sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Lublin

Jeszcze miał tyle do napisania

Dodano: 24 stycznia 2007, 15:32

Czytał "Akcent”, zwiedzał galerię socerealizmu w Kozłówce, odpoczywał w nałęczowskim uzdrowisku, publikował w Głosie Nałęczowa.

I podarował Anecie Wysockiej z Kazimierzówki tygrysi kamień na szczęście.

Ryszard Kapuściński, pisarz i dziennikarz zmarł wczoraj w warszawskim szpitalu Banacha. Autor znanych na całym świecie książek "Wojna futbolowa”, "Cesarz”, "Szachinszach” , "Imperium”, "Heban” i "Lapidarium” w marcu skończyłby 75 lat.

- Jeden Kapuściński wart jest tysiąca skamlących i fantazjujących gryzipiórków - napisał Salman Rushdie. - Kolejny autorytet odszedł. Kto nam pozostanie? Nie mogę w to uwierzyć. Ryszardzie, spotkamy się tam, po drugiej stronie tęczy, za firewallem! Dlaczego tak wcześnie - to jeden z setek wpisów na forum ze strony internetowej (www.kapuscinski.hg.pl) poświęconej pisarzowi.

Bywał w Lublinie wiele razy. - Był założycielem Wschodniej Fundacji Kultury wspierającej "Akcent”, cenił nasze pismo i regularnie je czytał. Bywał u mnie w domu. Nade wszystko skromny. Mniej mówił, więcej słuchał. A przecież jego pozycję literacką i autorytet można przyrównać do Marqueza, autora "Stu lat samotności” - mówi Bogusław Wróblewski, redaktor naczelny "Akcentu”.

Kiedy z Wróblewskim pojechali zwiedzić Muzeum w Kozłówce, z uwagą oglądał eksponaty w Galerii Socrealizmu. Bywał na spotkaniach autorskich w Lublinie, kurował zdrowie w nałęczowskim sanatorium dla rolników.

- Spodobało mu się u nas, napisał esej dla "Akcentu” - "Ziemia Polska. Nałęczów”. Przedrukowaliśmy go w "Głosie Nałęczowa”. Zajął się tutejszą gwarą, przypadło mu do gustu słowo "przełażka, oznaczające kładkę na rzece - opowiada Halina Bukowska, kierownik Muzeum Bolesława Prusa.

- To za wcześnie. Jeszcze tyle miał do napisania, jeszcze tyle do powiedzenia - powtarzają fani jego tekstów. Aneta Wysocka z Kazimierzówki napisała o języku Kapuścińskiego pracę magisterską. - Zadzwoniłam do niego. Był taki bezpośredni. Wysłałam mu tekst pracy. Przeczytał. To było w 2001 roku. Potem dostałam od niego kilka listów. Zaskoczył mnie w 2003 roku, kiedy podarował mi tygrysi kamień na szczęście - mówi Wysocka.

- Kiedy odkryłam Jego książki, musiałam je mieć zawsze przy sobie. Na zapas. Czytając jedną co chwilę upewniałam się, czy obok leży kolejna. A teraz co? To największa strata, jaka mnie spotkała. Odczuwam to jako osobistą tragedię - to kolejny wpis na stronie pisarza.

- Ostatni raz rozmawialiśmy przed świętami. Ta śmierć mnie zaskoczyła. Choć fizycznie był już bardzo kruchy, to wciąż miał w sobie tyle życiowej siły. Nie sądziłem, że nagle ta kruchość zwycięży - dodaje Wróblewski.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!