czwartek, 14 grudnia 2017 r.

Lublin

Lekarka nie pozwoliła rodzicom czuwać przy umierającym dziecku. Spędzili noc w samochodzie

Dodano: 8 marca 2017, 20:00

Rodzice 8-letniego Mateusza całą noc spędzili w samochodzie, bo w szpitalu lekarz nie pozwolił im zostać przy łóżku dziecka. – Nasz synek może w każdej chwili umrzeć. Powinniśmy mieć możliwość być z nim do ostatniej chwili – płacze mama chłopca

Chłopiec ma nowotwór mózgu. Trzy dni temu dostał potężnego krwawienia i trafił na Oddział Intensywnej Terapii w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Lublinie w stanie zagrożenia życia.

– Pękło mu naczynie w guzie. W konsekwencji został uszkodzony pień mózgu. W tym momencie Mateusz jest podłączony do aparatury, bo jego serce cały czas pracuje – opowiada Anna Baczkowska, mama ośmiolatka i dodaje: We wtorek ok. godz. 20. pani doktor, która była na dyżurze, nie pozwoliła nam być przy dziecku, nie poinformowała, że możemy zostać np. na korytarzu.

Pani Anna i ojciec dziecka spędzili noc w samochodzie na przyszpitalnym parkingu. – Chcieliśmy być jak najbliżej, by zdążyć się z Mateuszem pożegnać i spędzić razem ostatnie chwile – mówi.

Jak relacjonuje mama chłopca, dopiero wczoraj rano okazało się, że mogło być inaczej. – Sprawą zainteresowaliśmy media, bo byliśmy sfrustrowani tym, jak zostaliśmy potraktowani. Po rozmowie z ordynatorem okazało się, że mogliśmy cały czas być na oddziale, na korytarzu – mówi pani Anna. – Poza tym, jak poinformował nas ordynator, kiedy stan dziecka się pogarsza, lekarze od razu informują rodziców, żeby jeszcze był czas na pożegnanie. Nikt nam wcześniej tego nie powiedział, baliśmy się, że po prostu nie zdążymy.

Jak informuje Agnieszka Osińska, rzeczniczka USD w Lublinie, nie ma już szansy na poprawę stanu zdrowia chłopca, bo guz jest nieoperacyjny. Dziecko jest nieprzytomne, wymaga oddechu respiratorowego.

– Proces odchodzenia dziecka może być długi, którego my nie jesteśmy w stanie określić. Zgodnie z regulaminem, który podpisują rodzice dzieci hospitalizowanych w tym oddziale, mogą oni przebywać w sali chorych w godz. 12–18, o ile przy innych pacjentach nie są wykonywane nieprzewidziane procedury medyczne ratujące życie – tłumaczy Osińska. – W tym przypadku mama została poinformowana przez personel medyczny o stanie zdrowia syna. Jako że stan dziecka był poważny, ale stabilny, rodzice zostali poproszeni o opuszczenie sali po godzinach opisanych w regulaminie.

– Problem w tym, że nikt nie poinformował nas, że możemy zostać na oddziale – przypomina matka chłopca.

Osińska dodaje, że szpital prosi rodziców o zrozumienie, ale i przestrzeganie zasad obowiązujących w Oddziale Intensywnej Terapii. – W sali chorych przebywają inni pacjenci, od 6 do 8 dzieci, wykonywane są przy nich procedury medyczne, a szpital ma obowiązek zachowania tajemnicy lekarskiej oraz poszanowania godności i intymności pozostałych chorych – zaznacza Osińska.

– Takich przypadków mamy w Polsce tysiące. Dobrze, że tym razem mama była otwarta i chciała sprawę nagłośnić. Przeważnie bywa tak, że rodzice boją się reagować i podporządkowują się szpitalnym regułom – mówi Paulina Szubińska-Gryz, inicjatorka akcji „Stop przemocy w służbie zdrowia” i członkini grupy Neuroblastoma Polska, która walczy m.in. o możliwość przebywania rodziców przy dziecku na oddziałach intensywnej terapii przez całą dobę.

Jak mówi Osińska, dla szpitala sprawa jest już zamknięta. Zna ją już jednak Rzecznik Praw Pacjenta i – jak usłyszeliśmy wczoraj w jego biurze – zajmie się nią.

Użytkownik niezarejestrowany
pablo
Użytkownik niezarejestrowany
(51) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (10 marca 2017 o 14:57) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Na oddziale dla niemowlat tez nie lepiej, matki całe dnie i noce spedzaja na krzeslach, nie ma mozliwosci wykupienia łöźka, jeden prysznic na korytarzu, nawet zjesc czy napic sie cos cieplego nie ma jak- skandal zeby w takich warunkach czuwac przy chorym dziecku
Rozwiń
pablo
pablo (9 marca 2017 o 20:29) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Sam byłem w podobnej sytuacji, nagły przypadek - ciężka operacja w środku nocy i dziecko na oiomie. Pozwolono nam zobaczyć dziecko bezpośrednio po operacji, później dopiero w godzinach odwiedzin mogliśmy przy nim być. To jest OIOM, tam są różne procedury medyczne, ma być cicho, sterylnie i lekarze i pielęgniarki maksymalnie skupione. Na korytarzu obok OIOM jest kanapa, mogli tam czuwać, niedaleko drzwi..  Jednym słowem TANIA SENSACJA kosztem dziecka.
Rozwiń
Gość
Gość (9 marca 2017 o 19:29) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Cóż żyjemy w trudnych czasach jeśli chodzi o nasze człowieczeństwo, jest mnóstwo ludzi do rany przyłóż i bezinteresownych w swoim działaniu.Jest też cała masa w urzędach ,szkołach ,szpitalach ludzi zupełnie wyzutych z sumienia ,odruchów ludzkich.Ja ich nazywamy ludzie- roboty.Procedury,paragrafy,wywyższanie się bo ja tu rządzę i decyduje.Na takich ludzi nie ma innego sposobu by zauważyli tych cierpiących,potrzebujących jak to aby sami przekonali się jak strasznie można cierpieć nie znajdując człowieka w drugim człowieku.Matka towarzysząca swojemu umierającemu dziecku pod budynkiem szpitala...to znak naszych czasów a Pani doktor życzę przebudzenia z letargu.Jeśli nie rozumie gdzie pracuje i dla kogo to warto zmienić pracę.
Rozwiń
Gość
Gość (9 marca 2017 o 16:20) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A procedura medyczna wygląda tak, że salowa najpierw sprząta, myje toalety, wyrzuca śmieci itd. wszystko w jednych rękawiczkach a później ta sama salowa bez dezynfekcji rąk roznosi obiady, podaje sztućce (nie za zawsze za uchwyt, tylko jak się złapie!). Więc największe zagrożenie sanitarne stwarza sam personel. Skąd ciągłe rotawirusy w szpitalu? Od rodziców? Większość ciągle myje i dezynfekuje ręce zanim coś zrobi przy dziecku a personel niestety nie.
Rozwiń
kaczafi
kaczafi (9 marca 2017 o 16:18) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jak zwykle komentujący ulegli "magii" dzisiejszych serwisów informacyjnych, którym nie chodzi o rzetelne przedstawienie informacji tylko o sensację. Bardzo współczuję tej Pani i jej partnerowi, sam jestem rodzicem, przerabiałem pobyt w szpitalu. Myślę że w całej tej sytuacji zawidła komunikacja z obu stron. Czy Pani musiała opuścić szpital na czas nocy - wątpie. Nie zapominajmy że to jest OIOM. Może nie mogła być cały czas bezpośrednio przy dziecku, ale może na korytarzu przy sali lub oddziale. Wtedy w razie krytycznej sytuacji można wkroczyć. Wiem że dla rodzica nie ma w takiej chwili znaczenia żaden regulamin, ale w jakimś minimalnym stopniu trzeba się pewnym zasadom poddać i zrozumieć personel szpitala. Trochę chłop zaspał, bo wydaje mi się że powinien zagadać na chłodno i by się jakoś dogadali. Raz byłem na DSK i unikam miejsca jak tylko mogę, ale wszędzie pracują ludzie i trzeba rozmawiać a nie się pienić.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (51)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!