wtorek, 21 listopada 2017 r.

Lublin

Mufmi. Ale nie o Victorii Beckham!

  Edytuj ten wpis
Dodano: 12 listopada 2007, 11:16

XI Międzynarodowe Spotkania Teatrów Tańca, niedziela dzień ostatni. Oklaski wyklaskane, piwo wypite, kable zwinięte, artyści w drodze do domów.

Szkoda. Ale zanim tak się stało - oglądaliśmy w niedziele to i owo. "Owo” czyli końcówka była fajniejsza niż "to” czyli spektakle Chorwatów i Rumunów. Fajniejsza czyli milsza dla widza, który mógł się choć na sam koniec Spotkań wygrzebać z głębokiego, niczym jesienna depresja, dołu interpretacyjnego.

Jeśli szukać jakiejś listy "naj” to najwięcej widzów uciekło z blisko 80 minutowego spektaklu "Victoria Beckham ma migrenę” chorwackiego zespołu Sodaberg. Czego tam nie było: i filmy historyczne i teledyski (jako horyzont sceny) i wykłady oraz prelekcje i mix muzyczno-efektowy i cztery tancerki i dwóch realizatorów i pani która 80 minut pisała text wyświetlany na horyzoncie sceny (w przerwach w pisaniu krzyczała na tancerki) i ścieżka dialogowa francuskiego filmu z lat 70. lub 80.

Był skomplikowany ruch sceniczny - ni to improwizacje, ni to układy choreograficzne. A widzowie myk, myk uciekali. Co ciekawe, dotrwanie do końca postmodernistycznego, nowofalowego i nowoczesnego projektu NIC zawziętym widzom NIE wyjaśniało. - Tam się dużo działo, bo Victoria dużo myśli - zinterpretowała inteligentnie dziewczynka na widowni, która z ojcem dzielnie doczekała do oklasków. Możliwe, że to jedynie słuszne wyjaśnienie.

Mniej opresyjne dla widzów ale dość zaskakujące było "Solo on line” Narodowego Teatru Luciana Blaga. Dwie kobiety wśród stosu kartonowych pudeł, stosu ciągle zmienianych ubrań i kolekcji papierowych okręcików. Przedmioty, jak widzowie mogli przeczytać w programie, obrazowały zmartwienia jak i bezsenność.

Mroczna opowieść zaskakująca nagością tancerek, które widzowie mieli na wyciągnięcie ręki, nie wprawiała w zbyt dobry nastrój. Nawet scena z prawdziwym prysznicem, lejącym prawdziwą wodę na prawdziwe gołe "ja” nie zmyła zakłopotania publiczności stłoczonej wraz z artystami na scenie Chatki Żaka.

Prawdziwe oczyszczenie czekało wytrwałych w Centrum Kultury. Tam zakończenie Spotkań dobyło się za pomocą dwóch teatralnych bibelocików, cacek niby błahych ale jak inteligentnych i sympatycznych. Męski duet Dawida Lorenca i Mikko Hyvonena czyli "Dwóch szczęśliwych przyjaciół” to zabawna opowiastka w wykonaniu dwóch młodzieńców (w gatkach i czapkach), gdzie w przerwach w tańcu jeden gada po polsku, drugi po fińsku. I to zupełnie im nie przeszkadza. Widzom też nie przeszkadzało. Brawa były niemal owacyjne.

Po nich Teatr Tańca Mufmi czyli cztery panie ze spektaklem "Cztery róże dla Lucienne”. Fani prozy Rolanda Topora wyłapywali cytaty z "Sznycla górskiego” gdzie pan panu zjada odmrożoną nogę czy zdania z tytułowego opowiadania. Ale i bez tego można było dać się uwieść czterem czarownicom (postaciom jak mieszanina Królowej Kier z "Alicji w krainie czarów” i wiedźm z "Mackbetha”) i klimatowi jak z cukierni ciast trujących. Czarne damy na tle purpurowo-czarnej czerni sceny były chwilami groteskowe, chwilami uwodzicielskie i tragikomiczne. Aż strach było jeść czekoladę, którą częstowały widzów na zakończenie występu. To cud, że nie była nadziewana sromotnikiem. A może była?
(agdy)

PS. Organizatorzy imprezy czyli Lubelski Teatr Tańca zamykając XI edycję zaprosili widzów na przyszły rok. XII Międzynarodowe Spotkania Teatrów Tańca będą.

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!