poniedziałek, 18 grudnia 2017 r.

Lublin

List: 6 godzin czekania w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym

  Edytuj ten wpis
Dodano: 26 marca 2012, 19:08
Autor: (pp)

 (Archiwum)
(Archiwum)

6 godzin spędził mieszkaniec Lublina w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym szpitala SPSK4 w Lublinie. Jego zdaniem, to zbyt długo, aby otrzymać pomoc medyczną. – To normalna praktyka, wynikająca z nowej organizacji pracy, tzw. triażu – odpowiada szpital.

Pan Krzysztof przeżył swoją przygodę ze służba zdrowia w minioną niedzielę.

– Zmuszony byłem skorzystać z pomocy medycznej SOR przy Jaczewskiego, bo dzień wcześniej doznałem w domu urazu biodra. Bardzo nie bolało i miałem trudności z chodzeniem – opowiada.

– Usłyszałem, że trzeba czekać 4 godziny. Było to dziwne, ponieważ byłem trzeci w kolejce. Z upływem czasu stało się jasne, że będziemy czekać dłużej, bo co chwilę wchodzili do gabinetu jacyś pacjenci. Przyszedłem do SOR o 15.20, do gabinetu wszedłem tuż przed 19. Po krótkim badaniu poszedłem na zdjęcie rentgenowskie, wróciłem i czekałem dalej. Z izby wyszedłem ok. godz. 21.15. I jeszcze zapłaciłem 21 zł za parking.

Taka sytuacja nie zdziwiła Marty Podgórskiej, rzecznika SPSK4 w Lublinie.

– SOR od grudnia ub. roku działa w tzw. systemie triaż. Pacjenci są segregowani na trzy grupy – czerwoną z zagrożeniem życia i obsługiwaną w pierwszej kolejności, żółtą – potrzebującą pilnej, choć nie natychmiastowej pomocy i zieloną, czyli tych, którzy mogą czekać na pomoc. Z opisu wynika, że pacjent był zakwalifikowany do grupy zielonej – mówi Podgórska.

Triaż zapewnia, że osoba z zawałem nie będzie czekać, gdy ktoś ma np. skaleczenie. – W pierwszej kolejności musimy ratować życie, zaś w ostatniej kolejności przyjmujemy pacjentów z urazami, jak u pana Krzysztofa – kończy Marta Podgórska.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
(63) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (30 września 2017 o 19:33) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
2 dni temu (tj. 28-09-2017) do lek. rodzinnego przywiozłem mamę z silnym bólem brzucha - zwijała się z bólu. Po po przeprowadzeniu wywiadu i badaniu - takim na jakie pozwalały środki - podano leki (w zastrzykach gdyż mama nie była w stanie przyjmować leków doustnie - natychmiast wszystko zwracała) i zalecono aby w przypadku utrzymywania się bólu natychmiast jechać do szpitala. Ponieważ ból się utrzymywał, mama zastosowała się do zaleceń pani doktor. Niestety, nie mając świadomości że w PSK 4 sytuacja jest jaka jest, przywiozłem tam mamę. Jak się wkrótce okazało, to był błąd. Po wielogodzinnym oczekiwaniu przeprowadzono badanie USG. Lekarz stwierdził że to zatrucie pokarmowe i wręczył wypis z zaleceniem aby wziąć od rodzinnego skierowanie na badanie gastrologiczne. Gdy zapytałem dlaczego w takim dużym (pochłaniającym ogromne środki finansowe) - rzekomo nowoczesnym - szpitalu nie można przeprowadzić wszystkich badań i na jakiej podstawie twierdzi że to tylko zatrucie pokarmowe skoro sam stwierdził że nie jest w stanie przeprowadzić wszystkich koniecznych badań... doktor (pełniący 28-09-2017 w godz. popołudn. dyżur na SOR w PSK4) wpadł w szał, zaczął krzyczeć że zaraz wezwie policję bo go obraziłem. Zamurowało mnie. Nie, nie dlatego że pan doktor zasugerował że jak nie przestanę domagać się aby zaczął rzetelnie wypełniać swoje obowiązki to wezwie policję, byłem zdziwiony tym, że lekarz odsyła pacjentkę do rodzinnego... tak jakby on nie mógł w ciągu 30 sek. wypisać skierowania. Przecież skoro niemożna przeprowadzić badania w PSK4, pomyślałem że skierowanie zamiast lek. rodzinnego równie dobrze może wypisać lekarz dyżurny - to pozwoliłoby zaoszczędzić wiele czasu i cierpienia pacjentce - pan doktor wpadł w furię. Mając w pamięci wiele programów typu "Sprawa dla reportera", domagałem się dokładnego badania - a jeśli to nie jest możliwe w PSK4, to skierowania. Tyle się słyszy OD LEKARZY że liczy się każdy dzień, a tu... Nie chciałem być kolejnym bohaterem takiego programu o czym wspomniałem kolejny raz domagając się przeprowadzenia badania lub skierowania tam gdzie będzie to możliwe. Reakcja... lekarz wpadł w furię, zaczął krzyczeć że ma wieloletni staż a "to!" (tu wskazał na mnie) śmie go obrażać. Ostatecznie uległ - tak mi się wydawało, pomyślałem że znaleźli gastroskop - i zdecydował się zatrzymać pacjentkę na dalsze badania. Jednak okazało się że kolejny raz się pomyliłem odnośnie tego SOR. Na to kolejne "badanie" znów trzeba było czekać, a tym wymuszonym badaniem miała być... konsultacja. Było już późne popołudnie, leki od rodzinnego przestawały działać, mama czuła się coraz gorzej o czym poinformowałem panią z okienka, ta oznajmiła że nie jest lekarzem. Mama przerażona impertynencją "lekarza" i jego stanem - był mocno nabuzowany - oraz wiadomością że jednak nie ma co liczyć ani na rzetelne badania, ani nawet na skierowanie, nie czuła się już na siłach by znosić impertynencję pana doktora i oczekiwać kolejne ileś tam godz. na konsultację której konieczności przeprowadzenia wcześniej doktor nie widział. Ponieważ mama czuła się coraz gorzej i wyglądało na to że poza konsultacją zdjęcia USG jednak nie może liczyć już na żadną pomoc, postanowiła jak najszybciej opuścić piekło jakim był dla niej SOR w PSK4. Widząc w jakim stanie jest mama, chciałem dopilnować aby przy wypisie znalazł się dokładny opis diagnozy, tj. że to tylko zatrucie i że lekarz stwierdził że dalsze badania mogą być przeprowadzone w późniejszym terminie. Ale kiedy doktor podszedł, podniesionym głosem zaczą domagać się abym odszedł na bok - mimo że byłem upoważniony do wglądu w dok. medyczną mamy - i tu popełniłem trzeci błąd, rażące zaniedbanie z mojej strony. Dopuściłem aby w wypisie pominięto fakt że nie przeprowadzono wszystkich koniecznych badań co nie pozwala postawić diagnozy. Dodano tylko że to wypis na własne żądanie. Nast. dnia pojechaliśmy do rodzinnego po skierowanie. Po połudn. samopoczucie znów gwałtownie zaczęło się pogarszać - 999...decyzja ratowników, natychmiast szpital. Trochę się uspokoiłem gdy dowiedziałem się że mama nie trafi na Jaczewskiego tylko do Puław. Po jakiejś godzinie może dwóch diagnoza SOR w Puławach: niedrożność jelit. Zachowanie pana doktora jest oburzające. Na obecną chwilę nie chcę wnikać w jakim stopniu czym powodowane, przemęczeniem, wypaleniem zawodowym, czy jeszcze czymś innym, obecnie mam ważniejsze sprawy na głowie. Ale żeby nie było że o służbie zdrowia pisze się tylko źle... W Puławach sytuacja wygląda o wiele lepiej. Lekarze nie wrzeszczą, nie traktują ludzi jak śmieci nazywając ich "to", personel jest uprzejmy. Wprawdzie na SOR w Lublinie znajdowali się nie tylko tacy jak wspomniany pan doktor, byli tam również przedstawiciele personelu do zachowania których żadnych zastrzeżeń mieć niemożna. Ale łyżka dziegciu...
Rozwiń
Gość
Gość (17 marca 2017 o 01:17) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
to co sie dzieje na SOR psk4 to film grozy , pracownicy zachowuja sie jak by cos brali niedozwolonego , na spokojnie sobie siedza i nie zwracaja uwagi na ludzi ktorzy tam przychodza
Rozwiń
Gość
Gość (16 lutego 2017 o 20:52) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
wczora okolo godziny 20 zawiozlem dziadka na sor w lublnie na jaczeskiego do dzisaj nie wiadomo czy dziadek zostanie w szpitalu czy pojedzie do domu obsluga jest fatalna w tym momecie co pisze trwa to juz 24 godziny dziadek ma 70 pare lat masakra
Rozwiń
Gość
Gość (20 grudnia 2016 o 12:00) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Tam powinna pojawić się interwencja. Sama niedawno musiałam odwiedzić SOR na Jaczewskiego przywieźli starszego mężczyznę skarżył się na silny ból głowy, klatki piersiowej i duszności pani z karetki (w krótkich włosach) w bardzo arogancki i wulgarny sposób się do niego zwracała a na koniec do mężczyzny: "może jeszcze pana skarpetki bolą tu ze skarpetek nie leczą "... po czym wyszła i kazała mu czekać...jak tak można? Gdzie jakiś szacunek do pacjenta? W rejestracji też porażka poinformowano mnie, że mam czekać bo 8 osób przede mną po 4 godzinach było 7 osób! Dopiero jak powiedziałam, że chcę rozmawiać z lekarzem i opowiedziałam co się stało (miałam szkła w przełyku) przyjęła mnie od razu.Przy jednym komputerze siedziało 8 osób a wszyscy czekają w kolejce bo nie ma kto przyjmować. Jedynie Laryngolog odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu.
Rozwiń
Gość
Gość (18 października 2016 o 12:28) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Witam, wczorajszy wieczór wraz z siostrą spędziłyśmy na SORze, powodem naszej wizyty była choroba naszej mamy. O godz. 19 zmienił się personel i podeszła do nas przemiła pielęgniarka Olga K. która podłączyła mamie kroplówkę, pobrała krew i poinformowała nas ile mniej więcej i na co będziemy czekały. Pełen profesjonalizm, uśmiech i empatia. Do wszystkich podchodziła z uśmiechem i zainteresowaniem. Pozazdrościć personelu ! Hanna W.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (63)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!