czwartek, 19 października 2017 r.

Lublin

Lublinianin zaginął na szczycie Elbrus

  Edytuj ten wpis
Dodano: 29 sierpnia 2002, 19:54

Lubelski turysta zaginął w górach Kaukazu podczas próby zdobycia mierzącego 5633 metry Elbrusu. Szukają go rosyjskie służby ratownicze, pasterze i śmigłowiec

Dwudziestoletni Janusz B. wyruszył na wyprawę Klubu Turystycznego „Pełzak”, działającego przy Wydziale Biologii i Nauk o Ziemi UMCS. We wtorek zaginął. Na wyprawę pojechało 9 studentów. Na wspinaczkę zdecydowało się 6 osób. Wyszli w poniedziałek. Młodzi alpiniści zdobyli szczyt i zaczęli – dwójkami spuszczać się na dół. Wtedy pogorszyła się pogoda. Ostatni alpiniści Janusz B. i Paweł M. na wysokości 5300 metrów stracili kontakt wzrokowy. Pawłowi M. udało się nie zboczyć z trasy – ratownicy znaleźli go na szlaku po 21 godzinach poszukiwań.
Wczoraj ratownicy przeszukiwali północne pole lodowe i południowo-wschodni stok. Dziś akcja będzie kontynuowana.
– Rozmawiałem z koleżanką zaginionego. Powiedziała, że żaden nie miał dużego doświadczenia w wysokogórskich wyprawach – mówi Tomasz Klimański, konsul generalny RP w Moskwie. – Studenci po prostu skrzyknęli się i pojechali. Wcześniej wszystko było w porządku. Zaginiony jeszcze przed wejściem na szczyt dzwonił z telefonu komórkowego do swojej matki w Lublinie. Opowiadał jej o planowanym zdobyciu szczytu.
– Nie wiem, kto pojechał na tę wyprawę – mówi jedna z członkiń „Pełzaka”. – Ja w tym czasie organizowałam spływ kajakowy i nie wiem, kto zajmował się Elbrusem. Zaginionego nie znam. Znam tylko jego kolegę. Wiem jeszcze, że na Elbrus mieli jechać ludzie z Lublina i Warszawy.
Karol Dąbrowski, prezes „Pełzaka”, w wywiadzie dla RMF FM również powiedział, że nie wie, kto wybrał się na Kaukaz. – Zaginionego i jego kolegi nie znam. Obaj mogli być spoza klubu. Zapewniam jednak, że organizator był osobą doświadczoną. Wspinał się na skałki, był na Uralu i na pewno profesjonalnie przygotował całą wyprawę.
– To bardzo niebezpieczny teren – wyjaśnia Andrzej Sobolowski z Polskiego Związku Alpinizmu, który szczyt zdobywał już 3 razy. – Większość nadaje się tylko dla profesjonalistów. Najgorszy moment to właśnie wysokość 5300 metrów, gdzie zaginął ten człowiek i gdzie góra pochłonęła już swoje ofiary. Tu spiętrza się lodowiec. Podłoże jest bardzo strome, potrzaskane i pełne głębokich szczelin.
Dziś do Moskwy przyleci matka zaginionego alpinisty. Wczoraj nie chciała rozmawiać z naszymi dziennikarzami. Z Moskwy wyjedzie do Tierskoł u podnóża Elbrusu, gdzie będzie czekać na syna. Są tam też przedstawiciele naszych służb konsularnych.
O wyprawie nie wie nic Polski Związek Alpinizmu. Jego sekretarz, Hanna Wiktorowska, podkreśla, że nie zorganizował jej ani PZA, ani żaden ze stowarzyszonych klubów wysokogórskich. – Na naszą ekspedycję mogłyby pojechać tylko osoby z ukończonym kursem tatrzańskim i pod opieką kierownika w stopniu instruktora.
Pozostali uczestnicy wyprawy czują się dobrze. Prawdopodobnie w najbliższych dniach wrócą do kraju. •
Małe Himalaje
Elbrus, inaczej „Góra Szczęścia”, to najwyższe wzniesienie Kaukazu. Przez alpinistów jest traktowany jako obiekt treningowy przed Himalajami. – To przecież dużo wyższy szczyt niż jakikolwiek w Alpach – podkreśla Andrzej Sobolowski. – Najważniejsza jest aklimatyzacja. Powinna trwać co najmniej tydzień i w tym czasie należy przeprowadzić kilka wypraw aklimatyzacyjnych na wysokości 3 tys. metrów. A teraz często ludzie przyjeżdżają pod górę i od razu wchodzą. To bardzo częsta, oprócz zagubienia, przyczyna wypadków w górach.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!