środa, 18 października 2017 r.

Lublin

Doktoranta z KUL, który rozprowadzał w Internecie dziecięcą pornografię, podał lubelskim policjantom na tacy.
To pierwszy, ale nie jedyny taki wyczyn motorniczego z Wrocławia. Wojna z "padalcami” stała się jego życiową misją.

Wczoraj udało nam się porozmawiać z "łowcą”. Zdradził, w jaki sposób wyśledził pedofila z Lublina. - To było cztery miesiące temu - opowiada. - Siedziałem przed komputerem, wszedłem do Internetu. Byłem na czacie (pogawędki w sieci pomiędzy internautami - red.). Ten doktorant sam się do mnie zgłosił. Zaoferował zdjęcia nagich dzieci.
Pan Krzysztof odpisał, że sam takich zdjęć nie ogląda, ale ma znajomego, który jest nimi zainteresowany. Założył nowy adres e-mailowy. Podał go zboczeńcowi. Wkrótce na skrzynkę przyszła fotografia 9-letniego obnażonego chłopca. Motorniczy od razu zawiadomił wrocławską policję. Po śladach zostawionych w Internecie udało mu się także ustalić dokładne namiary nadawcy pedofilskich fotografii. Jego dane dostała wówczas lubelska policja.
Potwierdza to Janusz Wójtowicz, rzecznik lubelskich policjantów. - Gdyby nie pan Krzysztof, to prawdopodobnie w ogóle nie byłoby tej sprawy - przyznaje.
Do zatrzymania doktoranta doszło dopiero na początku czerwca. W tym czasie motorniczy często kontaktował się z nim przez Internet. - Nie chciałem go spłoszyć - wyjaśnia. - Pisał mi o rodzinie, jakichś drobiazgach. Ale o swojej pracy nic nie chciał mówić.
Doktorant dopytywał się, czy podobało się wysłane zdjęcie. Pisał, że chętnie by się takimi fotografiami powymieniał. W jego domu policjanci znaleźli sterty materiałów z pornografią dziecięcą. Dwa twarde dyski wypełnione pedofilskimi materiałami i 960 płyt kompaktowych. Mężczyzna miał trzynaście kont poczty elektronicznej, za pomocą których rozpowszechniał filmy i zdjęcia pornograficzne.
Po zdemaskowaniu doktoranta motorniczy postanowił, że będzie tropił innych pedofilów. Najpierw nawiązuje z nimi kontakt. Jednego odwiedził nawet w mieszkaniu pod pretekstem naprawy komputera. Okazało się, że faktycznie miał sporo zdjęć i filmów z nagimi dziećmi.
- Ja na nich mówię "padalce” - mówi krótko pan Krzysztof. - Ich trzeba ścigać. A mnie wystarczy pięć minut, żeby się dowiedzieć, kto wysyła takie rzeczy. Mam już namierzonych kolejnych czterech.
Na co dzień pan Krzysztof jeździ tramwajem po Wrocławiu. Wczoraj mogliśmy z nim rozmawiać tylko podczas kilkuminutowych przerw pomiędzy kursami. - W domu będę po 21 - zapowiedział. - Siadam przed komputerem i zabieram się do tropienia pedofilów. •
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!