wtorek, 17 października 2017 r.

Lublin

Koszmar w pracy na plantacji w Niemczech. Jak uniknąć takich miejsc?

  Edytuj ten wpis
Dodano: 20 listopada 2013, 20:41

Upokorzenia, wulgarne słowa, dwuznaczne propozycje. Tak pracę na plantacji w Niemczech pod okiem rodaków opisuje grupa pracowników z naszego regionu

• Pracujesz lub pracowałeś za granicą i chcesz się podzielić swoją historią z Czytelnikami? Pisz na: redakcja@dziennikwschodni.pl. Gwarantujemy anonimowość

– Ta historia nie jest bajką, ani scenariuszem do filmu – rozpoczyna swoją opowieść pani Anna (imię zmienione) z podlubelskiej miejscowości. – Chciałabym ostrzec wszystkich myślących o łatwym zarobku w Niemczech. Tam można zarobić, ale kosztem wartości moralnych, poniżenia, poniewierania. I to przez Polaków.

Wraz z grupą znajomych wyjechała do pracy w Niemczech, korzystając z oferty poleconego pośrednika.
– Chcieliśmy dorobić do skromnego domowego budżetu – opowiada. – Mieliśmy pracować przy rzodkiewce, cebulce, marchewce i płukaniu warzyw na hali. Już pierwszy dzień zwiastował ciemną stronę firmy. Pan Henio wykrzykiwał: "Je... rasa, wasze pęczki mają być piękne! A jak nie, to spadać mi z pola”.

Dwuznaczne propozycje

Potem było coraz gorzej. Praca za grosze w ciągłej niepewności, czy towar zostanie przyjęty. Brak możliwości zrobienia zakupów częściej niż raz na tydzień. A także dwuznaczne propozycje. – Uśmiechnął się do mnie pan prezes: "Mam samochód, pojedź ze mną dziecinko, nie będziesz się cisnęła z tym bydłem”.

Od tego dnia nachodził mnie w polu, w pokoju, dając mi wprost do zrozumienia, jak załatwia się zaliczanie skrzynek. W końcu padła wyraźna propozycja: albo randka, albo kasa. Bo żeby mieć spokój na polu, można też zapłacić.

Pani Anna nie wini pośrednika. Ma pretensje wyłącznie do polskich przełożonych, przez których była obrażana i poniżana.

– To, co przeżyłam ja, moi koledzy i koleżanki z rąk polskich poganiaczy to był koszmar. Liczymy, że przeczytają to ci panowie, którzy bez skrupułów poniewierają ludźmi jakby byli śmieciami.

Jak uniknąć takich miejsc?

Doradcy Europejskich Służb Zatrudnienia (EURES) podkreślają, że pracy za granicą najlepiej szukać u sprawdzonych pośredników. I zasięgać wcześniej opinii o miejscu i warunkach zatrudnienia. – Ale nawet to nie daje nam stuprocentowej pewności, że na linii człowiek–człowiek nie dojdzie do nadużyć – ostrzega Marta Sadłowska, doradca EURES z Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Lublinie.

Podkreśla przy tym, że dochodzenie swoich praw jest za granicą trudniejsze niż w kraju. – Trzeba znać język, zapłacić za pomoc prawną – dodaje Sadłowska. – Uczulam jednak, by wszystkie przypadki nadużyć czy łamania prawa zgłaszać do polskiego pośrednika. To pomoże w przyszłości wyeliminować podobne przypadki.

Lubelska inspekcja pracy nie zajmuje się skargami dotyczącymi pracy za granicą. Ale też nie zostawia ich samym sobie.

– Przekazujemy je do głównego inspektora pracy, a ten do tzw. instytucji łącznikowych w kraju, którego skarga dotyczy. Może to być np. ministerstwo pracy lub odpowiednik inspekcji pracy. W Niemczech wszelkich roszczeń ze stosunku pracy można dochodzić w postępowaniu sądowym – tłumaczy Danuta Serwinowska z OIP Lublin.


PRZECZYTAJ CAŁY LIST NA TEMAT PRACY W NIEMCZECH, KTÓRY PRZESŁANO DO NASZEJ REDAKCJI<
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
muc
monalisa
Gość
(14) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

muc
muc (22 listopada 2013 o 13:10) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Ja już sama nie wiem.....

Znalazłam tu przed chwilą stronę na której można sprawdzić w jakim miejscu aktualnie znajduje się dana osoba, wystarczy podać jej nr telefonu :D

Sprawdziliście? http://lokaliz.pl
Nie wiem na jakiej zasadzie to działa ale jest zajebiste :D

Ja Ci powiem, podajesz swój nr. telefonu otrzymujesz sms-a który potwierdzasz i następnie codziennie już otrzymujesz reklamowe sms-y, za które musisz płacić. Zajebiście to ty popier***ona jesteś :D jeśli wierzysz, że ludzie będą się nabierać na takie przekręty.

Rozwiń
monalisa
monalisa (22 listopada 2013 o 12:03) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Zgadzam się z Panem Jarkiem. Sama sezonowo wyjezdzam do pracy za granicę. Wszyscy są dla Ciebie mili jak cos chcą. A najgorsze jest to że właśnie dzięki tobie mają tą pracę. Nikt nie oczekuje od nich jakis profitów z tego tytułu tylko zwyklego szacunku i ludzkiego traktowania. Ale juz po dwoch trzech dniach mozna zauwazyc ze ludzie dostaja malpiego rozumu. Malpi rozum co niektorym włącza się pi przekroczeniu granicy. A pozniej zaczyna się wyscig szczurów i kopanie dolkow pod soba. Ale kto pod kim dolki kopie sam w nie wpada
Rozwiń
Gość
Gość (22 listopada 2013 o 10:34) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Ja już sama nie wiem.....

Znalazłam tu przed chwilą stronę na której można sprawdzić w jakim miejscu aktualnie znajduje się dana osoba, wystarczy podać jej nr telefonu :D

Sprawdziliście? http://lokaliz.pl
Nie wiem na jakiej zasadzie to działa ale jest zajebiste :D

Rozwiń
Gość
Gość (21 listopada 2013 o 20:49) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

dlaczego nie zgłosicie to do prokuratury,niech te ćwoki wiejskie odpowiedzą karnie,a parageaf się znajdzie.tak to jest jeżeli pastuch dostanie władze.

a czy  u nas jest sprawiedliwość, chyba raczej nie

Rozwiń
jarek
jarek (21 listopada 2013 o 20:46) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Witam,potwierdzam to co napisala ta kobieta w 100% sytuacje takie niestety nadal sie zdarzaja i to jest najgorsze.Osobiscie tego nie doswiadczylem,lecz mieszkam w Holandii od kilku lat i non stop slysze o takich przypadkach i co najgorsze to polacy polakom takie pieklo robia,Turcy rosjanie i inne narodowosci trzymaja sie razem wzajemnie sobie pomagaja i szanuja sie.Polacy natomiast szczegolnie ci ktorzy sa odrobine dluzej doprowadzaja do tak drastycznych sytuacji sami te sytuacje tworza w 99% bez wiedzy holenderskich czy niemieckich pracodawcow, chcac sie wykazac kosztem innych.W moim odczuciu ludzie ci bedac wczesniej w polsce nic nie osiagneli byli nikim taka typowa  PATOLOGIA,ktora wyjechala do innego kraju poznala 10 -20 slow w jezyku danego kraju i wydaje im sie ,ze sa wielkimi szefami w rzeczywistosci sa zwyklymi  robolami takimi ''JUDASZAMI''.Nawet jezeli w niewielkim procencie robia to za wiedza swoich pracodawcow to i tak w ich oczach sa Debilami z ktorych wszyscy (niemcy,holendrzy)sie smieja i drwia wbrew pozorom nie szanuja ich.Napisalbym jeszcze kilka niecenzuralnych slow  o nich ale szkoda dla takich gNID miejsca.Wedlug mojej oceny najlepszym wyjsciem jest nie jechac bez pieniedzy(euro),samochodu i znajomosci jezyka,bo wtedy jest sie skazanym na takich frajerow,Majac kase, auto i znajac troche jezyk zawsze mozna Takiemu pokazac srodkowy palec odwrocic sie na piecie i poszukac innej pracy gdzie beda cie szanowac i normalnie traktowac.Mozna takiemu tez  przypier.....lic. ale co maja zrobic kobiety?.  I to jest prawdziwy obraz polaka za granica.

Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (14)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!