tą wiadomością Tomek pyta jeszcze o koszty.
– Składka wynosi minimum 200 zł. Na koszty kampanii. Przecież nikt nie będzie tego robił za darmo. Składka może być wyższa, jeśli koszty kampanii ją przekroczą.
Postanawiamy spróbować swoich sił w wyborach na radnego gminy. Tym razem podajemy się za mieszkańców Żyrzyna. Okazuje się, że mamy jeszcze szansę.
– Trzeba mieć minimum 25 podpisów poparcia. Składka wynosi 50 złotych, ale pieniądze muszą być przelane z konta na konto, nie przyjmujemy gotówki – informuje Andrzej Bujek, pełnomocnik KWW Wspólnota Samorządowa „Gmina 2002”.
– Dlaczego?
– Były problemy w poprzednich wyborach. Na koncie komitetu pojawiały się pieniądze nie wiadomo skąd, mówiło się o tym dużo w mediach.
– A to, że jesteśmy bezrobotni nie przeszkadza?
– To nie jest problem.
Tomek próbuje jeszcze szczęścia w Opolu Lubelskim w komitecie „Mała Ojczyzna”. Jednak po usłyszeniu jego nazwiska pełnomocnik, Stanisław Woźniak stwierdza, że lista jest już zamknięta i odkłada słuchawkę. Czyżby Tomek był aż tak znany?
Postanawiamy ujawnić, że jesteśmy dziennikarzami. Wybór pada na Jeziorzany. Ale lista jest już zamknięta.
– Nasz komitet jest bardzo mały – informuje Jarosław Blicharz z komitetu „Wspólna sprawa”. Dlatego połączyliśmy się z Lubartowskim Porozumieniem Samorządowym. Nie interesuje nas dorobek partyjny, stan majątkowy czy sytuacja zawodowa. Chcemy po prostu ludzi przedsiębiorczych, którzy chcą zadbać o nasz byt.
– A gdybym sfinansował kampanię wyborczą w waszym regionie, czy dostałbym wyższe miejsce na liście? – kusi Tomek.
– Na listę wchodzi ten, kto ma największe poparcie.


Dziennikarz? Bierzemy
Dzwonimy do posła Józefa Żywca, lidera wojewódzkiego Samooborony. Agnieszka przedstawia się imieniem, nazwiskiem i firmą, w której pracuję. Poseł bardzo się cieszy, że chciała kandydować z listy ich ugrupowania. – Może rada miejska? – proponuje poseł. – Nie mogę – odpowiada Agnieszka. – Nie jestem zameldowana w Lublinie.
Poseł zastanawia się chwilę. Po czym, gdy dowiaduje się gdzie mieszka Agnieszka, proponuje: Radziłbym kandydowanie do sejmiku lub powiatu lubelskiego, bo na wójta gminy jest już kandydat.
– A gdzie są większe szanse?
– Lepiej do powiatu. Tam możemy dać pani wysoką pozycję. Do sejmiku zwiększa szanse wysoka pozycja na liście, a te są już zajęte. Proszę zadzwonić za 10 minut. to powiem, które miejsce wchodziłoby w grę.
Po drugim telefonie dowiadujemy się się, że dla dziennikarza nawet do sejmiku znalazłoby się piąte miejsce na liście.


Bezrobotny też na liście
Teraz kolej na Tomka. Telefonicznie udaje mu się skontaktować z posłem Żywcem. Okazuje się, że jest jeszcze miejsce na liście kandydatów do Rady Miejskiej Lublina. To że jest bezrobotnym studentem wcale go nie dyskwalifikuje.
– Co tak późno, gdzie pan był do tej pory? Niech pan przyjdzie, to porozmawiamy.
Na miejscu okazuje się, że Tomek ma szansę znaleźć się na 8–9 miejscu listy z okręgu bronowickiego.
– Proszę wypełnić deklarację o zgodzie na kandydowanie – wyjaśniają w komitecie wyborczym Samoobrony. Nie trzeba mieć żadnych pieniędzy (tylko trzy pierwsze miejsca na liście są płatne), ani żadnego poparcia.
W komitecie wyborczym SLD – jako dziennikarze – też nie mielibyśmy problemów z zapisaniem się na listę. – Jeśli pani kandydatura zostałaby pozytywnie zaopiniowana przez Zarząd Wojewódzki SLD, mogłaby pani kandydować – usłyszała Agnieszka.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!