wtorek, 6 grudnia 2016 r.

Lublin

Na ratunek musimy poczekać


Za 18 mln zł, które budżet państwa dał Lubelszczyźnie, uruchomiono szpitalne oddziały ratunkowe, centra powiadamiania ratunkowego, kupiono ambulanse. Ale system jako zintegrowana całość nie działa. Podobnie zresztą, jak w całej Polsce.

Schemat działania zintegrowanego systemu ratownictwa medycznego, tworzonego od 1999 r. ma być prosty. W pomieszczeniach straży pożarnej są centra powiadamiania ratunkowego (tzw. CPR) mające łączność ze wszystkimi służbami. CPR mają jeden numer alarmowy – 112, pod który zgłasza się wypadki drogowe, pożary itd. CPR wysyła w miejsce zdarzenia ambulans ratunkowy dojeżdżający w ciągu 10–15 minut. Ekipa medyczna wiezie ofiarę do najbliższego szpitalnego oddziału ratunkowego (tzw. SOR). Dla potrzeb systemu kupuje się specjalistyczne ambulanse, otwiera oddziały ratunkowe, kształci kadrę ratowniczą. I wydaje pieniądze. NIK przeprowadziła w tym zakresie kontrolę ogólnopolską. Stwierdziła, że z naruszeniem prawa wydano 107 mln zł. W naszym województwie NIK nie wykryła większych nieprawidłowości.
Za blisko 18 mln zł, które w ostatnich latach dostała Lubelszczyzna, otwarto 15 oddziałów ratunkowych (jeszcze jeden przybędzie do końca br.). Uruchomiono dwa CPR: w Lublinie i Chełmie (do końca br. przybędą jeszcze cztery). Przygotowano 87 zespołów ratownictwa medycznego.
Niestety, system jako całość nie działa. Już dwukrotnie rząd przekładał jego wejście w życie z powodu braku pieniędzy. Kolejny termin zaplanowano na 2005 r. Ponieważ brakuje jasnych wytycznych, wojewoda czasowo wstrzymał organizację kolejnych CPR. W LUW zapewniają, że pieniądze wydane do tej pory nie marnują się. Specjalistyczne ambulanse jeżdżą w pogotowiu, oddziały ratunkowe pracują jako izby przyjęć,
a CPR jako stanowiska kierowania w straży pożarnej.
Ewa Stępień

Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO