poniedziałek, 23 października 2017 r.

Lublin

Łukaszenko zamknął nam córkę

  Edytuj ten wpis
Dodano: 26 marca 2006, 20:16

Jest ciężko. Nerwowo odliczamy każdą godzinę. I wyczekujemy na jakiekolwiek wieści z Mińska - żalą się rodzice Weroniki Samolińskiej, lublinianki aresztowanej w piątek na Białorusi. Być może dzisiaj dziewczyna stanie przed sądem.

Weronika pojechała na Białoruś w ubiegły piątek. Chciała być razem ze swoimi przyjaciółmi - Białorusinami popierającymi opozycyjnego kandydata na prezydenta Aleksandra Milinkiewicza. - Miała przekonanie, że oni tego potrzebują - mówi Anna Samolińska, matka dziewczyny. - Że trzeba z nimi być.
I była. Nawet wtedy, gdy na plac Październikowy w Mińsku podjechało osiem więźniarek specnazu. W nocy z czwartku na piątek specjalne jednostki białoruskiej milicji aresztowały wszystkich opozycjonistów i zagranicznych obserwatorów, którzy byli wtedy na placu. Wśród zatrzymanych znalazła się dwójka Polaków - były polski ambasador na Białorusi Mariusz Maszkiewicz i właśnie Weronika.
- Najgorsze były pierwsze godziny po informacji o szturmie na plac - wspomina Wojciech Samoliński, ojciec dziewczyny. - Baliśmy się, że białoruskie władze wyprą się jej zatrzymania. Że Weronika przepadnie bez śladu. Ulgę poczuliśmy dopiero w piątek po południu. Gdy okazało się, że nasza córka jest aresztowana. To znaczyło, że żyje.
Weronika jest przetrzymywana w areszcie przy ul. Akreścina w Mińsku. - Od Krzysztofa Świderka z polskiej ambasady wiemy, że córka czuje się dobrze - mówi Anna Samolińska. - Chyba nie odniosła żadnych obrażeń. Jest tylko bardzo zmęczona i zziębnięta.
Wczoraj Świderek chciał przekazać dwójce zatrzymanych Polaków paczkę z kocami i materacami. - Usłyszał, że to niemożliwe - opowiada ojciec Weroniki. - Tym bardziej że w sobotę konsul przekazał Polakom środki czystości i jedzenie. Tyle dobrego. Bo warunki w areszcie są katastrofalne. Zwłaszcza że w sobotę do aresztów w Mińsku trafiło kilkaset kolejnych osób.
Samolińscy podkreślają, że właśnie w sobotę przyszły krytyczne chwile. - Usłyszeliśmy, że opozycjoniści planują szturm na więzienie, w którym siedzi Weronika - mówi pan Wojciech. - Mogło dojść do otwartej wojny. Ze strzałami, rannymi i zabitymi. Na szczęście skończyło się na zapowiedziach.
Od piątku Weronika czeka na proces. Zostanie osądzona za to, że była na placu Październikowym razem z opozycjonistami. Na Białorusi grozi za to 15 dni więzienia albo 2 tysiące dolarów grzywny. - Oby tylko na tym się skończyło - zaznacza ojciec. - Bo przy coraz silniejszej nagonce białoruskich władz na Polskę, Białorusini mogą się doszukać też innych zarzutów. Tego się teraz najbardziej boimy.
Wojciech Samoliński rozważał wczoraj możliwość wyjazdu do Mińska. - Jeszcze nie podjąłem decyzji - mówił wieczorem. - Ale chciałbym być na procesie Weroniki. Rozprawa odbędzie się prawdopodobnie dzisiaj.

PRZYJACIÓŁKA BIAŁORUSINÓW

Weronika Samolińska zaplanowała wyjazd na białoruskie wybory kilka miesięcy temu. - Dla niej Białorusini to wybitny naród dobrych ludzi - podkreśla jej matka. - Ma tam wielu przyjaciół. Była u nich kilkanaście razy. Teraz nie mogło być inaczej. Pojechała do nich zupełnie prywatnie. I razem z nimi mieszkała w namiocie na placu Październikowym, skąd przy okazji napisała kilka relacji do "Gazety Wyborczej”, w której od lutego jest stażystką.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!