piątek, 18 sierpnia 2017 r.

Lublin

Katastrofa helikoptera

Dodano: 17 marca 2006, 21:48

Śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego rozbił się wczoraj w podlubelskim Radawcu. Na pokładzie był tylko pilot. Doznał lekkich obrażeń. Ale skutki wypadku są poważne. Lubelszczyzna została bez powietrznej karetki

Piątek, godzina 18.30, Radawiec. Baza Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Śmigłowiec Mi-2 Plus wzbija się w powietrze. Warunki są trudne, pada drobny, ale bardzo gęsty śnieg. Na wysokości ok. 70 metrów powietrzna karetka wpada w śnieżną chmurę. Pilot traci panowanie nad maszyną i helikopter spada na skraj trawiastego lotniska, ok. 100 metrów od zabudowań, po czym staje w ogniu. Pilot w porę wydostaje się z maszyny. Mężczyzna miał wiele szczęścia. – Stoi na własnych nogach, jest poobijany, ale niczego sobie nie złamał – mówi Grzegorz Prokop z izby przyjęć Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego przy al. Kraśnickiej w Lublinie. – Pilot zostanie na obserwacji.
Feralny lot miał być lotem treningowym. – Chodzi o utrzymanie uprawnień pilota. W tym celu co jakiś czas trzeba wykonywać także loty nocne – wyjaśnia Robert Gałązkowski, rzecznik pogotowia. Za sterami siedział doświadczony pilot. Śmigłowiec został wyprodukowany w 1975 roku. – To jedna z tych maszyn, które chcemy wymieniać – dodaje rzecznik.
Mi-2 ratuje życie osób poszkodowanych w ciężkich wypadkach, gdy liczy się każda minuta. Śmigłowiec z Radawca wykonywał średnio 20–30 takich lotów miesięcznie.
Przynajmniej przez tydzień Lubelszczyzna zostanie bez powietrznej karetki. Rozbity helikopter był jedyną sprawną maszyną w naszym regionie. – Teraz nie mamy czym go zastąpić – przyznaje rzecznik LPR.
Jak prędko uda się znaleźć inną maszynę? Jedyny w Polsce rezerwowy śmigłowiec pracuje teraz w Warszawie. Zastępuje agustę, która przechodzi przegląd techniczny. – Jego zakończenie to kwestia kilku dni.
Rozbity śmigłowiec został wyprodukowany w PZL-Świdnik. – Dopóki nie poznamy ustaleń komisji, która zbada tę sprawę, trudno mówić o przyczynach tragedii – mówi Jan Mazur, rzecznik PZL-Świdnik. – Z dużym prawdopodobieństwem można jednak wykluczyć wadę produkcyjną. Może przyczyną była pogoda? Może wiek maszyny? Chociaż z drugiej strony Mi-2 mogą latać bez problemów nawet 30 lat.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!