poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Lublin

Jak z prochów powstaje diament

Dodano: 8 września 2006, 14:47

Niektórym nie wystarcza już sama pamięć o zmarłym, są tacy co potrzebują namacalnej pamiątki po nim. A jeśli do tego będzie piękna i drogocenna, jeszcze lepiej. Nic dziwnego, że coraz większą popularność zyskuje przetwarzanie zmarłych w diamenty. W Polsce pierwszy krok zrobił zakład pogrzebowy Klepsydra w Łodzi.

– Właśnie podpisujemy pierwszą w naszym kraju umowę na „diament pamięci”. Wykona go amerykańska firma „Life Gem”. – mówi Julita Dawidowicz z Klepsydry.
Mecenas Jerzy Kiełbowicz, prezes Regionalnego Stowarzyszenia Zwolenników Kremacji w Lublinie, uważa, że nie ma w się czym gorszyć. – Polskie prawo dopuszcza podział prochów, więc jeśli w testamencie zostanie zawarte takie życzenie, nie widzę przeszkód.
Jednak nawet wśród osób zajmujących się pochówkiem, zdania są podzielone. – Kremacja jest coraz popularniejsza. Jeśli dostaniemy zlecenie na „diament pamięci”, skontaktujemy się z amerykańską firmą i spełnimy wolę rodziny – mówi Dariusz Radko, kierownik Biura Obsługi Klienta z firmy Styks.
– Według mnie byłby to rodzaj profanacji – ripostuje Marta Woźna, współwłaścicielka Animusa, najstarszego zakładu pogrzebowego w Lublinie.
Jak powstaje diament? Po spaleniu zwłok w krematorium oddziela się jedną dwunastą część prochów. Reszta trafia do urny i zostaje pochowana. Prochy wraz z kopią dowodu tożsamości i oryginałem aktu zgonu zostają wysłane do Ameryki. Specjalistyczna firma wydziela z nich węgiel i przekształca go w grafit. W specjalnej prasie i bardzo wysokiej temperaturze z grafitu robi się diament. Można zamówić sobie kolor: żółty, zielony lub różowy.
– Diament zostaje przesłany do Antwerpii, gdzie po oszlifowaniu zostaje oprawiony wedle życzenia rodziny zmarłego. Na przykład w pierścionek lub wisiorek. Dodatkowo można sobie zamówić inskrypcję wyrytą zimnym laserem. Diament pamięci dostaje także certyfikat – dodaje Dawidowicz.
W zależności od rodzaju szlifu, wagi i rodzaju oprawy unikatowy klejnot będzie kosztował od czterech do dwudziestu tysięcy euro. Czeka się na niego do sześciu miesięcy.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!