sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Lublin

Lubelski proces o czary

Dodano: 23 listopada 2001, 20:14
Autor: Ewa Dziadosz

Nie chciała się dobrowolnie przyznać do czarów? Powie wszystko, tylko ją troszkę popieścimy...  (Jac
Nie chciała się dobrowolnie przyznać do czarów? Powie wszystko, tylko ją troszkę popieścimy... (Jac

Wiara w realność czarów i istnienie ludzi mających bezpośredni kontakt ze światem demonów obecna jest od zarania dziejów ludzkości. Żadna z wcześniejszych cywilizacji nie organizowała jednak masowo procesów opartych na systematycznej "nauce” o czarownicach. Inscenizacja procesu o czary w Lublinie przyciągnęła, podobnie jak w średniowieczu, tłumy z ledwością mieszczące się w sali.

Inscenizacja procesu o czary, przygotowana przez Wiesława Tekely i Grzegorza Smyka oraz Koło Naukowe Prawników przy Wydziale Prawa i Administracji, pokazana została w ramach zorganizowanego niedawno przez UMCS Festiwalu Nauki.
Z punktu widzenia człowieka trzeciego tysiąclecia jest to widowisko żenujące, obnażające całą mizerię ludzkiej kondycji. Aż wstyd pamiętać, że strach i niewiedza wyzwalały w naszych przodkach nieprzebrane pokłady podłości i okrucieństwa. Co gorsza, sankcjonowane obowiązującym wówczas prawem. Być może jednak pod względem moralności wcale się tak wiele nie różnimy od ludzi średniowiecza i warto o tym wciąż przypominać...
Wiara w realność czarów i istnienie ludzi mających bezpośredni kontakt ze światem demonów obecna jest od zarania dziejów ludzkości, znajdując odbicie w mitach, baśniach, legendach. Żadna z wcześniejszych cywilizacji nie organizowała jednak masowo procesów opartych na systematycznej "nauce” o czarownicach. To była pierwsza akcja ludobójstwa podbudowana ideologicznie i naukowo, teologicznie i prawnie słynną księgą "Młot na czarownice”.
W XV wieku Kościół katolicki, mocą swojego autorytetu, oficjalnie potwierdził istnienie czarownic. Był to rezultat trwającego kilka stuleci procesu, pierwotnie bowiem wiarę w czary traktowano w chrześcijaństwie na równi z pogańskimi gusłami. W roku 785, podczas synodu w Paderborn postanowiono, że kara śmierci grozi każdemu, kto zwiedziony ciemnym zabobonem utrzymywać będzie, że czarownice istnieją naprawdę. Do XI wieku stos nie był oficjalnie przewidziany w przypadku oskarżenia o czary. Dopiero podczas wielkich heretyckich ruchów w XI-XIII wieku Kościół zmienił stanowisko. Tomasz z Akwinu potwierdził istnienie czarownic i demonów oraz możliwość kontaktów płciowych z nimi.
Największe nasilenie polowań na czarownice miało miejsce w okresie wojny trzydziestoletniej, czyli na początku XVII w. Szacunki dotyczące ofiar są bardzo różne. Najbardziej optymistyczne mówią o kilku tysiącach, najbardziej czarne - o... trzech milionach.
Czarownicom stawiano zarzut, że hostia zmieszana z krwią nie ochrzczonego dziecka służyła im do sporządzania maści umożliwiającej latanie. Maść takowa mogła być sporządzana również z tłuszczu nowo narodzonego dziecka. Zarzucano im również: tajne spotkania nocą w odosobnionych miejscach, rozpustę, degenerację, dążenie do zniszczenia lub przejęcia władzy nad światem i pakty z mocami nieczystymi. Przyznanie się do winy wymuszano torturami. A jak wielka jest pomysłowość ludzka w tworzeniu systematycznych metod zadawania bliźnim bólu, można się przekonać na wędrującej po Polsce i cieszącej się niesłabnącym zainteresowaniem wystawie "Średniowieczne narzędzia tortur”. Z innych wspomnieć warto o metodzie pławienia. Polegała ona na tym, że oskarżoną o czary kobietę, w celu sprawdzenia, czy jest rzeczywiście czarownicą, czy też nią nie jest, wrzucano w ubraniu do stawu, jeziora czy rzeki. Jeżeli utonęła (o co nie było trudno, wszak średniowieczne kobiety nosiły wiele szat, które - namoczone - ciągnęły je na dno) - znaczyło, że była czarownicą. Jeżeli nie utonęła - znaczyło, że użyła do tego swej tajemnej mocy i trzeba było pozbawić ją życia. Kończyła wtedy swój żywot na stosie lub katowskim pieńku.
Tajna wiedza o magii i sposoby jej tępienia stanowią doskonały przykład racjonalnej metodologii w służbie społecznego obłędu. Nie jest to z pewnością zamknięty rozdział naszych dziejów, a zainteresowanie, jakim cieszą się parapsychologia, medycyna alternatywna itp. świadczą o tym, że analiza mechanizmów leżących u podstaw prześladowań czarownic i sposobów ich ideologicznego wykorzystania, może okazać się niesłychanie przydatna zarówno przy próbach zrozumienia funkcjonowania różnych aparatów represji, jak i lęków, i fobii kultury, w której żyjemy.
Lubelski proces o czary poprzedziła dyskusja o prawie i etyce. Zgromadziła niezbyt wielką, ale niezwykle zainteresowaną tematem publiczność. Doborowe grono teoretyków i praktyków prawa debatowało o swoich dylematach. Rozważali na przykład, czy moralnie jest darować winy bandycie, który jako świadek koronny denuncjuje swoich kompanów. Profesorowie mówili, że jest to prawo rodem ze średniowiecza, a przecież obecna, wysoce wyrafinowana nauka może zweryfikować każdy potencjalny dowód winy. Nie potrzeba więc świadka, którego wiarygodność pozostawia wiele wątpliwości, o moralności już nie wspominając. Prokurator przyznawał, że rzeczywiście jest to metoda moralnie podejrzana, ale za to dość skuteczna i nieporównywalnie tańsza.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!