sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Lublin

Jak związać sądowi ręce

Dodano: 6 marca 2005, 20:10

Każdy dzień zawieszenia sprawy lubelskiej odlewni żeliwa „Ursus”,
to możliwość wywożenia na złom elementów głównej hali.
Prawo i sąd są bezsilne wobec działań właściciela lubelskiej odlewni Piotra Baduchowskiego, który już blisko rok skutecznie torpeduje rozprawę upadłościową. Tymczasem dawna fabryka zamienia się w stertę gruzu.

Pierwszy wniosek o upadłość odlewni żeliwa „Ursus” wpłynął do lubelskiego Sądu Gospodarczego 17 marca ubiegłego roku. Złożył go poprzedni likwidator fabryki, mec. Tomasz Drozd. Drozd w momencie składania wniosku tracił kontrolę nad odlewnią, a przejmował ją lubelski przedsiębiorca Piotr Baduchowski, który za zadłużony na wiele milionów zakład zapłacił w sumie 300 tys. zł. I od razu zaczął rozbierać główną halę fabryki na złom nie regulując zobowiązań wobec wierzycieli (pisaliśmy o tym przed tygodniem).
Gdyby sąd ogłosił upadłość odlewni, zarząd nad spółką przejąłby syndyk i odsunął Baduchowskiego od decyzji w sprawie firmy. Jednak sprawa upadłościowa od roku praktycznie nie posunęła się do przodu.
Najpierw sprawa wałkowała się z powodów proceduralnych – do wniosku o upadłość dołączali się kolejni wierzyciele i sąd musiał uporządkować wszystkie dokumenty. Pierwszą rozprawę wyznaczył na 26 kwietnia 2004 roku i wszystko wskazywało, że dojdzie do szybkiego finału. Jednak już 20 maja właściciel odlewni złożył pierwszy z serii swoich wniosków o zmianę sędziego zajmującego się sprawą. – Sędzia Artur Żuk podejmuje decyzje niezgodnie z prawem. Jest stronniczy – napisał Baduchowski.
Sędzia Artur Żuk zaprzeczył. Wątpliwości co do bezstronności Żuka nie mieli też sędziowie, którzy zajmowali się wnioskiem Baduchowskiego. Sędzia został w sprawie. Ale skutek działań Baduchowskiego był taki, że termin rozprawy wyznaczony na 3 czerwca trzeba było odwołać. Właściciel odlewni zaatakował identycznie w listopadzie ubiegłego roku. Stwierdził, że sędzia Żuk jest przewodniczącym innego wydziału w sądzie, i że jest zbyt zajęty, żeby zajmować się upadłością odlewni. Przepisy są nieubłagane – rozpoczętą już rozprawę trzeba było przerwać i zająć się wnioskiem Baduchowskiego o wyłączenie sędziego. Czas płynął.
Oprócz wniosków o odwołanie sędziego, właściciel odlewni składał też do sądu dziesiątki innych i od każdej niekorzystnej dla siebie decyzji się odwoływał. To także komplikowało prowadzenie sprawy lubelskim sędziom. W tej chwili „na biegu” jest odwołanie Baduchowskiego od decyzji zakazującej mu wywożenia złomu z odlewni.
Właściciel odlewni odpiera zarzuty, że specjalnie torpeduje sprawę o upadłość: – Uważam, że sędzia Artur Żuk jest stronniczy i nie powinien się zajmować moją sprawą – mówi Piotr Baduchowski.
Najbliższa rozprawa upadłościowa odbędzie się pojutrze. Niewykluczone, że właściciel odlewni znów będzie składał wnioski, które zwiążą sądowi ręce.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!