poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Lublin

"Krasnal” z siekierą

Dodano: 1 czerwca 2005, 22:15

d Długi Jurek, zwany też "Krasnalem”, przerastał pilnujących go policjantów o głowę. Na pytania sędziów odpowiadał tubalnym głosem. Czy to on zabił i poćwiartował jednego z mieszkańców Rudy Opalin? Nie, przecież go nawet nie widział.
Wczoraj przed Sądem Okręgowym w Lublinie ruszył proces Jerzego Ł. - Absolutnie się nie przyznaję - zaczął swoje wyjaśnienia "Krasnal”, 2-metrowy olbrzym. Potem przez dwie godziny opowiadał ze szczegółami o każdej wypitej butelce wódki, libacjach, o Edkach, Ryśkach i Staszkach, z którymi pił.
Józef W., o którego zamordowanie jest oskarżony "Krasnal”, ostatni raz był widziany 11 maja zeszłego roku podczas libacji w domu Jerzego Ł. Tam właśnie przy świadkach miał zarzucić gospodarzowi zabicie Kazimierza M., jednego z mieszkańców Rudy. Zagroził, że powie, gdzie są zakopane zwłoki. Długiego poniosło. Według jednego z uczestników popijawy, "Krasnal” chwycił za siekierę. Uderzył Józefa W. w głowę. Pozostali uczestnicy libacji uciekli.
- O zniknięciu ojca dowiedzieliśmy się dopiero po 10 dniach - mówi jego córka, która przysłuchiwała się rozprawie. - Zadzwonił brat ojca i zapytał, czy go u nas nie ma. Zawiadomiliśmy policję.
W połowie czerwca na brzegu glinianki dzieci znalazły ludzką rękę. Po tatuażu rodzina rozpoznała szczątki Józefa W. Z wody płetwonurkowie wyłowili jego pogruchotaną głowę. Reszty ciała nie udało się znaleźć.
W domku, w którym mieszkał "Krasnal”, natrafiono na rower zabitego. (- Znalazłem przy drodze i zaprowadziłem na podwórko - tłumaczył w sądzie). Na ubraniu Ł. miał też jego krew. Oskarżony i na to miał wytłumaczenie. - Józek przewrócił się po pijanemu i podrapał głowę o drewno. Ubrudził mnie krwią, jak go podnosiłem. A 11 maja w ogóle go nie widziałem.
Gdy wczoraj w Lublinie "Krasnal” składał wyjaśnienia, w Rudzie Opalin życie toczyło się jak każdego dnia. W torfiance, w której znaleziono części ciała, w ostatnie upalne dni kąpały się dzieci, a wędkarze łowią tu ryby. Ludzie niechętnie opowiadają o zbrodni sprzed roku. Stojący na skraju wsi drewniany domek "Krasnala”, w którym miało dojść do zbrodni, jest opuszczony. Długi Jurek zamieszkał w nim pod koniec lat 90., gdy wyszedł z więzienia za zabicie ojca.
- Jurek lubił sobie wypić, to fakt. Ale na pewno nie był awanturnikiem - mówi jeden z jego znajomych.
Jednak inni mieszkańcy zwracają uwagę na serię tajemniczych zdarzeń, do których doszło, gdy do wsi sprowadził się "Krasnal”. W krótkim czasie jeden po drugim w niewyjaśnionych okolicznościach ginęli jego kompani od kieliszka. Do wszystkich przypadków doszło w 2000 roku. Najpierw, w czerwcu, znaleziono Alinę M. Wisiała na przydrożnym drzewie. Potem, w październiku, w pożarze domu spłonęli Henryk Z. i Stanisław S. Ostatni, w grudniu, zaginął Kazimierz M., ten sam, o którego śmierć oskarżył "Krasnala” podczas libacji Józef W.
Czy Długi Jurek ma z tymi przypadkami coś wspólnego? - Że jak wyszedł z więzienia to od razu zbir? - broni go jeden z kolegów. Ale inni od razu dodają. - Za dużo w tym wszystkim zbiegów okoliczności.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!