niedziela, 20 sierpnia 2017 r.

Lublin

Lekarz: Nic nie wiedziałem o raku u dawcy (wideo)

Dodano: 11 września 2008, 18:10

Kiedy kilka miesięcy po przeszczepie dowiedziałem się, że dawca organów miał nowotwór, to nogi się pode mną ugięły - twierdzi Andrzej P.

Andrzej P. znany chirurg i specjalista od transplantologii stanął wczoraj przed sądem. Prokuratura oskarża go, że świadomie dopuścił do przeszczepienia nerek od chorego na raka.

- Nigdy nie kierowałem się karierą, nie chałturzyłem w prywatnych klinikach, poświęcałem się chorym - przekonywał wczoraj w Sądzie Rejonowym w Lublinie lekarz, teraz już na emeryturze.

Chirurg dobrze pamięta pacjenta z Ryk, który trafił do Kliniki Chirurgii Ogólnej i Transplantologii PSK-4 w Lublinie w czerwcu 2005 roku. 19-letni Grzegorz G. zachłysnął się lekami. Był w stanie śmierci mózgowej. Potwierdziła to komisja lekarska. Zapadła decyzja, że od zmarłego zostaną pobrane nerki i wątroba.
- Nic nie wskazywało, że może być w okresie wylęgania nowotworu - przekonywał lekarz. - Przecież był regularnie badanym dawcą krwi.


Sprawa lubelskiego chirurga w sądzie. Realizacja: Agnieszka Antoń


Przy pobieraniu organów lekarze znaleźli u Grzegorza G. dziwną tkankę. Andrzej P. zdecydował, że zostanie przebadana. Jej część zabrali lekarze z Warszawy, którzy przyjechali po wątrobę. Resztę zabezpieczył Andrzej P. Następnego dnia tkankę poddano analizom w szpitalnym laboratorium.

- Lekarz, który ją badał przekazał mi, że nie ma cech nowotworu złośliwego - stwierdził w sądzie oskarżony. - Pytałem, czy nie widzi tam nic podejrzanego. Odpowiedział, że nie.

18 czerwca 2005 r. w lubelskiej klinice dwóm biorcom przeszczepiono nerki. Początkowo wydawało się, że operacje się udały. Nerki podjęły pracę. Pacjenci wrócili do domów, potem jednak zachorowali na nowotwory i zmarli.

Andrzej P. twierdzi, że o prawdziwych wynikach badań tkanki Grzegorza G., dowiedział się dopiero po kilku miesiącach od przeszczepu. Przyjechali lekarze z Warszawy, ci sami, którzy pobierali od dawcy wątrobę. Powiedzieli, że badanie wykazało nowotwór - chłoniaka. Wówczas sprawdził wyniki badań w szpitalnym laboratorium. Były takie same.

Prokuratura uważa, że Andrzej P. miał świadomość, że dawca może być chory na raka. Na kolejnych rozprawach prokuratura będzie przedstawiać dowody, które potwierdzają tę wersję.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!