wtorek, 24 października 2017 r.

Lublin

Kolejne zatrucie grzybami: Myślał, że je pieczarkę. Teraz walczy o życie

  Edytuj ten wpis
Dodano: 30 sierpnia 2010, 19:33

60-letni mieszkaniec Wojciechowa walczy o życie na lubelskiej toksykologii. – Pacjent zgłosił się do nas dwa dni od pierwszych objawów zatrucia. Rokowania są trudne – informują lekarze.

– Znalazł grzyba w odległości ok. 150 m od domu. Był przekonany, że to pieczarka. W środę podsmażył go na maśle i zjadł – mówi prof. Hanna Lewandowska-Stanek, ordynator oddziału toksykologii w Szpitalu im. Jana Bożego w Lublinie.

– Mąż dopiero w piątek zaniepokoił się, że dolegliwości żołądkowe nie przechodzą – mówi żona pacjenta. Wtedy zdecydował się zgłosić do szpitala.

– Zatrucie jest na etapie zaawansowanym i wciąż postępuje. Niestety, wątroba jest już poważnie uszkodzona. Im później pacjent po zatruciu grzybami zgłasza się do nas, tym trudniej interweniować – podkreśla pani ordynator. I dodaje: Obecnie nie jesteśmy nawet w stanie stwierdzić, czy przyczyną zatrucia był muchomor sromotnikowy. Chory trafił do nas zbyt późno.

Więcej szczęścia miała trzyosobowa rodzina z Wilkowic pod Izbicą. która w ub. tygodniu zatruła się sosem z muchomorów sromotnikowych. – 80-letnia matka i 64-letni syn są jeszcze w szpitalu. Wracają do zdrowia. W ich przypadku trucizna nie zdążyła zaatakować wszystkich organów. Młodszy z synów wrócił już do domu – potwierdza prof. Lewandowska-Stanek.

Pod obserwacją lekarzy jest też mieszkaniec Tomaszowa Lubelskiego, który najprawdopodobniej również zatruł się grzybami. – Zawsze warto upewnić się w stacji sanepidu, czy zebrane grzyby są jadalne – dodaje ordynator.

Grzyboznawcy z lubelskich stacji sanepidu dyżurują od poniedziałku do piątku w godz. 7.30–15. Wielu zbieraczy uważa, że powinni to robić także w weekend. – Wybrałam się na grzyby w sobotę. Jeszcze tego samego dnia pojechałam do sanepidu, by upewnić się, czy są jadalne – mówi Beata Kozłowska z Konopnicy pod Lublinem. – Niestety, pocałowałam klamkę.

Lubelski sanepid zatrudnia czterech grzyboznawców. – Nie pracujemy w weekendy. Jest nas zbyt mało, by prowadzić dyżury w soboty i niedziele – mówi Irmina Nikiel, kierownik działu nadzoru sanitarnego.

Barbara Radomska, kierownik SSE przy ul. Uniwersyteckiej w Lublinie, dodaje: Zainteresowanie dyżurami jest znikome. Ale jeśli ludzie będą dzwonić i domagać się dyżurów weekendowych, wprowadzimy je.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!