środa, 23 sierpnia 2017 r.

Lublin

Jestem lekarzem i chcę adwokata! Proces okulisty, który wjechał w auto policjantów

Dodano: 18 grudnia 2014, 19:45

Siedziałem z nim przez chwilę w jednej karetce. Pytał, co mi się stało. Mówił, żebym się nie bał, bo on jest lekarzem i mi pomoże - tak wydarzenia z marca tego roku wspomina Janusz K. - policjant, który ucierpiał w wypadku. W czwartek zeznawał w sądzie, w procesie Sebastiana N. To 33-letni okulista, który po pijanemu i pod wpływem leków psychotropowych wjechał swoim bmw w auta czekające na czerwonym świetle.

Do wypadku doszło na skrzyżowaniu al. Solidarności z al. Sikorskiego w Lublinie. Sebastian N. wbił się między kilka samochodów i uderzył w toyotę yaris. Podróżowało nią troje policjantów, wracających po służbie do domu.

Z zeznań świadków wynika, że po wypadku Sebastian N. zachowywał się, jak pijany. Był agresywny i chciał uciekać. Na moment wysiadł z auta, rozejrzał się i ponownie usiadł za kierownicą. - Powiedział, że odjedzie, żeby nie blokować pasa - wyjaśnił w sądzie Aleksander D., świadek wypadku. - Chciał ruszyć, ale z przodu nie miał kół. Chyba nie wiedział, co się stało. Próbowałem wyrwać mu kluczyki. Nie dałem rady, więc wyciągnąłem go z auta.

- Krzyczał, że musi odjechać, jest lekarzem i nie jest pijany - dodał Krzysztof G., kolejny świadek zdarzenia. Po wypadku kierowcy z innych aut próbowali zatrzymać Sebastiana N. Ten się wyrywał. - Krzyczał, że jest lekarzem i chce adwokata - dodał w sądzie jeden ze świadków.

Poszkodowani w wypadku zeznali, że kierowca bmw się zataczał. Kiedy zorientował się, że jego auto jest rozbite, próbował uciec pieszo. - Mówił bełkotliwie, awanturował się z innymi mężczyznami, a później z ratownikami i policjantami, którzy przyjechali na miejsce - zeznała policjantka, która ucierpiała w wypadku.
Sebastian N. nie zdołał uciec.

Policjanci, którzy jechali toyotą szybko go obezwładnili. Kiedy na miejsce dotarł patrol drogówki, mundurowi poprosili doktora do radiowozu. Ten miał wówczas przewrócić się na ulicę. Jak wykazały późniejsze badania, Sebastian N. miał ponad 2 promile alkoholu. Był również pod wpływem bardzo silnych leków psychotropowych. Na szczęście nikt z poszkodowanych w wypadku nie odniósł poważnych obrażeń.

Sebastian N. mógł uniknąć procesu. Podczas pierwszej rozprawy zaproponował, że podda się karze roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Doliczył do tego trzyletni zakaz prowadzenia pojazdów i 1500 zł grzywny. Prokurator chciała jednak przedłużenia zawieszenia kary do trzech lat. Sebastian N. nie mógł się zdecydować. Zaczął negocjować. W tej sytuacji sędzia Agnieszka Straub-Cegiełko postanowiła nie uwzględnić wniosku o dobrowolne poddanie się karze i przeprowadzić proces w normalnym trybie.

Decyzji tej nie zmieniły liczne prośby lekarza. Sebastian N. został również skierowany na obserwację psychiatryczną. Nie stawił się na badanie, więc sąd wyznaczył mu kolejny termin na 7 stycznia. W czwartek Sebastiana N. nie było na sali rozpraw.
Czytaj więcej o: sąd sebastian n.
renia
Optyk
jacek
(4) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

renia
renia (19 grudnia 2014 o 12:19) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Weźcie pod uwagę to, że nie mieszkamy w kraju cywilizowanego prawa.

Żydokomuna w sądach trwa!

Przed wojną żyd siedział,dzisiaj siedzi,żadnych,ale to żadnych zmian......ech.

Rozwiń
Optyk
Optyk (19 grudnia 2014 o 09:29) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Weźcie pod uwagę to, że nie mieszkamy w kraju cywilizowanego prawa.

Żydokomuna w sądach trwa!

Rozwiń
jacek
jacek (18 grudnia 2014 o 21:30) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

osobiście to bym nie chciał aby leczył mnie nacpany lekarz .sąd powinien wyznaczyc mu obowiazkowe terminowe badania na obecność narkotyków a jesli wyniki bylyby pozytywne powinien utracic prawo do wykonywania zawodu

Rozwiń
Detox
Detox (18 grudnia 2014 o 20:09) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

i tak ch** mu zrobią

Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (4)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!