wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Lublin

Lubelski "Tulipan" wpadł w sidła kobiet. Były randki, będą widzenia

Dodano: 6 lutego 2015, 11:15

Lubelski "Tulipan" zatrzymany. Bartłomiej M. wpadł w pułapkę zastawioną przez kobiety, które próbował oszukać. 28-letni amant ma dziś zasiąść na ławie oskarżonych

Bartłomiej M. wcielił w życie scenariusz znany z popularnego w latach 80. serialu "Tulipan”. Rozkochiwał samotne i starsze od siebie kobiety, po czym je okradał. 28-latek został zatrzymany w lutym ubiegłego roku. Zarzucono mu oszukanie trzech kobiet z naszego województwa, ale do śledczych zaczęły się zgłaszać kolejne poszkodowane. Bartłomiej M. nie został aresztowany. Po pierwszej rozprawie przepadł bez wieści.

- Ale nadal przez telefon nękał mnie pogróżkami i szantażował - mówi pani Agnieszka, jedna z ofiar lubelskiego "Tulipana”. - Groził, że stracę dzieci i pracę. Uwodził również kolejne kobiety. Rozwinął skrzydła.

Pani Agnieszka starała się namierzyć amanta. Dotarła do kilku ofiar Bartłomieja M., ale on sam pozostawał nieuchwytny. Aż do sobotniego popołudnia.

- Policjanci zatrzymali wówczas w Nałęczowie 28-letniego mężczyznę bez stałego miejsca zamieszkania - przyznaje Kamil Gołębiowski z zespołu prasowego lubelskiej policji. - Był on poszukiwany do odbycia kary pozbawienia wolności.

Bartłomiej M. został tymczasowo aresztowany do końca kwietnia. Dzisiaj ma stanąć przed sądem w sprawie dotyczącej oszukania czterech kobiet. - W moim przypadku wyłudzał niewielkie kwoty, po kilkaset złotych, kradł też z domu sprzęt elektroniczny - wylicza pani Agnieszka.

Amant wpadł dzięki czujności kobiety, która miała być jego kolejną ofiarą. 28-latek zatrzymał się w nałęczowskim pensjonacie prowadzonym przez panią Małgorzatę.

- Podawał się za nauczyciela. Mówił, że jest bogaty z domu i chciałby zainwestować w Nałęczowie - opowiada właścicielka ośrodka. - Nie wiedziałam o jego przeszłości. Nasze relacje były wyłącznie biznesowe.

Bartłomiej M. nie wzbudził zaufania u pani Małgorzaty. Kobieta szybko nabrała podejrzeń, że nie mówi jej prawdy. - Zaczął kręcić - wspomina kobieta. - Kiedy miało dojść do podpisania dokumentów w sprawie inwestycji, nagle mdlał i trafiał do szpitala, dostawał krwotoków… Kiedy w pensjonacie ktoś ukradł kartę do dekodera, byłam niemal pewna, że to on.

Meldując się w pensjonacie Bartłomiej M. jako miejsce zamieszkania podał adres w Świdniku. Właścicielka pensjonatu prosiła kuzyna, by sprawdził, czy 28-latek rzeczywiście tam mieszka. Drzwi otworzyła mu pani Agnieszka, jedna z ofiar "Tulipana”.

- Nawiązałam kontakt z właścicielką pensjonatu. Razem zastawiłyśmy pułapkę. Dzięki temu wreszcie stanie przed sądem - mówi nasza Czytelniczka.
28-latek to mistrz w opowiadaniu wzruszających historii. - Kiedy miał oddać mi pieniądze, spadła na niego lawina nieszczęść - wspominała po pierwszym zatrzymaniu mężczyzny jedna z poszkodowanych. - Rozbił nowy samochód, oszukał go wspólnik, dowiedział się, że jest adoptowany.

Później amant chciał się zabić, wygrał walkę z sepsą, wyjechał na poszukiwania zaginionej siostry, opłakiwał zmarłą babcię i zapadł na raka płuc. Ostatnie miesiące życia planował spędzić z partnerką w nowym domu w górach. Nie zdążył, bo "umierał” w szpitalu. - Było mi go żal - mówi pani Edyta ze Świdnika. - Skarżył się, że jego córka zmarła, a żona go zostawiła. Mówił też, że w dzieciństwie był gwałcony przez matkę. Szukałam mu psychologa.
Znajomość z Tulipanem kosztowała panią Edytę 6 tys. zł.

- Ukradł mi kartę kredytową, której nawet nie aktywowałam. Leżała w domu razem z PIN-em - wspomina nasza rozmówczyni. - O tym, że pobrał z tej karty 5 tys. zł, dowiedziałam się po 4 miesiącach, kiedy bank zaczął przysyłać wezwania do zapłaty. Oprócz karty ukradł drobne rzeczy. Żelazko, telefon czy komplet kieliszków, który został mi po mamie.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że "Tulipan” ma żonę i dwoje dzieci. Jest bezrobotny.
Czytaj więcej o: policja tulipan
Gość
Gość
Gość
(19) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (29 lipca 2015 o 12:37) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
juz wyszedł buszuje w Świdniku nawet z ładną dziewczyną był hahahah
Rozwiń
Gość
Gość (29 lipca 2015 o 11:40) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Wpier..dol i do lichu, tyle w temacie
Rozwiń
Gość
Gość (13 czerwca 2015 o 18:24) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A Bartek dalej buszuje po necie i szuka następnych chętnych...
Rozwiń
judyta
judyta (21 lutego 2015 o 16:04) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Znam go osobiscie ale takich klamst sie po nim niespodziewalam ze tak mozna zmyslac to sie poprostu w glowie niemiesci ale to cały Bartek 

Rozwiń
flame
flame (10 lutego 2015 o 22:14) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

W dowodzie osobistym ZAWSZE wpisany jest zameldowania.

Dopiero od marca 2015 roku adres zameldowania nie będzie umieszczany w dowodzie, bo nie będzie takiej rubryki w dowodzie.

Dlaczego właścicielka pensjonatu nie wpisała do rejestru gości dresu zameldowania tego oszusta to ja nie wiem.

 bzdura 

jestem posiadaczką dowodu bez adresu zameldowania (puste miejsce)

dowód był wystawiony w 2012 r.

Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (19)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!