sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Lublin

Kto pokocha niechciane dzieci

Autor: Ewa Stępień

Maluchów porzuconych przez matki jest już 40 rocznie. Wiesława Sadowska razem z mężem prowadzą pogotowie rodzinne dla takich dzieci. W pogotowiu niemowlę czeka na uregulowanie swojej sytuacji prawnej.

Pogotowia rodzinne tworzą zwykłe rodziny, w których dziecko przebywa do 3 lat. Czyli do czasu znalezienia rodziców adopcyjnych lub, gdy o takich trudno, miejsca w domu dziecka.
Państwo Sadowscy są pogotowiem rodzinnym od sześciu lat. Mają czworo własnych dzieci. - A także czworo tych zostawionych przez biologiczne mamy - mówi pani Wiesława.
Przez te wszystkie lata zaopiekowali się już 26 dziećmi. - Swoje dzieci wychowaliśmy chyba dobrze. Już podrosły, najstarsza córka chodzi do II klasy technikum - opowiada pani Wiesława. - Bóg pozwolił nam zrobić coś dla innych. Bez dzieci nie wyobrażamy sobie życia.
Liczba dzieci pozostawianych w lubelskich szpitalach rośnie od 2004 roku. - Dlatego każdego roku musimy szukać kolejnych rodzin pełniących funkcję pogotowia rodzinnego - mówi Anna Pawlak, zastępca dyrektora Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. - W 2000 roku były w mieście dwa pogotowia rodzinne, a w nich 9 dzieci. Teraz mamy 7, a w nich 38 dzieci.
Biologiczne matki opuszczonych maluchów są w różnym wieku, o różnym statusie materialnym. - W większości jednak samotne, bez uregulowanego życia osobistego - twierdzi dr Maria Migielska-
Wołyniec, ordynator oddziału noworodków Szpitala Ginekologicznego przy ul. Lubartowskiej.
Dyr. Pawlak z MOPR dodaje, że często przyjeżdżają rodzić do miasta z małych miejscowości. - Bo u siebie nie chcą być naznaczone nieślubnym dzieckiem - mówi.
- Rocznie takich maluchów mamy dwoje, troje - mówi dr Irena Kawa ze szpitala klinicznego nr 4 w Lublinie.
Szpitale od razu zawiadamiają ośrodek adopcyjny. Ten umieszcza dziecko w pogotowiu rodzinnym. Tam mogą odwiedzać malucha rodziny starające się o jego adopcję. - Przychodzą, bawią się z dzieckiem, nawiązują więź - mówi Wiesława Sadowska.
A kiedy pewnego dnia zabierają dziecko na zawsze, Sadowskim łzy się w oczach kręcą. - To coś potwornego, bo to w pewien sposób nasze dziecko - wyznaje pani Wiesława. - Ale taka jest kolej rzeczy. Jesteśmy dla tych maluchów kołem ratunkowym, przejściową rodziną. Cierpimy, że odchodzą od nas, jednocześnie ciesząc się, że znajdują nowe rodziny.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!