czwartek, 24 sierpnia 2017 r.

Lublin

Kto pozwolił trzymać chłopca w zamknięciu?

Dodano: 29 września 2003, 21:01

Andrzej jest wychudzony i nie potrafi sam wykonywać nawet prostych czynności (Dorota Awiorko)
Andrzej jest wychudzony i nie potrafi sam wykonywać nawet prostych czynności (Dorota Awiorko)

Kurator sądowy, szkoła, opieka społeczna - wszyscy od lat wiedzieli o strasznych warunkach, w których rodzina przetrzymywała 17-letniego Andrzeja. A jednak upośledzony chłopiec dopiero przed tygodniem został umieszczony w ośrodku opiekuńczym. Dlaczego?

- Jak można było dopuścić, żeby dziecko tak długo żyło w takich warunkach - nie może zrozumieć Jan Wasilewicz, kierownik internatu Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Załuczu, gdzie w ubiegłą środę trafił Andrzej. - Co robił kurator? Skutek jest taki, że dziecko nie mówi, nie rozumie prostych poleceń, ma 20 kg niedowagi i nie potrafi nic zrobić przy sobie.
Sprawę opisaliśmy wczoraj. Andrzej całe życie spędził zamknięty w domu. Nie ma tam wody, a zamiast podłogi jest klepisko. O sytuacji chłopca szkoła wiedziała od co najmniej połowy lat 90. Jacek Wójcik, dyrektor SP w Stasinie, zorientował się, że chłopak nie chodzi do szkoły. Andrzej dostał skierowanie do specjalnego ośrodka wychowawczego w Lublinie. - Wysyłaliśmy upomnienia rodzinie, wnioskowaliśmy o nałożenie kary, a w 1997 roku skierowaliśmy sprawę do wydziału rodzinnego Sądu Rejonowego w Lublinie - mówi dyrektor.
W 1998 roku sąd postanowił ograniczyć władzę rodzicielską nad Andrzejem i oddać go pod dozór kuratora sądowego. Dlaczego już wówczas nie zdecydował o zabraniu go rodzinie? - Sugerował się opinią z ośrodka diagnostycznego, z której wynikało, że chłopiec powinien zostać z rodziną i być dowożony do placówki wychowawczej - mówi Barbara du Chateau, rzecznik Sądu Okręgowego w Lublinie.
Mijały lata, a rodzina Andrzeja nie chciała słyszeć o oddaniu go do ośrodka. W opiece społecznej pęczniała teczka dotycząca jego sprawy. - Mogliśmy tylko wnioskować o umieszczenie go w placówce opiekuńczej i to robiliśmy - mówi Grażyna Zawadzka, kierownik Ośrodka Pomocy Społecznej w Konopnicy. - Staraliśmy się też o zgodę rodziny na taki krok. O wiele większe możliwości miał kurator.
Beata Siedlecka-Bajun, kurator Andrzeja, nie chciała rozmawiać o sprawie chłopca. Sąd ponownie zajął się jego sprawą dopiero w marcu 2002 roku. Znowu na wniosek szkoły. Po blisko rocznym postępowaniu opiekuńczym zdecydował o przymusowym umieszczeniu chłopca w ośrodku opiekuńczym w Załuczu.
Teraz wychowawcy obserwują Andrzeja, żeby ustalić jakiej poddać go terapii. Zauważyli, że pozytywnie reaguje na dzieci. Chłopiec patrzy na innych wychowanków i zaczyna ich naśladować. Próbuje jeść tak jak one - widelcem, a nie rękami. To dobrze rokuje.
W niedzielę odwiedzili chłopca babcia i wujek, jednak jak twierdzą pracownicy ośrodka, nie wykazywał zainteresowania rodziną. - Widząc babcię wrócił do jedzenia ręką. Był przestraszony - mówi Jan Wasilewicz.
Wychowawcy w ośrodku podkreślają, że teraz najważniejsze dla chłopca jest, aby jak najdłużej pozostał w placówce. Zgodnie z prawem, kiedy ukończy osiemnaście lat, opiekunowie będą mogli zabrać go do domu. Od jego babki już usłyszeli, że nie wierzy w to, żeby chłopiec był w stanie czegoś się nauczyć i chce żeby wnuczek jak najszybciej wrócił do domu.

Dlaczego tak długo?

Barbara du Chateau rzecznik Sądu Okręgowego w Lublinie

- Nie znam akt sprawy, ale uważam, że być może kurator był bezczynny. Cztery lata to zbyt długo. Jeśli widział, że nie doszło do umieszczenia dziecka w placówce opiekuńczej, to powinien zainicjować, żeby to sąd podjął taką decyzję. A sygnał przyszedł dopiero ze szkoły.

Jutro w Dzienniku reportaż o wstrząsającej historii odciętego od świata chłopca


Chcesz pomóc Andrzejowi - chodzi o ubrania - zadzwoń. Tel. (0-81) 534-06-02


Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!