sobota, 16 grudnia 2017 r.

Lublin

Na chorobę ten upał

  Edytuj ten wpis
Dodano: 10 lipca 2006, 19:37
Autor: Ewa Stępień

W gabinetach i salach
szpitala przy al. Kraśnickiej upał taki sam, jak na dworze. Termometry wskazują
około 30 stopni. Z lekarzy i pacjentów leje się pot. - W sklepiku na dole kupuję wodę mineralną. Powachluję się ręcznikiem albo zmoczę ręcznik w zimnej wodzie i przecieram twarz - demonstruje pan Józef z gastrologii.

Dr Anna Zmysłowska, zastępca dyrektora ds. medycznych szpitala przy Kraśnickiej przyznaje, że jest ciężko. - Żaluzje nie pomagają - mówi. - Na szczęście niektóre sale operacyjne mamy klimatyzowane. To w nich staramy się wykonywać operacje. Chcemy dokupić jeszcze wiatraki, aby poustawiać w najduszniejszych pomieszczeniach.
W takim upale, jaki panuje od tygodnia, pacjenci wolniej powracają do zdrowia. - Chorzy z problemami kardiologicznymi czują się gorzej niż zwykle - przyznaje dr Zmysłowska. - Stany zapalne trudniej się goją, gorączkę trudniej zbić.
- Okna pootwierane, przeciągi porobione - wzdycha Mariola Orłowska, pielęgniarka z Kraśnickiej. - Rozmawiam teraz z panią i stoję przy wiatraku dla ochłody. Apelujemy do rodzin chorych, aby przynosiły bliskim dużo wody mineralnej do picia.
Mali pacjenci Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie leżą w łóżeczkach prawie w samych pieluszkach. - Mamy wentylację sufitową, która trochę łagodzi upał. Przynajmniej powietrze nie stoi w miejscu - opowiada prof. Jerzy Osemlak, kierownik Kliniki Chirurgii i Traumatologii DSK. - Jednak minusem takiej wentylacji jest napędzanie bakterii do pomieszczeń. Tego się boję.
Dodatkowo uczucie gorąca w salach chorych potęgują rodzice. - Jeżeli w sali leży czterech pacjentów, a do każdego przyjdzie dwoje rodziców, siekierę można włożyć - dodaje prof. Osemlak.
Klimatyzacji nie ma w większości sal operacyjnych szpitala klinicznego nr 4 przy ul. Jaczewskiego. Ta najmniejsza i najbardziej gorąca jest w ogóle wyłączona z operacji.
- Piszę właśnie pismo do ministra zdrowia z prośbą o pieniądze na modernizację bloku operacyjnego, oczywiście z uwzględnieniem klimatyzacji - mówi Kazimierz Starownik, zastępca dyrektora ds. technicznych w tym szpitalu.
Lepiej się mają lekarze i pacjenci szpitala im. Jana Bożego przy ul. Biernackiego. A to dlatego, że obiekty szpitalne są stare. - Mamy naturalną klimatyzację w postaci murów o grubości 6 metrów - żartuje dr Hanna Lewandowska-Stanek, ordynator kardiologii i toksykologii. - Poza tym, personel ma wodę do picia zapewnioną przez pracodawcę. W gabinetach lekarskich stoją wiatraki. Chorzy leżą bez kołder, jedynie pod prześcieradłami. •
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!