piątek, 9 grudnia 2016 r.

Lublin

Duże pieniądze biznesmena? Bagaż życiowych doświadczeń bezrobotnego? A może spojrzenie na rzeczywistość okiem dziennikarza? Nasi reporterzy usiłowali zapisać się na listy wyborcze kandydatów na radnych

Najpierw próbujemy sił jako kandydaci do Rady Miejskiej w Lubartowie.
– Nie wystawiamy kandydatów w tych wyborach – ucina rozmowę Janusz Bodziacki, pełnomocnik Komitetu Wyborczego Wyborców „Rodzina i Sprawiedliwość”.
Nie zrażeni niepowodzeniem postanawiamy zostać radnymi w Łukowie. Kontaktujemy się ze sztabem wyborczym PSL.


Doświadczenie albo egzamin
– Trzeba mieć doświadczenie w działalności samorządowej na szczeblu gminnym – informuje uprzejmie jeden z urzędników. – Jeżeli brakuje doświadczenia, trzeba przejść egzamin.
– Ile trzeba zapłacić, aby zostać kandydatem? Bo ja jestem bezrobotny.
– Nic. Jest składka 20 zł. Ale nieobowiązkowa. Kandydaci płacą pieniądze w zależności od zamożności. Kandydat nie może też być sponsorowany przez prywatną firmę.
Bogatsi o tę wiedzę dzwonimy do Bychawy. Tomek od razu zaznacza, że jest bezrobotny i nie stać go na składkę.


To nic nie kosztuje
– Na razie to nic nie kosztuje – uspokaja pełnomocniczka komitetu „Porozumienie i współpraca”, Grażyna Chromczak. Po chwili milczenia dodaje: Niech pan przyjdzie na spotkanie o godz. 15, to porozmawiamy.
Podszywanie się pod bezrobotnego trochę Tomka znudziło, więc postanawia tym razem podać się za przedsiębiorcę z politycznym zacięciem i dużą kasą. Wybór pada na komitet o obiecującej nazwie: „Przedsiębiorczość – Aktywność – Praca” z Poniatowej.
– Już zamknęliśmy listę – informuje pełnomocnik Andrzej Kurowski. – Ale jeśli pan zadzwoni do pana (tu nazwisko i numer telefonu komórkowego) to może jeszcze coś da się zrobić.
– Jakie wymagania stawiacie kandydatom?
– Obywatelstwo polskie i stały adres zamieszkania w regionie.
– A jakie trzeba mieć poparcie?
– Wszyscy muszą mieć 200 podpisów poparcia. Ale w tej chwili może być nawet bez podpisów.


Jak biznesmen to z kasą
Zelektryzowany tą wiadomością Tomek pyta jeszcze o koszty.
– Składka wynosi minimum 200 zł. Na koszty kampanii. Przecież nikt nie będzie tego robił za darmo. Składka może być wyższa, jeśli koszty kampanii ją przekroczą.
Postanawiamy spróbować swoich sił w wyborach na radnego gminy. Tym razem podajemy się za mieszkańców Żyrzyna. Okazuje się, że mamy jeszcze szansę.
– Trzeba mieć minimum 25 podpisów poparcia. Składka wynosi 50 złotych, ale pieniądze muszą być przelane z konta na konto, nie przyjmujemy gotówki – informuje Andrzej Bujek, pełnomocnik KWW Wspólnota Samorządowa „Gmina 2002”.
– Dlaczego?
– Były problemy w poprzednich wyborach. Na koncie komitetu pojawiały się pieniądze nie wiadomo skąd, mówiło się o tym dużo w mediach.
– A to, że jesteśmy bezrobotni nie przeszkadza?
– To nie jest problem.
Tomek próbuje jeszcze szczęścia w Opolu Lubelskim w komitecie „Mała Ojczyzna”. Jednak po usłyszeniu jego nazwiska pełnomocnik, Stanisław Woźniak stwierdza, że lista jest już zamknięta i odkłada słuchawkę. Czyżby Tomek był aż tak znany?
Postanawiamy ujawnić, że jesteśmy dziennikarzami. Wybór pada na Jeziorzany. Ale lista jest już zamknięta.
– Nasz komitet jest bardzo mały – informuje Jarosław Blicharz z komitetu „Wspólna sprawa”. Dlatego połączyliśmy się z Lubartowskim Porozumieniem Samorządowym. Nie interesuje nas dorobek partyjny, stan majątkowy czy sytuacja zawodowa. Chcemy po prostu ludzi przedsiębiorczych, którzy chcą zadbać o nasz byt.
– A gdybym sfinansował kampanię wyborczą w waszym regionie, czy dostałbym wyższe miejsce na liście? – kusi Tomek.
– Na listę wchodzi ten, kto ma największe poparcie.


Dziennikarz? Bierzemy
Dzwonimy do posła Józefa Żywca, lidera wojewódzkiego Samooborony. Agnieszka przedstawia się imieniem, nazwiskiem i firmą, w której pracuję. Poseł bardzo się cieszy, że chciała kandydować z listy ich ugrupowania. – Może rada miejska? – proponuje poseł. – Nie mogę – odpowiada Agnieszka. – Nie jestem zameldowana w Lublinie.
Poseł zastanawia się chwilę. Po czym, gdy dowiaduje się gdzie mieszka Agnieszka, proponuje: Radziłbym kandydowanie do sejmiku lub powiatu lubelskiego, bo na wójta gminy jest już kandydat.
– A gdzie są większe szanse?
– Lepiej do powiatu. Tam możemy dać pani wysoką pozycję. Do sejmiku zwiększa szanse wysoka pozycja na liście, a te są już zajęte. Proszę zadzwonić za 10 minut. to powiem, które miejsce wchodziłoby w grę.
Po drugim telefonie dowiadujemy się się, że dla dziennikarza nawet do sejmiku znalazłoby się piąte miejsce na liście.


Bezrobotny też na liście
Teraz kolej na Tomka. Telefonicznie udaje mu się skontaktować z posłem Żywcem. Okazuje się, że jest jeszcze miejsce na liście kandydatów do Rady Miejskiej Lublina. To że jest bezrobotnym studentem wcale go nie dyskwalifikuje.
– Co tak późno, gdzie pan był do tej pory? Niech pan przyjdzie, to porozmawiamy.
Na miejscu okazuje się, że Tomek ma szansę znaleźć się na 8–9 miejscu listy z okręgu bronowickiego.
– Proszę wypełnić deklarację o zgodzie na kandydowanie – wyjaśniają w komitecie wyborczym Samoobrony. Nie trzeba mieć żadnych pieniędzy (tylko trzy pierwsze miejsca na liście są płatne), ani żadnego poparcia.
W komitecie wyborczym SLD – jako dziennikarze – też nie mielibyśmy problemów z zapisaniem się na listę. – Jeśli pani kandydatura zostałaby pozytywnie zaopiniowana przez Zarząd Wojewódzki SLD, mogłaby pani kandydować – usłyszała Agnieszka.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO