sobota, 16 grudnia 2017 r.

Lublin

Likwidacja gimnazjów podzieliła nauczycieli. "Mieliśmy się spotkać, a wychodzimy z niczym"

Dodano: 5 listopada 2015, 21:09

Czwartkowe spotkanie
Czwartkowe spotkanie

– Jesteśmy rozczarowane – przyznały w czwartek po spotkaniu w lubelskim oddziale Związku Nauczycielstwa Polskiego pracownice Gimnazjum nr 16.

– Mieliśmy się spotkać, żeby ustalić wspólne stanowisko w sprawie likwidacji gimnazjów, a wychodzimy z niczym. Okazuje się, że chyba niewiele osób jest zainteresowana tym tematem. Nawet nauczyciele zdają się go bagatelizować.

Lubelskie gimnazjum nr 16 to pierwsza lubelska szkoła, która otwarcie zaprotestowała przeciwko projektowi PiS likwidacji tego typu szkół. Pod oświadczeniem w tej sprawie podpisali się niemal wszyscy nauczyciele i inni pracownicy „16” . Trzyosobowa reprezentacja szkoły przyszła na wczorajsze spotkanie w tej sprawie zorganizowane przez regionalny oddział ZNP. Wbrew zapowiedziom wzięła w nim udział tylko garstka pedagogów (na zdjęciu).

– Liczyłyśmy na to, że będzie tłok – mówią pracownice Gimnazjum nr 16. – Nie wiemy, co o tym myśleć. Czyżby niektórzy pracownicy gimnazjów nie widzieli zagrożenia?

– Nasi nauczyciele są przerażeni – mówi Sylwia Wieczorek z Gimnazjum nr 9. – Musimy zacząć jak najszybciej działać w obronie naszych szkół. Nie będzie jednak łatwo, bo zdecydowana większość społeczeństwa opowiada się za likwidacją gimnazjów. Gdyby zorganizowano referendum w tej sprawie na pewno byśmy je przegrali.

Szkół bronią sami uczniowie. Ci z Gimnazjum nr 19 zapowiedzieli, że chcą wypowiedzieć się w tej sprawie i… stanąć przeciwko własnym rodzicom.

– Ich rodzice kończyli ośmioklasowe podstawówki i wydaje im się, że to był najlepszy system. O gimnazjach nie mają pojęcia – tłumaczy Wieczorek. – Bazują tylko na przekazach w mediach, a te stawiają nasze szkoły w złym świetle. Sugerują, że gimnazja są siedliskiem przemocy.

- A to nieprawda – podkreśla Dariusz Rodzoch, polonista z gimnazjum nr 10. – Z badań wynika jednoznacznie, że znacznie większy poziom przemocy panuje w podstawówkach. Owszem, uczymy młodzież znajdującą się w tzw. trudnym wieku, ale mamy w tym 16-letnie doświadczenie i wiemy, jak mądrze nią kierować.

– Warto zadać sobie pytanie, czy jeśli 14-16 latkowie źle zachowują się w gimnazjach to zaczną się lepiej zachowywać w przepełnionych podstawówkach, które po przyjęciu dodatkowych klas będą pracowały na dwie zmiany? – pyta Jerzy Wiejak z Gimnazjum nr 1. 

Nauczyciele gimnazjów przyznają, że propozycja wygaszania gimnazjów podzieliła nawet środowisko samych nauczycieli. Wielu pedagogów z podstawówek chwali pomysł licząc na to, że w krajobrazie bez gimnazjów będzie miała zapewnioną pracę i cały etat (wielu nauczycieli pracuje na umowach cząstkowych). Planów PiS głośno nie krytykują też nauczyciele sprzyjający tej partii (to głównie członkowie oświatowej Solidarności). Protestuje za to większość skupiona wokół ZNP

– To trudny temat. Do niedawna wielu nauczycieli nie zdawało sobie nawet sprawy, że PiS naprawdę będzie chciało zamknąć gimnazja. Myśleli, że to element kampanii wyborczej – mówi Celina Stasiak z lubelskiej ZNP. – Teraz przeżywają szok. Musimy ich bronić.

SONDA
Liczba głosów: 1061

Czy gimnazja powinny zostać zlikwidowane?

44.96 %
Tak
52.12 %
Nie
2.92 %
Nie wiem
Czytaj więcej o: Lublin edukacja Gminazjum
Papaja
Gość
Gość
(50) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Papaja
Papaja (23 listopada 2015 o 23:13) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Dajcie spokój z ta likwidacją! Tyle innych rzeczy można zrobić, by było dobrze, a wy zlikwidować i zlikwidować! A przychodzi wam do głowy, że to kuuuuupa kasy pójdzie, a nie wiadomo, jaki będzie efekt? Dzieciaki już nie sa takie same jak w 1999!

Co z tego, że dzieciaki nie te same, nie wiadomo, jaki będzie efekt i kupa kasy pójdzie, skoro jest państwowy przymus nauki, szkołami rządzą jak w prywatnym folwarku gminne szlachciury i kasta nauczycielska wyrobiła sobie przywileje niespotykane w żadnym kraju na świecie? Nic nie zmieni się na lepsze, czy gimnazja zostaną zlikwidowane, czy nie. Czy nie rozumiecie prostej zależności jak konstrukcja cepa? Im więcej dzieci w klasie, tym gorsze wyniki i coraz gorsza sytuacja w ogóle w szkolnictwie publicznym. Podstawą sukcesu edukacyjnego w każdej szkole, czy państwowej, czy nie państwowej, jest maksimum 12 dzieci w klasie. Powyżej tej cyfry żaden nauczyciel na świecie, choćby najlepszy, nie da rady zrealizować programu. Tymczasem co się dzieje w naszych szkołach? Zagęszczenie w dużych placówkach przekracza wszelkie normy. Normalną rzeczą jest liczba uczniów 30 i więcej. I co chcemy reformować, jeśli nie da się niczego zreformować w takim ścisku?  

Rozwiń
Gość
Gość (23 listopada 2015 o 01:00) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Dajcie spokój z ta likwidacją! Tyle innych rzeczy można zrobić, by było dobrze, a wy zlikwidować i zlikwidować! A przychodzi wam do głowy, że to kuuuuupa kasy pójdzie, a nie wiadomo, jaki będzie efekt? Dzieciaki już nie sa takie same jak w 1999!
Rozwiń
Gość
Gość (17 listopada 2015 o 12:09) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Dziwię się nauczycielom gimnazjum, za opowiadaniem się za pozostawieniem tego tworu. Szczególnie zasadne są egzaminy gimnazjalne? obliczanie EWD z 6 zadań zamkniętych z fizyki i określanie na tej podstawie całego dorobku pracy nauczyciela. Przygotowanie do egzaminu przez trzy lata wyłączając potrzebne kompetencje miękkie-to problem „współczesnej” szkoły. Uczymy pod i dla egzaminów. Celem edukacji nie jest egzamin gimnazjalny. Celem szkoły jest nauczać tak, aby uczeń mógł uczyć się przez całe życie. Jestem za likwidacją gimnazjum i przywróceniem szkole jej funkcji. Koniec z egzaminami po pierwszej, po trzeciej, po czwartej,po szóstej klasie SP. Do czego to doprowadziło oświatę? Czy naprawdę jesteście zadowoleni z tego, że egzamin gimnazjalny nie ma żadnej wartości i nie wiadomo co tak naprawdę bada, czemu służy? Co to za egzamin, którego nie można nie zdać? Zastanówcie się nad szkołą lat 90. Czy nie było zasadne aby zdawały egzamin tylko osoby, które chciały iść do szkoły średniej. Dlaczego mamy się zgodzić z założeniem wadliwej reformy, że wszyscy w muszą być wykształceni. Brakuje popularnych zawodów, które są również konieczne. Zlikwidujmy gimnazja i zlikwidujmy tak bezsensowne egzaminy.
Rozwiń
Papaj
Papaj (10 listopada 2015 o 14:41) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

PIS tylko ten problem utrwali, bo danie wyboru rodzicom oznacza dalszy ciąg tego samego bałaganu.

Prawdopodobnie Pani/Pan, która/y to powiedziała/ł, jest z grona nauczycielskiego postulującego utrzymanie status quo. Właśnie to wy nie dajecie wyboru rodzicom poprzez swoją "kartę nauczyciela" i wymuszanie uczęszczania do szkoły publicznej. Te dwa korzystne jedynie dla was rozwiązania wykorzystujecie w ten sposób, że każdy przejaw prywatyzacji niszczycie, a jakikolwiek odruch usamodzielnienia traktujecie jak zamach na wasze przywileje. 

Przykład mogę podać z własnego podwórka, tak samo jak może podać wiele setek i tysięcy rodziców, a także podmiotów społecznych jak fundacje i stowarzyszenia. W miejscowości Lubczyna k/Szczecina w Zachodniopomorskiem burmistrz najpierw chciał szkołę zlikwidować (2010 rok). Po czym, gdy ludzie zagrozili wywiezieniem go na taczkach, wykonał sprytny manewr, przekazując placówkę fundacji non profit. Jednak w umowie dzierżawy tak ustawił sprawę, że zachował pełne prawa właścicielskie i mógł przejąć budynek w każdej chwili. Fundacja prowadziła szkołę przez 4 lata, po czym nagle burmistrz odebrał ją z powrotem do gminy dosłownie w przeddzień 2-giej tury wyborów (2014 rok).

Zgadnijcie, kto mu w tym pomógł i w jaki sposób doprowadził do odebrania placówki z rąk fundacji? Nie byli to rodzice, ponieważ przez 4 lata przekonali się, że fundacja wyprowadziła szkołę z zapaści i wydźwignęła do czołówki w wynikach nauczania w gminie, powiecie, a także w całym regionie. Byli to właśnie nauczyciele tacy jak wy, którzy tylko narzekali, że z powodu jakichś reform wypuszczali "kolejne pokolenie źle wykształconej młodzieży". Pytanie brzmi, kto wam zabraniał tę młodzież dobrze kształcić? Dla nauczycielek w Lubczynie zabraniała kształcić dyrektorka. Donosiły na nią właśnie do burmistrza i lokalnych gazet, że (cytuję): "dzieci zamiast się uczyć, skaczą jak małpy". Był to całkowicie odwrócony zarzut, że dyrektorka nakazała im (zgodnie zresztą z zaleceniem MEN), wykorzystywać metody manualne. Nazywa się to "uczenie przez działanie". Skakanie zaś miało miejsce na lekcji języka polskiego, gdzie uczniowie gimnastykowali się na specjalnej macie dźwiękowej, dającej znajomość poprawnej pisowni, gramatyki i składni. 

Innymi metodami określanymi jako "chore" były zabawy dyrektorki z dziećmi na przerwach. Mianowicie, bawiła się z uczniami w w skakankę, brała czynny udział w różnych innych grach i zabawach. Miało to na celu odciągnięcie dzieciaków od patologicznych zachowań, jak przepychanki, bijatyki, wymuszania, dokuczanie innym, itd. Pomysł ten znakomicie się sprawdził, gdyż odtąd nie było żadnych tego typu problemów, jakie spotyka się na co dzień w niemal wszystkich placówkach publicznych. Wszak uczniów pozostawia się kompletnie bez nadzoru, a sprawę ponoć ma załatwić monitoring i ochrona (?)

Panie nauczycielki w Lubczynie były bardzo oburzone takim postępowaniem dyrektorki i zaczęły pilnie donosić do swojego pupilka, czyli burmistrza. On chował wszystkie te papiery do sejfu i czekał do momentu, gdy mogły mu się przydać. Trwało to przez 4 lata, tj. zawsze na wiosnę szalały panie nauczycielki, którym nic się nie podobało, z wyjątkiem usunięcia dyrektorki i fundacji. I doprowadziły do tego, a raczej, jak wspomniałem, burmistrz wykorzystał te donosy, które nazwał "sprawdzonymi", "wiarygodnymi" i "słusznymi". Było ich podobno 7, jednak do dziś nie ujawnił ich publicznie, mimo że miał obowiązek, ponieważ jest organem publicznym.

W przeddzień 2-giej tury wyborów (przegrywał na półmetku z inną kandydatką) w zamian za głosy wyborców (tu: nauczycieli, pracowników oświaty, lokalnego aparatu władzy, sołtysa, księdza wraz z nakłonionymi przez niego parafianami - łącznie ponad 4 tysiące głosów) - obiecał zabrać szkołę "dla siebie" (tak się dokładnie wyraził). Krótko mówiąc, rzucając w ostatniej chwili wiejską placówkę na szalę, wygrał wybory. 

To jest właśnie patologia, która stała się codziennością i normalnością. Nigdy władza i grono nauczycielskie w takim składzie i z takimi zamiarami, tj. likwidacja małych placówek w imię pseudooszczędności oraz zachowania własnych przywilejów, nie będzie sprzyjać rodzicom i dzieciom. Cele jednej i drugiej strony są sprzeczne same w sobie. Nauczyciele i aparat władzy chcą zabezpieczenia swoich potrzeb materialnych. Rodzice natomiast pragną dobrej szkoły dla swoich latorośli, ich bezpieczeństwa i  pomocy w wychowywaniu. Żaden z trzech postulatów rodziców nie jest spełniany w większości szkół publicznych. Natomiast wszystkie zachcianki z nawiązką realizuje władza i nauczycielstwo. Skądś się bierze przecież ta wielka fala krytyki społecznej. I nie tylko społecznej. Naukowcy, uczeni, znawcy problematyki oświatowej biją na alarm.  W jednym z raportów z kontroli NIK stwierdzono: "Szkoła publiczna jest jednym z najbardziej podejrzanych miejsc, w jakim przebywają dzieci i młodzież szkolna"... 

Apeluję więc o przytomność umysłu całe społeczeństwo. Nie wierzcie obiecankom, że ministerstwo oświaty i nauczyciele zreformują się samoistnie pod wpływem krytyki społecznej. Oni nie pozwolą sobie oderwać koryt od ryjów, dopóki ktoś z zewnątrz tego nie zrobi. Tym kimś lub czymś z zewnątrz jest ogólnonarodowe referendum, o którym pisałem poprzednio. Tak robi Szwajcaria, Finlandia i wiele krajów na świecie. Dzięki temu oświata tam kwitnie, a nie reanimują trupa. Te wszystkie manipulacje, racje, sracje na temat istnienia lub nie gimnazjów, przypominają szukanie pulsu w protezie. Wszystko jedynie będzie pochłaniało ogromne pieniądze, niczego nie uzdrowi, nie przyniesie poprawy ogólnej sytuacji placówek publicznych i nie będzie z korzyścią dla uczniów, ponoć najważniejszych w całym układzie.

Rozwiń
Gość
Gość (10 listopada 2015 o 10:00) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jeżeli chodzi o gimnazja to największym problemem związanym z ich utworzeniem był kikunastoleni bałagan w szkolnictwie. Teraz kiedy zaczyna to jakoś działać chcą to rozwalić - kompletnie bez sensu. Znowu będziemy mieli wiele lat rewolucji i kolejne pokolenie źle wykształconej młodzieży. Fajny tekst na ten temat jest na zadania.info: zadania.info/n/1183603 To samo z sześciolatkami, największy problem z tą zmianą, to fakt, że do jednej klasy chodzą 6 i 7 latki - to niestety wina PO, która kilka razy ustąpiła rodzicom i to się mści. PIS tylko ten problem utrwali, bo danie wyboru rodzicom oznacza dalszy ciąg tego samego bałaganu.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (50)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!