wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Lublin

Lubelska policja kontra Gazeta Wyborcza

Dodano: 31 sierpnia 2009, 15:11

Lubelscy policjanci ostro skrytykowali dziś "Gazetę Wyborczą". Uważają, że dziennikarze po raz kolejny ich atakują. Według nich to nie jest przypadek.

Sobotnia lubelska "GW" wytknęła, że policjanci zakuli w kajdanki dwie podejrzane o korupcję pracownice sanepidu, mimo że nie były agresywne i nie próbowały uciekać.

"Skute, przestraszone i wyprowadzone na oczach postronnych osób - tak policja potraktowała dwie wieloletnie urzędniczki lubelskiego sanepidu. Wszystko przez to, że prokuratura zarzuca kobietom przyjęcie kosza delikatesowego z kawą i słodyczami za 60 zł.” - czytamy w gazecie.

Eksperci od praw człowieka, którzy wypowiedzieli się w dzienniku, zasugerowali nawet, że zatrzymane w taki sposób kobiety, policjanci "odarli z godności ludzkiej”.

Lubelscy funkcjonariusze w poniedziałek opublikowali na swojej stronie oświadczenie. Zarzucają gazecie nierzetelność i sugerują że na dziennikarzy wywierane są "odgórne naciski”.

- Z lektury tego tekstu możemy się dowiedzieć, że bliżej nieokreślone osoby były wstrząśnięte i zszokowane faktem wyprowadzania dwóch kobiet przez funkcjonariuszy Policji w kajdankach. Szczególnie nacisk kładę na bliżej nieokreślone. Często stosowana praktyka w tej redakcji - pisze w oświadczeniu Janusz Wójtowicz, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie.

Co na te zarzuty autor artykułu?

- To nieudolna próba obrony przez policję. Powoływałem się na oficjalne źródła, m.in. na dyrektora lubelskiego sanepidu Pawła Policzkiewicza, który widział akcję policjantów. Według mnie funkcjonariusze nie powinni zakuwać tych kobiet w kajdanki. W końcu zarzuca im się przyjęcie łapówki o wartości 60 zł - mówi Karol Adamaszek.

Tymczasem Paweł Policzkiewicz także wystosował w poniedziałek oświadczenie. – Chcę stanowczo podkreślić, że zatrzymanie i wyprowadzenie odbyło się dyskretnie i było niezauważalne dla osób postronnych – pisze dyrektor lubelskiego sanepidu.

Janusz Wójtowicz dodaje, że lubelska "GW" zbyt często zwraca uwagę na negatywne zjawiska, jakie dzieją się w policji, a rzadko pisze o sukcesach policjantów.

- Wydaje mi się, że niektóre artykuły są pisane na siłę i z polecenia. Jakby ktoś odgórnie naciskał na dziennikarzy tej gazety. Tym bardziej, że często podczas rozmów ze mną, mają inny punkt widzenia, niż ten przedstawiany później w artykułach - mówi Janusz Wójtowicz.

Dodaje jednak, że dowodów na to nie ma i jest to jedynie jego subiektywne odczucie.

- Żadnych nacisków w naszej redakcji nie ma i nie było. Pan Wójtowicz nie ma podstaw, by tak twierdzić - kwituje redaktor Adamaszek.

Oświadczenie policji



W związku z tym, że Lubelska Policja po raz kolejny znalazła się w negatywnym zainteresowaniu dziennikarzy Gazety Wyborczej w Lublinie, i po raz kolejny w sposób zupełnie nieuzasadniony; śpieszę osobom wprowadzonym w błąd ze stosownym wyjaśnieniem.

W artykule "Akcja w sanepidzie. Moda na zakładanie kajdanek” z dnia 29 sierpnia 2009 roku w którym wydawca gazety imputuje policjantom określone zachowanie, dowiadujemy się o rzekomych nadużyciach ze strony Policji podczas czynności procesowych w lubelskim sanepidzie. Z lektury tego tekstu możemy się dowiedzieć, że bliżej nie określone osoby były wstrząśnięte i zszokowane faktem wyprowadzania dwóch kobiet przez funkcjonariuszy Policji w kajdankach. Szczególnie nacisk kładę na bliżej nie określone. Często stosowana praktyka w tej redakcji.

W związku z powyższym w sposób zdecydowany pragnę zdementować wszystkie zawarte tam informacje, które trudno się oprzeć wrażeniu, że powstały przypadkowo? Niestety ze szkodą dla czytelników, gdyż ewidentnie wprowadzają ich w błąd.

Po pierwsze. Policjanci prowadzący wszelkie czynności mają na względzie zawsze poszanowanie praw człowieka, bez względu na status osoby zatrzymywanej. Tak było też w opisanej sytuacji. W tym przypadku istniała potrzeba przeprowadzenia czynności procesowych w miejscu pracy zatrzymanych w ich obecności i z ich udziałem. Oczywistym więc jest, że musiało to nastąpić w godzinach urzędowania lubelskiego sanepidu.

Po drugie. Ustawodawca dał policjantom uprawnienia do zakładania kajdanek osobom zatrzymanym i doprowadzanym w określonych przypadkach. To na policjantów konwojujących te osoby spada obowiązek ustalania czy zachodzi jedna z takich przesłanek. W tym przypadku policjanci uznali, że istnieje taka zasadność. Nie ma też absolutnie żadnych podstaw, by odmówić im racji. Działali więc zgodnie z prawem. Trzeba też zaznaczyć, że osoby te zostały doprowadzone na przesłuchanie do prokuratury, a następnie zwolnione po przedstawieniu zarzutów i zastosowaniu środków zapobiegawczych. W zdecydowany sposób dementuję, także doniesienia dziennikarskie o rzekomych tłumach przy wyprowadzaniu zatrzymanych z biura sanepidu. Przed biurem w czasie wyprowadzania zatrzymanych nie było absolutnie żadnych interesantów. Wyprowadzenie trwało zaledwie kilka sekund, co z pewnością może potwierdzić obecny przy czynnościach dyrektor Paweł Policzkiewicz. Ponadto by nie wzbudzać niepotrzebnego zainteresowania osób postronnych wszystkie czynności w tej sprawie wykonywane były przez policjantów nieumundurowanych. Obie kobiety zostały poinformowane o tym ,że będą doprowadzane w kajdankach i jedna z nich poprosiła, by narzucić na ręce odzież w taki sposób by były one niewidoczne. Policjanci spełnili jej prośbę.

Po trzecie. Zarzucanie policjantom działania na pokaz i obdarcie z ludzkiej godności zatrzymanych zakrawa na typową hipokryzję. Przypominam dziennikarzom "gazety”, że Lubelska Policja nie wydała w tej sprawie żadnego komunikatu. O zatrzymaniu swoich pracowników informował media cytowany przez redakcję Paweł Policzkiewicz, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno - Epidemiologicznej w Lublinie. Co też redakcja nie omieszkała opisać w artykule "Sanepid. Kosz delikatesowy za sfałszowany raport”. Trzymając się więc faktów, rodzi się pytanie? Kto tu działa na pokaz? Przypominam autorowi tego artykułu, że to właśnie on podniesionym głosem domagał się od nas szczegółów w tej sprawie, zaledwie kilka minut po ich zatrzymaniu.

Po czwarte. Cytowani przez gazetę wybitni prawnicy-eksperci z zakresu ochrony praw człowieka nie mieli możliwości kontaktu z policjantami, by poznać fakty w tej sprawie. Brak jest też informacji by takowe informacje posiadali od osób zatrzymywanych. Należy zatem się domyślać, że wersja zdarzeń pochodziła z jednego źródła. Od subiektywnej wizji dziennikarza. Czytając ten artykuł można odnieść wrażenie, że policjanci podjęli decyzję o założeniu kajdanek według własnego " widzi mi się”, a nie w oparciu o podstawy prawne, które cytowałem autorowi artykułu. Mając więc taką wiedzę, każdy prawnik gotów jest stwierdzić, że mogło dojść do działania niezgodnego z prawem. Czy zatem ekspertów wprowadzono w błąd?

Na korzyść policjantów przemawiają jednak same osoby zatrzymane, które nie potwierdziły by nastąpiły jakiekolwiek nieprawidłowości. Mianowicie; żadna z osób zatrzymanych nie wniosła żadnych zastrzeżeń, co do sposobu zatrzymania. Powyższe oświadczenie potwierdziły swoim podpisem w protokole zatrzymania osoby. Żadnych też uwag nie wniosły podczas przesłuchań w prokuraturze. Te fakty jednak zostały skrupulatnie pominięte.

I wreszcie po piąte. Przestępstwa korupcyjne z pewnością są przestępstwami pospolitymi. Z uwagi na wielką szkodliwość społeczną w strukturach policyjnych powołano specjalne wydziału do walki z korupcją, a ustawodawca powołał dodatkowe instytucje do walki z tego typu przestępczością. Próbę umniejszenia więc wagi tego przestępstwa przez redaktora "gazety” należy więc traktować jako kompletne nieporozumienie. Przypomnę, że to przestępstwo jest zagrożone karą pozbawienia wolności do lat 10. Kwota przyjętej przez urzędnika państwowego korzyści materialnej nie stanowi tu najważniejszej przesłanki lecz sam fakt, że urzędnik przyjmując taką korzyść narusza przepisy prawa. O czym dziennikarze znający powyższe zagadnienie powinni wiedzieć.

Pragnę oświadczyć, że Policja prowadzi otwartą politykę medialną. Bardzo często mówimy o naszych sukcesach, ale też uczymy się na błędach i piętnujemy osoby, które w naszych szeregach przejdą na drogę przestępczą. Potwierdzamy też wszelkie informacje związane ze zdarzeniami z udziałem osób publicznych w przypadku, gdy wejdą w konflikt z prawem. Prawo do informacji to w konsekwencji prawo do kontroli społecznej nad działaniami instytucji państwowych m.in. Policji, ale też innych osób, które poświęciły się działalności publicznej. W żadnym więc wypadku w tym względzie nie możemy robić wyjątków.


Rzecznik Lubelskiego komendanta
wojewódzkiego policji

podinsp. Janusz Wójtowicz

Czytaj więcej o:
Stan Witos
jarkacz
melo
(26) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Stan Witos
Stan Witos (3 września 2009 o 06:16) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Szanowni Państwo czy nie wiecie, "Wybiórcza" i "Dziennik Wschodni" to ta sama parafia t.j AGORA. A to Michnikowszczyza wlaśnie.
Rozwiń
jarkacz
jarkacz (1 września 2009 o 11:51) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Kiedyś starszy Pan powiedział, że ten co pisze w gazetach (może to i dzienniekarz) jest to człowiek o niespełnionych ambicjach.
Rozwiń
melo
melo (1 września 2009 o 11:05) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jacek napisał:
Brak słów...


facet, co ty wiesz o prawach i obowiązkach policji..... i o tym jak wygląda ta robota w rzeczywistości i jak jest rozliczana. ale coś mi się zdaje że nie jesteś w stanie tego pojąć.
Rozwiń
Iwan
Iwan (1 września 2009 o 10:36) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
crai napisał:
Zgadzam się w pełni z Policją - Pan Adamaszek po raz kolejny wykazał się olbrzymią nierzetelnością i brakiem fachowości w pisanym przez siebie artykule. Przede wszystkim wychodzą po raz kolejny jego braki podstawowej wiedzy z zakresu prawa- którą dziennikarz piszący podobne artykuły powinien posiadać. Pisane przez niego artykuły są koloryzowane i w znaczący sposób odbiegają od wydarzeń, któe przedstawia - zarówno w artykule o aresztowaniu, jak tez w innych artykułach, których był autorem, a które ukazały się w roku 2009 w GW.


Prawdziwy pokaz bajkopisarstwa dał dziennikarz DW Bogdan Nowak pisząc o źródełku krasnobrodzkim - takie bzdury, że nóż się w kieszeni otwiera.
poczytać można tu: [url="http://www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090421/ZAMOSC/55986931"]http://www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.d...ZAMOSC/55986931[/url]
Rozwiń
mieszkaniec
mieszkaniec (1 września 2009 o 09:59) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
dziewczyna_zorro napisał:
To zemsta redaktora Brzuszkiewicza za przyłapanie go przez policjantów na wyrzucaniu śmieci do lasu.

Może być i zemsta, a fakt jest faktem, że policyjne mięśniaki skuwają dwie starsze kobiety za parę cukierków. Co to za miara sukcesu ? To juz teraz tak będzie, że będziecie się popisywali wykryciem afery na 60 złotych. To na to mają iść pieniądze państwowe ? Pan Wójtowicz robi burzę w szklance wody - troszkę pokory wobec społeczeństwa panie rzeczniku.
Czasami zdarza się dać jakiś prezent w urzędzie lub szpitalu za okazaną pomoc i życzliwość. Policjańci też daja takie prezenty, tylko że po służbie i bez mundurów. Jakoś nie słychać aby się któryś sam zakuł w kajdanki i zgłosił na komendę. Jeżeli to pójdzie w ta strone to w szpitalach nie zostanie żadna pielęgniarka, bo im też zwykle dziękujemy słodyczami. A cała energia policji będzie skierowana na wykrywanie takich pierdół.
Może o to chodzi aby zapełniać policyjne statystyki.
Nie dajmy się otumanić jakiemus psełdopolicyjnemu bełkotowi.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (26)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!