sobota, 16 grudnia 2017 r.

Lublin

Kolejne teczki wyciekły z lubelskiego IPN

  Edytuj ten wpis
Dodano: 13 kwietnia 2009, 08:21

16 teczek z dokumentami z lubelskiego IPN ktoś przesłał tuż przed świętami do warszawskiego oddziału "Gazety Wyborczej”. O możliwości kolejnego wycieku poinformował nas kilka dni wcześniej "bliski współpracownik” Instytutu.

Pierwsza taka przesyłka dotarła do redakcji "Dziennika Wschodniego" 30 marca.

Paczka z aktami dotarła do warszawskiej redakcji "Gazety” w przedświąteczny piątek. Było w niej 16 teczek z podaniami o udostępnienie dokumentów i zapytaniami o status pokrzywdzonego działaczy "Solidarności”, ZHR i kombatantów z Lubelszczyzny. Do przesyłki dołączony był napisany odręcznie list: "To znalazłem na śmietniku, wysypisku śmieci tam mam miejsce pracy, żyję z tego.”

Niemal identyczna przesyłka dotarła do naszej redakcji 30 marca. Zgadza się zarówno treść odręcznego listu (dokumenty miały zostać znalezione na śmietniku), jak i dalsza zawartość tj. 18 teczek z wnioskami o udostępnienie dokumentów/zapytanie o status pokrzywdzonego. We wnioskach również odnaleźliśmy znane nazwiska m.in. byłego rektora KUL ks. Andrzeja Szostka, czy znanych działaczy "Solidarności” i dziennikarzy z Lubelszczyzny.

Lubelski IPN potwierdził oryginalność dokumentów i przeprosił wnioskodawców, których akta znalazły się poza IPN. Sprawą wycieku zajęła się prokuratura. Równolegle w lubelskim IPN rozpoczęła się wewnętrzna kontrola. Ale w tydzień po ujawnionej przez nas aferze dyrektor lubelskiego IPN nie potrafił nam jeszcze powiedzieć, czy więcej dokumentów (poza 18 przesłanymi do nas) nie brakuje w lubelskich zasobach.

Potrzebujemy jeszcze tygodnia na weryfikację - powiedział nam w miniony wtorek Jacek Welter, dyrektor oddziału IPN w Lublinie. Nie chciał mówić o tym, kto mógł wynieść wnioski z IPN. Choć przyznał, że dostęp do nich miała ograniczona grupa pracowników. - Swoją wiedzą podzieliłem się w prokuraturze. Nie jesteśmy jednostką zmilitaryzowaną, nie sprawdzamy bagażu i odzieży osób wychodzących z oddziału - tłumaczył Welter.

Tymczasem tego samego osoba podająca się za "bliskiego współpracownika” IPN poinformowała nas, że dokumenty w lubelskim IPN nie były i wciąż nie są bezpieczne. Wskazywała konkretną osobę odpowiedzialną za zaniedbania. Sugerowała też, że z Instytutu wyciekło więcej wniosków i że za kilka dni odnajdą się one poza IPN.

Nie mogę wykluczyć takiej sytuacji - przyznał Welter. I zaznaczył, że to zaplanowana akcja mająca zdyskredytować Instytut.

Co dziś, po kolejnym ujawnionym wycieku, ma do powiedzenia lubelski IPN? - Ubolewamy nad tym, co się stało - mówi Agata Fijuth, asystentka prasowa z lubelskiego IPN. - Do wszystkich wnioskodawców, podobnie jak za pierwszym razem, wystosujemy listy przepraszające.

Najwcześniej w czwartek mamy się dowiedzieć, ile w sumie dokumentów brakuje w zasobach IPN w Lublinie.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
TADO
ajo
Ipen
(3) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

TADO
TADO (13 kwietnia 2009 o 12:33) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Teczki w ogóle nie wyciekły.Prawidłowe miejsce teczek jest na śmietniku.Tylko zbieracze myślą że to coś wartościowego i odsyłaja do redakcji widocznie liczą na nagrode .
Rozwiń
ajo
ajo (13 kwietnia 2009 o 10:53) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Co za przypadek, akurat jak jest nagonka na IPN zwz. z bolkiem, jakiś przypadkowy menel znajduje ipn-owskie dokumenty na śmietniku...
Rozwiń
Ipen
Ipen (13 kwietnia 2009 o 10:39) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
"To znalazłem na śmietniku, wysypisku śmieci tam mam miejsce pracy, żyję z tego.”
Ale wysoki stopień uświadomienia. Osoba ta żyje z grzebania w śmietniku i nie żal jej czasu, zachodu (szukanie adresu), ani kasy na wysyłanie paczki do Warszawy.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (3)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!