czwartek, 8 grudnia 2016 r.

Lublin

Księża uwierzyli w cud finansowy

Dodano: 30 grudnia 2002, 20:07
Autor: (er),

Kilkunastu duchownych, profesorowie lubelskich uczelni i biznesmeni oddali swoje oszczędności trójce oszustów, którzy w zamian obiecali im wysokie zyski. Niektórzy stracili nawet po kilkadziesiąt tysięcy złotych. Śledztwo w tej sprawie zakończyła Prokuratura Okręgowa w Lublinie.

Na ławie oskarżonych oprócz głównej oskarżonej, 45-letniej Elżbiety W., zasiądzie również jej mąż Andrzej W. oraz Jan Z. Wszyscy zostali aresztowani. Według prokuratury kobieta pierwszą kwotę wyłudziła jeszcze w 1994 roku. Metoda działania za każdym razem była bardzo podobna. Elżbieta W. namawiała do oddania jej pieniędzy obiecując, że przyniosą krociowe zyski. Miały być inwestowane na Giełdzie Papierów Wartościowych, przeznaczone na kupno mieszkań po cenach znacznie niższych od rynkowych lub lokowane na wyjątkowo korzystnych warunkach bankowych. Elżbieta W. przyrzekała, że pieniądze na pewno nie przepadną, a mogą przynieść od kilku do nawet 100 procent zysku. Oszukani kilka tygodni po wpłaceniu gotówki słyszeli, że ich wkład został już pomnożony. Dawali jej wiec kolejne kwoty aż do wyczerpania swoich zasobów finansowych. Niektórzy brali nawet kredyty. Lista oszukanych liczy ponad 100 osób.
– Stwarzała wizerunek osoby bardzo wiarygodnej – mówi prokurator, który prowadził śledztwo przeciw szajce. – Rozpowiadała wśród znajomych, że szuka osób, które chcą korzystnie zainwestować pieniądze.
Z czasem coraz więcej ludzi upominało się o swoje pieniądze. Elżbieta W. niektórym pokazywała sfałszowane wyciągi z kont, które miały świadczyć o przeprowadzonych transakcjach. Znała się na bankowości, bo do 1999 roku była zatrudniona w kadrach lubelskiej centrali Banku Pekao SA. Inni słyszeli, że aby odzyskać pieniądze muszą wyłożyć jeszcze więcej na łapówkę dla nieuczciwych urzędników, którzy pomogli pomnożyć ich oszczędności. Utwierdzał ich w tym Jan Z., który podawał się za prezesa warszawskiego banku i szefa Giełdy Papierów Wartościowych
Żaden z oskarżonych nie przyznał się do winy. Nieoficjalnie wiadomo, że lista tych, który powierzyli im swoje oszczędności może być znacznie dłuższa. Niektórzy nie chcą się do tego przyznać, bo boją się pytań, skąd wzięli pieniądze.
Prokurator przesłuchał 168 świadków. Śledztwo trwało dwa lata. Oskarżeni nie przyznają się do winy. Grozi im do lat 10 więzienia.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO