czwartek, 17 sierpnia 2017 r.

Lublin

Moja matka nie żyje przez opieszałość lekarzy

Dodano: 29 marca 2011, 19:58

Wciąż nie możemy uwierzyć, że mama nie żyje. Gdyby od razu trafiła do szpitala, wszystko potoczyłoby
Wciąż nie możemy uwierzyć, że mama nie żyje. Gdyby od razu trafiła do szpitala, wszystko potoczyłoby

Lekarze zbagatelizowali u mamy silne bóle głowy – mówi córka zmarłej 67-latki. Zajęli się nią dopiero neurolodzy w szpitalu. Za późno. Pani Anna przeżyła jeszcze 11 dni.

– Moja mama żyłaby, gdyby wcześniej trafiła do szpitala – uważa Ewa Zawadzińska. – Od połowy marca skarżyła się na bardzo silny ból głowy. Za pieszym razem próbowali jej pomóc pracownicy pogotowia szpitala kolejowego w Lublinie. Nie widzieli jednak potrzeby zabierania mamy na oddział. Stwierdzili nadciśnienie i zalecili leczenie… aspiryną.

Dolegliwości nie przechodziły. Annę Zawadzińską odwiedziła lekarka rodzinna. – Wypisała leki na grypę. Ale ból się nasilał, zaczęła wymiotować – opowiada Urszula Kulka, siostra zmarłej. – Tak cierpiała, że nie była w stanie chodzić.

Dlatego na drugi dzień Anna Zawadzińska sama, po raz kolejny, wezwała pogotowie. Nie wiedziała wtedy, że kilka godzin wcześniej w jej mózgu pękł tętniak. Karetka – tym razem Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego – zawiozła chorą do szpitala przy al. Kraśnickiej.

– Ciocia bardzo przejęła się wtedy komentarzem jednego z pracowników pogotowia. Płakała, opowiadając o tym, jak stwierdził, że wyjazd karetki był niepotrzebny i lepiej byłoby, gdyby skorzystał z niej ktoś rzeczywiście wymagający opieki lekarskiej – opowiada siostrzeniec pani Anny, który rozmawiał z nią w szpitalu.

Po nocy spędzonej na izbie przyjęć i 11dniach na oddziale neurologii pacjentka zmarła z powodu kolejnego wylewu. Dr Jacek Gawłowicz, zastępca ordynatora neurologii, przyznaje, że Annę Zawadzińską leczono na jego oddziale. – Nie mogę jednak udzielić więcej informacji na ten temat – ucina.

Zdesperowana rodzina pacjentki zapowiada, że złoży skargę na lekarzy i ratowników do prokuratury. – W jakim stanie musi być pacjent, by zdecydować o przewiezieniu go do szpitala? Dopiero po kilku dniach skierowali chorą na oddział intensywnej opieki – mówi siostrzeniec pani Anny. – Zamierzamy też napisać skargę do lubelskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia na pracowników pogotowia, którzy zbagatelizowali stan pacjentki.

– Na 50 tys. wyjazdów rocznie otrzymujemy kilkanaście skarg od osób, które narzekają na zespoły medyczne – mówi Alicja Ciechan, dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Lublinie. – W takich sytuacjach rodziny zmarłych często obwiniają pracowników pogotowia.
Czytaj więcej o:
leon
Gość
Zbyszek
(14) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

leon
leon (31 marca 2011 o 20:20) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Trzeba lekarzom jeszcze kasy dołożyć ,bo jeszcze za mało zarabiają 1500 zł za dyżur ,w dupach im się poprzewracało od nadmiaru kasy ,i taki będzie się pacjentem przejmował ma to gdzieś
Rozwiń
Gość
Gość (30 marca 2011 o 17:03) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[size="4"]"Po nocy spędzonej na izbie przyjęć i 11 dniach na oddziale Neurologii pacjentka zmarła z powodu kolejnego wylewu.
Dr Jacek Gawłowicz, zastępca ordynatora neurologii, przyznaje, że Annę Zawadzińską leczono na jego oddziale. – Nie mogę jednak udzielić więcej informacji na ten temat – ucina"[/size]

Tak trzymać, Jacek.
Rozwiń
Zbyszek
Zbyszek (30 marca 2011 o 14:51) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Moja babcia była po jednym zawale a gdy po kilku miesiącach miała bardzo wysokie ciścnienie, poty i ból w klatce piersiowej taki, że nie mogła oddychać, wezwane pogotowie z Janowa Lubelskiego jechalo do niej (ok 12km) 1,40 min ! Niestety już nie musieli przyjeżdżać bo babcia ok 15 minut wcześniej straciła przytomność i nie żyła w chwili przyjazdu karetki pogotowia. Również winię opieszałość lekarzy jako przyczynę śmierci.
Rozwiń
jaś m.
jaś m. (30 marca 2011 o 14:04) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
nie narzekajcie, spróbujcie się leczyć w Anglii. Albo dostac się do lekarza. Byłem tam dwa lata. Dwa razy musiałem korzystać z ich "opieki". Za pierwszym razem, kiedy zadzwoniłem umówic się na wizytę, usłyszałem, że owszem -- za tydzień. To u lekarza rodzinnego. Za drugim razem skoczyło mi ciśnienie na 230/160. Zadzwoniłem na pogotowie. Kazali iśc do rodzinnego. Tak wygląda angielska "opieka". A spóbujcie pójść do dentysty. Koszmart...
Rozwiń
anna
anna (30 marca 2011 o 12:17) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
coś mi się nie zgadza ,bo Szpital kolejowy nie ma pogotowia a karetka nie wyjeżdza na wezwania jak pogotowie,więc są jakieś nieścisłosci ,bo najlepiej to zegnac winę na innych
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (14)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!