sobota, 10 grudnia 2016 r.

Lublin

Komenda pod nadzorem

Dodano: 15 kwietnia 2002, 21:06

Rzecznik praw obywatelskich domaga się szczegółowej kontroli lubelskiej policji. Jest zbulwersowany stosunkami panującymi wśród policjantów. Sugeruje nadzór ministra sprawiedliwości i ministra spraw wewnętrznych i administracji.

Wczoraj raport dotarł do lubelskich związkowców. Liczy 7 stron. Główny nacisk położony jest na przebieg śledztwa, dotyczącego kradzieży pieniędzy z szafy wydziału dochodzeniowo-śledczego KWP. 21 lutego nadkomisarz Grzegorz S. pracownik wydziału popełnił samobójstwo. W opinii kolegów został wrobiony w kradzież, czego dowodzi podrzucony pierścionek.
Jak ustalili pracownicy biura Rzecznika Praw Obywatelskich, 29 grudnia 2001 roku w wydziale obchodzone były huczne imieniny jednego z pracowników. Udział w imprezie brała spora grupa osób. Według funkcjonariuszy nie było dla nikogo tajemnicą, że nadkomisarz Grzegorz S., posiada zdeponowane w swojej szafie pieniądze. Dostanie się do jego szafy nie stanowiło większego problemu. Klucze znajdowały się w otwartym pudle u dyżurnego. Oprócz tego funkcjonariusze posiadali dodatkowe, nie ewidencjonowane egzemplarze kluczy, które nosili przy sobie. - Kierownictwo wydziału uważało taki system zabezpieczenia za prawidłowy - czytamy w raporcie.
Osobnym problemem jest sposób zabezpieczenia pieniędzy. Według rzecznika odbyło się to wbrew przepisom kodeksu postępowania karnego. Prokurator nie wydał postanowienia o przekazaniu depozytu do banku. Funkcjonariusze wydziału twierdzą, że prokuratura nie miała pieniędzy na opłacenie kosztów związanych z przekazaniem depozytu do banku.

Nie wytrzymał presji

Z relacji żony tragicznie zmarłego policjanta wynika, że prowadzący śledztwo w sprawie samobójstwa policjanci i prokuratorzy zachowywali się niewłaściwie: "Od przerażonej sytuacją 16-letniej córki domagali się wskazania miejsca, gdzie tatuś ukrył skradzione pieniądze, zaś starszą (19 lat) wypytywali o to, czy za ukradzione pieniądze został zakupiony samochód (...). Prokurator prowadzący oględziny, kazał córce zmarłego przytrzymywać pasek w miejscu zaczepienia zwłok po to, aby on mógł wykonać pomiary potrzebne do protokółu oględzin. (...)”
Raport zawiera również opis sytuacji, kiedy znaleziono pierścionek. Funkcjonariusz prowadzący śledztwo (...) "wsadził rękę do biurka i wbrew zasadom procesowym trzymając pierścionek w ręku zniszczył istniejące na nim ślady linii papilarnych. Właściwie nie było wiadomo, czy funkcjonariusz wyjął swój pierścionek, czy jakiś inny. (...) Grzegorz S. załamał się faktem znalezienia pierścionka w jego biurku. Zemdlał i został odwieziony do szpitala.
4 marca - jedenaście dni po śmierci policjanta - dwie pracownice KWP, przedstawiając się jako psychologowie odwiedziły żonę zmarłego. "(...) Pani S. potraktowała tę wizytę jako wyraz troski przełożonych zmarłego męża o jej stan psychiczny i chęć niesienia pomocy w trudnej sytuacji życiowej. Jednakże wizytujące nie interesowały się zdrowiem rozmówczyni, (...) zadawały pytania dotyczące kolegów męża, jego kontaktów towarzyskich (...) w tym samym czasie do domu rodziców zmarłego męża udali się inni funkcjonariusze KWP w Lublinie i wypytywali o to samo. (...)”

Rozwiązany wydział

15 marca - decyzją komendanta wojewódzkiego - wydział rozwiązano. Wszczęto postępowanie dyscyplinarne przeciwko naczelnikowi byłego wydziału. - Jednakże nie został on zawieszony w czynnościach służbowych, a przeciwnie, otrzymał propozycję objęcia stanowiska eksperta do spraw analizy kryminalnej KWP w Lublinie - czytamy w raporcie.
Kilku funkcjonariuszy rozwiązanego wydziału zwróciło się do przedstawicieli RPO. Uznali, że fakt kradzieży należy łączyć z kierownictwem wydziału, "bowiem (...) panujący bałagan i beztroska w zabezpieczaniu kluczy od szaf i pomieszczeń był przez nie tolerowany. (...)”.

Wzajemne powiązania

Rozmówcy przedstawiciela RPO stwierdzili w raporcie, że kierownictwo KWP jest wzajemnie powiązane i nie interesują go losy funkcjonariuszy. "(...) Komendant Głowacki nie przyjmuje funkcjonariuszy na rozmowy w celach prywatnych. Po to zaś, aby zamienić z Komendantem kilka słów policjanci oczekują na niego od godz. 6 przed wejściem do budynku Komendy nie mając pewności, czy Komendant zechce z nimi rozmawiać. (...)”.
Rzecznik podkreśla w swoim raporcie, że o metodach kierowania jednostką świadczy także i to, "że komendant swoją osobistą decyzją, nie umocowaną w przepisach prawnych, określił funkcjonariuszom limit prowadzonych telefonicznych rozmów służbowych na kwotę 50 zł miesięcznie. Jeśli zaś rachunek wyniósł więcej, Wydział Finansowy dokonywał potrąceń z pensji policjantów.”

Usatysfakcjonowani związkowcy

– Jesteśmy usatysfakcjonowani stanowiskiem rzecznika praw obywatelskich – mówi Julian Sekuła, przewodniczący ZW NSZZ Policjantów w Lublinie. – Ocena rzecznika dotycząca sytuacji lubelskiej policji jest, niestety, bardzo krytyczna. Zgadza to się z naszą. Mamy nadzieję, że to się zmieni.
Według przewodniczącego, związkowcom nie chodzi o zmianę na stanowisku komendanta wojewódzkiego. – To jest najmniej istotny problem. – podkreśla Sekuła. – Musi się zmienić styl zarządzania. Policjanci nie mogą pracować w atmosferze strachu i niepewności. To może doprowadzić do kolejnych tragedii.
– Nie znam treści raportu – mówi podinsp. Bibianna Bortacka, rzecznik prasowy KWP w Lublinie. – Nie otrzymaliśmy go od rzecznika.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO